Tegoroczna edycja Ekstraklasy dostarcza fanatykom polskiego futbolu mnóstwo emocji. Od zaskoczeń i niespodzianek, przez radość i smutek, aż po rozczarowania. W przypadku sympatyków gdańskiej Lechii sytuacja wygląda podobnie, choć od dłuższego czasu o grze Biało-Zielonych mówi się przeważnie w samych superlatywach. Z dnia na dzień coraz bardziej wkraczamy w decydującą fazę sezonu, wobec czego warto zadać sobie jedno, zasadnicze pytanie: gdzie znajduje się obecnie sufit Lechii?

Zacznijmy od niedalekiej przeszłości, a więc starcia z Wisłą Płock. Podopieczni Mariusza Misiury słyną na krajowym podwórku z defensywnego i bezpośredniego stylu gry, jednak należy im oddać, że przynosi to wymierne efekty. Lechiści z kolei znów pokazali, że nie radzą sobie z zespołami operującymi w podobny sposób. Kilka tygodni wcześniej Gdańszczanie musieli uznać wyższość Zagłębia Lubin, a oba spotkania miały zbliżony przebieg. Przez większość czasu to Lechia utrzymywała się przy piłce i próbowała konstruować sytuacje, jednakże przebicie się przez mur złożony z defensorów Wisły wydawało się wręcz niemożliwe.

Drużyna Carvera w Płocku zanotowała aż 52 dośrodkowania, z czego jedynie 8 znajdowało adresata. Rażącą przewagę Biało-Zielonych można zauważyć również przy statystyce liczby podań, rzutów rożnych czy oczekiwanych asyst. Pomimo, że powyższe dane przemawiają na korzyść Gdańszczan, to obraz gry z perspektywy trybun wyglądał zupełnie inaczej. Tam z kolei byliśmy świadkami skrajnej niedokładności, wielu strat i akcji kończących się interwencjami obrońców rywali.

- Dośrodkowania nie były takie, jakie są nasze standardy. Gdy zespół gra wieloma obrońcami w polu karnym trzeba próbować dośrodkowywać. Problemem było to, że mieliśmy zbyt mało graczy w polu karnym. Dlatego też w ostatnim kwadransie zdecydowaliśmy się na grę dwoma napastnikami i środkowym pomocnikiem ustawionym wyżej. Tak zrodziła się sytuacja, którą miał w końcówce Neugebauer - stwierdził John Carver na konferencji po meczu z Wisłą.

Nie jest żadną tajemnicą, że John Carver należy do rzeszy zwolenników otwartego, ofensywnego futbolu. Taki styl znacznie lepiej sprawdza się w konfrontacjach z ekipami, które funkcjonują na podobnych zasadach. Dotychczas wiosną Lechiści wychodzili zwycięsko ze starć z Jagiellonią, Pogonią, Motorem, Lechem i Koroną. Jeśli zerkniemy na statystyki, to niemal natychmiastowo w oczy rzuca nam się, iż wyżej wymienione drużyny również cechują się sporą liczbą oczekiwanych bramek w meczu i chętnie angażują się w otwartą grę. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że Gdańszczanie mają już za sobą pojedynki z większością klubów pokroju Wisły czy Zagłębia. To powoduje, że w kontekście kolejnych tygodni można patrzeć w przyszłość z umiarkowanym optymizmem.

- Nasza drużyna miała ostatnio bardzo dobry czas. To, co należy teraz zrobić, to wrócić do tego jak graliśmy, zresetować umysł i powalczyć jeszcze o coś w tym sezonie - mówił Carver w Płocku.
W najbliższym czasie nad morze zawitają Piast oraz Raków. Niewykluczone, że obie ekipy nie wyjadą z gdańskiego stadionu z kompletem punktów. Miejmy również na uwadze, że Lechia w obecnej kampanii rodzimej ligi świetnie spisuje się przed własną publicznością. Lepiej na swoim terenie grają jedynie Arka oraz Górnik, natomiast wciąż nie mówimy tu o diametralnych różnicach punktowych.

No właśnie, a propos punktów.

W tle dalej rozgrywa się zamieszanie związane z ujemnymi punktami oraz ich potencjalnym przywróceniem. Odjęte przed rozpoczęciem sezonu pięć oczek mogłoby dziś okazać się niemal bezcenne, ponieważ tabela Ekstraklasy jest wyjątkowo spłaszczona i nieprzewidywalna. Choć na chwilę obecną Lechiści plasują się w środku stawki, to margines błędu praktycznie nie istnieje, gdyż jedno potknięcie może zepchnąć zespół w dolne rejony tabeli. Z drugiej strony wystarczy seria dwóch, trzech wygranych, aby realnie włączyć się do walki o miejsca umożliwiające grę w europejskich pucharach. Cóż, wiemy tyle, iż Paolo Urfer pozostaje w tej kwestii nieugięty i zamierza spróbować pójść każdą możliwą ścieżką, aby przywrócić odebrane wcześniej punkty.

Nadzieja jednak z każdym kolejnym dniem słabnie, bowiem szanse maleją wraz ze zbliżającą się końcową fazą rozgrywek. Trzeba też uczciwie przyznać, że ingerencja w dorobek punktowy klubu na kilka kolejek przed finiszem wywołałaby niemałe zamieszanie oraz sprzeciw ze strony reszty stawki. W praktyce oznacza to, że mimo determinacji Urfera gra może toczyć się już nie o odzyskanie oczek, lecz o ewentualne odszkodowanie, które PZPN musiałby wypłacić Lechii w przypadku korzystnego rozstrzygnięcia sprawy.

Wróćmy jednak do kwestii sportowych, bo tutaj wciąż jest o czym rozmawiać. Wspominałem o terminarzu, jednak warto poświęcić chwilę również dla poszczególnych reprezentantów Biało-Zielonych. W ostatnich tygodniach jednym z kluczowych elementów układanki Carvera stał się Aleksandar Cirković. Serb do Gdańska przybył latem ubiegłego roku na zasadzie wypożyczenia, jednak jego jesienna dyspozycja pozostawiała wiele do życzenia. Sytuacja uległa zmianie wraz z inauguracją rundy wiosennej, od której 24-letni skrzydłowy zaczął prezentować znacznie wyższy poziom. Od początku roku na ekstraklasowych boiskach Cirković trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców oraz tyle samo razy asystował przy trafieniach kolegów z drużyny.

Tuż za nim, na lewej stronie defensywy, regularnie oglądamy Matusa Vojtko. Jego przypadek można uznać za dość zbliżony do Cirkovicia. Słowacki defensor jeszcze kilka miesięcy temu również zbierał przeciętne noty, jednak od końcówki stycznia wyrósł na istotna postać zespołu. Mimo że Vojtko nie słynie z regularnego notowania liczb, potrafi aktywnie włączać się do akcji ofensywnych i generować zagrożenie z bocznego sektora boiska.
Przenosząc się na prawą flankę, nie sposób pominąć Camilo Meny. Kolumbijczyk w Gdańsku jest doskonale znany i ceniony, a jego charakterystyka nie wymaga szerszego przedstawiania. Faktem jest, że 23-latek pełni na murawie jedną z najważniejszych, o ile nie najważniejszą rolę. Niewielu zawodników w lidze dysponuje taką dynamiką i dryblingiem, co Mena. To regularnie przekłada się na spore zagrożenie stwarzane chociażby po kontrach.
Mógłbym taki akapit poświęcić każdemu z osobna, kto należy do szeregów Lechii, jednak nie miałoby to większego sensu. Rzecz jasna wiemy, że w zaciętej rywalizacji o koronę króla strzelców uczestniczy Tomas Bobcek, który aktualnie może pochwalić się dorobkiem piętnastu bramek. W środku pola za kreowanie gry odpowiada duet złożony z Iwana Żelizki i Rifeta Kapicia, bez których obraz tej drużyny również nie byłby tak korzystny.

Podsumowując wątek drużynowy, każdy odgrywa na placu gry swoją rolę, a wszystko to połączone w jedną całość tworzy całkiem przyjemną dla oka i - z reguły - skuteczną piłkę. Jeśli chodzi o indywidualności, to niewątpliwie jest czym ukąsić przeciwnika. Idzie za tym nadzieja, że atuty poszczególnych zawodników wspomogą Lechię w kluczowych momentach końcówki sezonu.

Odpowiedź na pytanie postawione na początku pozwolę każdemu wywnioskować samodzielnie. Jako refleksję dodam jedynie, iż nie patrzmy wyłącznie przed siebie, ale odwracajmy wzrok również za plecy. Innymi słowy, celujmy wysoko, owszem, ale nie dajmy się ponieść fantazjom.

Terminarz Lechii Gdańsk do końca sezonu 2025/2026:

- 29. kolejka: Piast Gliwice (D), 20.04.2026; 19:00
- 30. kolejka: Raków Częstochowa (D), 25.04.2026; 17:30
- 31. kolejka: Radomiak Radom (W), 04.05.2026; 19:00
- 32. kolejka: Widzew Łódź (W) (nie ogłoszono terminu)
- 33. kolejka: Legia Warszawa (D) (nie ogłoszono terminu)
- 34. kolejka: Bruk-Bet Termalica Nieciecza (W) (nie ogłoszono terminu)

źródło: własne