Tym razem się nie udało. Lech zrewanżował się Lechii za wiosenną porażkę i wyjeżdża z Gdańska z kompletem punktów. Mimo rewelacyjnej pierwszej połowy Mistrz Polski pokazał doświadczenie i skuteczność, której zabrakło młodemu zespołowi biało-zielonych. 

Lechia rozpoczęła spotkanie od tego czego zabrakło, w Zabrzu - szybkiego doskoku i wysokiego pressingu. Już w 6 minucie, po niezłym odbiorze Sezonienki w środku pola, wyszła z ciekawym kontratakiem, Kacper zaadresował piłkę do Viunnyka, ale ten odegrał mu troszeczkę za mocno,
 
Jednak to Szymon Weirauch już w 11 minucie musiał wyciągać piłkę z siatki, chwilę szybciej jednak sędzia odgwizdał przewinienie Iwana Zhelizki, cofnął grę i wskazał na jedenasty metr. Do karnego podszedł kapitan mistrza Polski, Ale Szymon który chyba miał dziś coś do udowodnienia, udowodnił to pewnie broniąc strzał Ishaka.
 

W 17 minucie, rozpędzony Camilo Mena wpadł w pole karne i zagrywał piłkę wzdłuż linii bramkowej, ta finalnie nie znalazła adresata wśród piłkarzy z Gdańska, choć Ci reklamowali jeszcze zagranie ręką obrońcy Lecha - sędzia jednak wskazał na rzut rożny. Minutę później niezłym strzałem, popisał się Filip Szymczak, ale Weirauch ponownie popisał się udaną interwencją. Na odpowiedz Gdańszczan nie trzeba było długo czekać, bo już w 20 minucie, ze świetną kontrą wyszedł Mena wraz Bobckiem i Viunnykiem, strzał tego ostatniego został jednak zatrzymany przez bramkarza gości. Ale w myśl przysłowia co się odwleczę to nie uciecze, minute później było już 1-0 - Kacper Sezonienko, który wywalczył piłkę na linii pola karnego, dograł do Meny, ten uderzył, po rykoszecie piłka spadła pod nogi Bobcka, który pewnie pokonał golkipera gości.
 

W 25 minucie, do kolejnej kontry zabierał się Viunnyk, ale został nieprzepisowo zatrzymany przez Oume, który za to zagranie został upomniany żółtym kartonikiem, a niedługo później w obawie dalszej utraty prądu, Niels Fredriksen zdecydował się zdjąć go z boiska. Chwilę później w 27 minucie, po dośrodkowanie z rzutu rożnego, Viunnyk strzelał raz jeszcze, ale piłka w efekcie znowu spadła pod nogi Bobcka, tym razem jednak Słowak nie zdołał umieścić piłki w siatce.
Pięć minut później, Kacper Sezonienko popisał się niezłym przyjęciem kierunkowym, zgubił przeciwnika i perfekcyjnie obsłużył wychodzącego na pozycję Bobcka, ten potwierdzając, że gdy jest zdrowy, jest topowym napastnikiem, nie dał ponownie żadnych szans Bartoszowi Mrozkowi.
 

Po tej bramce, Mistrz polskim rzucił się do ataku, konkretny strzał w 35 minucie oddał Bengtsson ale na posterunku był rewelacyjny dziś do tej pory Weirauch.
Minute później uderzał jeszcze Filip Jagiełło ale niecelnie.
Pod koniec pierwszej połowy, Lech próbował jeszcze naciskać, ale bez większych konkretów nie licząc zmarnowanej sytuacji z doliczonego czasu gry, gdy piłka uderzana z najbliższej odległości powędrowała nad poprzeczką.
 
Po wznowieniu gry, szybko zaatakował Lech, i już w 47 minucie, niezłym ale niecelnym strzałem z lini pola karnego popisał się Filip Szymczak, a minute później gola kontaktowego dla gości pewnym strzałem z dystansu zdobył Gisli Thordarson.
 

W 53 minucie, po dobrej kontrze wyprowadzonej przez Sezonienkę, z piłką w pole karne wpadł Camilo Mena, gdzie po stykowej sytuacji upadł na murawę, jednak zdaniem sędziego -  za wiele dodał od siebie, za co został ukarany żółtym kartonikiem, chwilę później był już remis, po bramce która została finalnie zapisana jako samobój na konto Szymona Weiraucha.
 

Odpowiedzieć strzałem z dystansu próbował w 60 minucie Matus Vojtko, ale jego strzał został zablokowany a piłka wyszła na rzut rożny.
w 65 minucie goście z Poznania zdołali wyjść na prowadzenie po strzale Filipa Jagiełły.
 

5 minut później obserwowaliśmy podobny splot wydarzeń, najpierw piłkę z woleja uderzał Viunnyk -Ta nie sprawiła większych problemów Mrozkowi, a chwilę później, goście cieszyli się już z 4 bramki, którą zdobył Mikael Ishak.
 

Na kwadrans przed końcem kolejny groźny strzał Jagiełły sparował Weirauch. Potem mogliśmy obserwować krótką wymianę ciosów, która nie przyniosła gola żadnej ze stron - najpierw strzał Neugebauera obronił Mrozek, chwilę później interweniować musiał bramkarz Lechii, by za chwilę znów przenieść się pod pole karne Lecha, gdzie po bloku uderzał Mena.
 
W 87 minucie kontakt złapała tym razem Lechia za sprawą niezawodnego Tomasa Bobcka, który skompletował tego wieczoru Hat-Tricka.Po mimu jeszcze paru sytuacji w doliczonym czasie gry, z których chyba najlepszą był strzał Ivana Zhelizki nad poprzeczką, nie udało się doprowadzić do wyrównania.
 

 
Choć to nie Lechia była faworytem tego meczu, po rozbudzeniu apetytów w pierwszej połowie, mecz może kończyć z niedosytem, niestety druga połowa należała do Lecha, który finalnie wywozi trzy punkty z Gdańska
 
 

źródło:  własne