Lechia ma nowego skrzydłowego. Aleksandar Cirković, 23-letni Serb, dołącza do gdańskiej drużyny na zasadzie rocznego wypożyczenia z Ferencvárosu. Jeszcze nie tak dawno - bo w tym roku - mistrz Węgier zapłacił za niego 2 miliony euro, a dziś piłkarz ląduje w Gdańsku z jasnym zadaniem: pomóc zespołowi tu i teraz. To transfer stricte sportowy, bez opcji wykupu, nastawiony na wynik w tym sezonie.

Cirković to klasyczny odwrócony skrzydłowy, nominalnie grający po lewej stronie. Techniczny, odważny w dryblingu, zawsze szukający ofensywy. Jego firmowym zagraniem są rajdy w pole karne zwieńczone uderzeniem prawą nogą przy dalszym słupku - schemat przewidywalny, ale w jego przypadku niezwykle skuteczny. Zdobył w ten sposób wiele bramek, ale potrafi też trafić głową, a nawet bezpośrednio z rzutu rożnego:

 

Mimo młodego wieku Serb o ciekawie brzmiącym nazwisku zdążył już zwiedzić kawałek Europy. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał jednak nie w Serbii, lecz w Austrii, gdzie po przebiciu się przez młodzieżowe drużyny Admiry Wacker w wieku 19 lat doczekał się debiutu w pierwszej drużynie. Austriackiej Bundesligi jednak nie zawojował, bo już pół roku później został wypożyczony do swojej ojczyzny do zespołu Macva Sabac - tam w kolejnych pięciu miesiącach rozegrał 15 z 16 możliwych spotkań i zaprezentował się przyzwoicie, lecz bez fajerwerków - zdobywając gola i dwie asysty.

Po zakończeniu wypożyczenia, w wieku 20 lat, przeniósł się na zasadzie transferu definitywnego do Hiszpanii, gdzie podpisał kontrakt do 2024 roku z Gimnastic de Tarragona. Ta przygoda nie była jednak dla niego zbyt udana i po zaledwie kilku miesiącach zdecydowano, że najlepiej będzie rozwiązać kontrakt za porozumieniem stron.

Cirković postanowił wrócić do Serbii i związać się z FK Vozdovac, z którym dograł sezon do końca, zdobywając w 16 meczach serbskiej Ekstraklasy 5 goli i 2 asysty. W kolejnym sezonie zdążył rozegrać jeszcze pięć meczów i został sprzedany do Rosji - jak podają niektóre źródła, Krylya Sovetov zapłaciła za niego 550 tys. euro. Tam spędził średnio udany rok, po którym ponownie wrócił do Serbii - co okazało się bardzo dobrym posunięciem.

Trafił do Baćki Topola, grającej ofensywny futbol, co pozwoliło mu w pełni rozwinąć skrzydła i pokazać swoje możliwości. Zdobył w serbskiej Ekstraklasie 16 bramek i 4 asysty oraz dorzucił trafienie w Lidze Europy. Stał się jednym z liderów i motorów napędowych zespołu.

W kolejnym sezonie, do grudnia, zdobył 4 gole i 1 asystę, a dołożył jeszcze 3 asysty w Lidze Konferencji. Jego dobra dyspozycja nie umknęła selekcjonerowi reprezentacji Serbii, który powołał go do kadry pierwszego zespołu. Sam Cirković zapracował sobie na transfer do Ferencvárosu - mistrz Węgier zapłacił za niego w styczniu tego roku 2 miliony euro.

Tam jednak przez pół roku nie zdołał przebić się do pierwszego składu. Nie wyglądał źle, ale jak słyszymy w Budapeszcie - nie dostał okazji na wykazanie się, po zmianie taktyki przez trenera:

"Nie możemy zbyt wiele powiedzieć o Cirkoviciu, ponieważ był u nas tylko kilka miesięcy i zagrał w sumie w 10 meczach, głównie jako rezerwowy. My również uważaliśmy w momencie jego transferu, że może być pożytecznym członkiem drużyny, ale taktyka Robbiego Keane’a nie opiera się na grze skrzydłami (odwróconymi skrzydłowymi), dlatego skrzydłowi albo odchodzili, albo byli wypożyczani.

Tak też stało się z Cirkoviciem, którego umiejętności piłkarskich w Fradim nie mogliśmy zweryfikować. Mam nadzieję, że u Was będzie mógł się wykazać, ponieważ w Serbii grał na swojej nominalnej pozycji - zakładam, że także Lechia sprowadziła go jako skrzydłowego."

- mówi nam Lakatos László z serwisu Tempó Fradi, poświęconego mistrzowi Węgier.

Podobną opinię usłyszeliśmy jeszcze od kilku innych osób na Węgrzech, poprosiliśmy więc o krótki komentarz na jego temat Przemysława Siemieniako, specjalizującego się w lidze serbskiej:

"O talencie Ćirkovicia świadczy już to, że był powoływany nawet do seniorskiej reprezentacji Serbii. Niepodważalny potencjał, ale zmarnowany odejściem do Ferencvárosu - tam się nie zaaklimatyzował.

Jest bardzo szybki, ale i dobry technicznie. Lubi brać grę na siebie.

Może czasem ma zbyt gorącą głowę w swoich rajdach, ale na pewno zachwyci efektownością."

Cirković przychodzi do Lechii w momencie, gdy sam potrzebuje nowego otwarcia. Gdańsk może być dla niego miejscem, w którym odzyska pewność siebie i przypomni o formie z najlepszych lat w Serbii. Dla Lechii to szansa na rozruszanie lewego skrzydła - zawodnikiem, który potrafi wziąć ciężar gry na siebie, a kibicom zapewnić niezłe emocje

źródło:  / własne