Każdy piłkarz to nie tylko zawodnik na boisku, ale też osobna historia - pełna zakrętów, przypadków, trudnych decyzji i chwil triumfu. Jedni trafiają na szczyt błyskawicznie, inni muszą mozolnie przebijać się krok po kroku. Dziś przyjrzymy się bliżej drodze Alexa Paulsena - bramkarza, który z dalekiej Nowej Zelandii trafił aż do Gdańska...

Jest listopad 2023 roku, piąta kolejka sezonu A-League. Wellington Phoenix prowadzi 1:0 z mistrzem Australii - Melbourne City. Piętnaście minut do końca. Sędzia wskazuje na wapno - rzut karny dla gości.

Do piłki podchodzi Jamie Maclaren - legenda ligi, najlepszy strzelec w jej historii, autor 154 goli.

Naprzeciw niego staje Alex Paulsen - 21-letni bramkarz, rozgrywający sezon mający być jego pierwszym pełnym jako podstawowego bramkarza w A-League. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej był tylko zmiennikiem. Teraz stoi naprzeciw najgroźniejszego egzekutora na kontynencie. Już raz w tym sezonie obronił karnego. Już raz swoją interwencją odwrócił los meczu…

Chwila ciszy. Gwizdek. Strzał. Paulsen rzuca się, sięga piłki, odbija. Stadion eksploduje. 

„Alex Paulsen!!! Zbudujcie mu pomnik!” -krzyczy w euforii komentator Sky Sport New Zealand.

W takim stylu i błyskawicznym tempie, młody chłopak z Auckland podbijał serca kibiców w Nowej Zelandii 

Dziś, dwa lata później, ten sam bramkarz przyjeżdża do Gdańska. 23-letni reprezentant Nowej Zelandii, za którego Bournemouth - klub Premier League - zapłacił 2,3 miliona euro, rozpoczyna nowy rozdział swojej kariery w barwach Lechii.

Ale zacznijmy jego historię od początku…

Korzenie i pierwsze kroki

Paulsen urodził się w Auckland, w rodzinie o afrykańskich korzeniach - ojciec pochodził z RPA, matka z Namibii. Dorastał w kraju, gdzie piłka nożna zawsze była w cieniu rugby. „To trudne, bo jesteśmy znani jako kraj rugby - ale zakochałem się w piłce nożnej, kiedy byłem bardzo młody. Czułem, że potrafię bronić” - wspominał w rozmowie z FIFA.com.

W dzieciństwie miał wyjątkowego partnera do treningów - swojego brata, dziś zawodnika reprezentacji Nowej Zelandii w futsalu. Być może właśnie dzięki tym podwórkowym pojedynkom Paulsen tak dobrze radzi sobie nogami, co w nowoczesnej piłce jest dużym atutem bramkarza.

Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Onehunga Sports, klubie z siedzibą w Auckland. W wieku 17 lat przeniósł się do akademii Wellington Phoenix. W sezonie 2020/21 został wybrany MVP drużyny rezerw w National League. To wyróżnienie otworzyło mu drzwi do pierwszej drużyny.

Pierwsze przebłyski

Okazja do debiutu w A-League przyszła niespodziewanie. W grudniu 2021 roku podstawowy bramkarz Wellington, Oli Sail, doznał kontuzji w meczu z Sydney FC, a na boisko wszedł 19-letni wówczas Paulsen. Zastąpił go w tamtym spotkaniu oraz w dwóch kolejnych meczach ligowych.

Prawdziwy błysk pojawił się jednak kilka dni później, w krajowym pucharze FFA Cup. Phoenix trafili w ćwierćfinale na aktualnego mistrza Australii - Melbourne City. Spotkanie zakończyło się serią rzutów karnych, a Paulsen został bohaterem wieczoru, broniąc trzy jedenastki i prowadząc drużynę do sensacyjnego zwycięstwa. Nagle cały kraj usłyszał nazwisko młodego bramkarza z Auckland.

Mimo tego pamiętnego meczu, Paulsen musiał pogodzić się z rolą rezerwowego. Gdy tylko Sail wrócił do zdrowia, młody bramkarz znów usiadł na ławce - nie wiedząc jeszcze, że półtora roku później ponownie stanie naprzeciw Melbourne City, i znów obroni rzut karny, stając się bohaterem.

Przełomowy rok

Na swoją kolejną większą szansę Paulsen musiał czekać długo, bo aż do lata 2023 roku, kiedy z Wellington Phoenix odszedł Oli Sail, przez lata niekwestionowany numer jeden. To dopiero wtedy, w wieku 21 lat, Paulsen został pełnoprawnym pierwszym bramkarzem drużyny z Nowej Zelandii. I od pierwszej kolejki sezonu 23/24 udowadniał, że nie zamierza tej okazji zmarnować.

To właśnie wtedy, po pięciu seriach gier wydarzyła się scena ze wstępu. Był to symboliczny moment, ale nie jedyny. Paulsen nie spuścił z tonu aż do końca rozgrywek: zanotował 12 czystych kont - rekord klubu - a jego regularność między słupkami miała bezpośredni wpływ na wynik zespołu. Phoenix zajęli drugie miejsce w sezonie zasadniczym, najlepsze w XXI wieku. Co ciekawe - w tamtej drużynie grał także polski napastnik Oskar Zawada - złośliwi powiedzą więc, że w pierwszym składzie Wellington biegała podobna liczba Polaków co dziś w Lechii. My jednak złośliwi nie będziemy i powiemy że już wtedy mógł poznać zalążek Polskiej mentalności. :-)

Indywidualnie Paulsen zakończył sezon jako bezdyskusyjny numer jeden. Został wybrany Bramkarzem Roku A-League, a dodatkowo powołano go na prestiżowy mecz A-League All Stars vs Newcastle United. Nie wiemy, czy John Carver, oglądał to spotkanie, ale jego ulubieńcy przegrali aż 0:8. Oczywiście był to mecz czysto komercyjny, pozbawiony większej wartości sportowej, więc wynik przytaczam raczej jako ciekawostka.

Transfer i nowe wyzwanie

Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Latem 2024 roku Paulsen “trafił” do Premier League. Bournemouth zapłaciło za niego ponad 2 miliony euro. Nie został jednak w Anglii, lecz od razu wypożyczono go z powrotem na Antypody. Jednak, nie wrócił już do Wellington Phoenix, jedynego dotąd nowozelandzkiego uczestnika A-League, ale zasilił szeregi nowo powstałego klubu - Auckland FC.

Nie był to jednak twór w rodzaju Wieczystej Kraków, a raczej poważna odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na futbol na poważnym poziomie w największym mieście Nowej Zelandii. I faktycznie - głód piłki w Auckland okazał się ogromny. Na ich mecze w pierwszym sezonie średnio przychodziło około 18 tysięcy kibiców, co było najlepszym wynikiem frekwencyjnym w całej A-League.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Auckland FC należy do tego samego właściciela, co Bournemouth, Hibernian czy francuski Lorient. Dla Paulsena oznaczało to jasny sygnał: znalazł się w globalnej piłkarskiej sieci, w której dobre występy mogą otworzyć drzwi na jeszcze większe stadiony.

Stała opieka z Premier League

Nie było tak, że Bournemouth wysłało Paulsena z powrotem do Nowej Zelandii i o nim zapomniało na rok. „[Bournemouth] prowadzi bezpośrednią komunikację z naszym trenerem bramkarzy tutaj w Auckland” - mówił sam Alex. - “Po prostu staramy się wymieniać informacje i upewnić się, że jeśli będę musiał nad czymś popracować, oni zawsze będą mnie obserwować i dawać mi informacje zwrotne najlepiej, jak potrafią”.

Dzięki temu młody bramkarz czuł się pewnie, mając świadomość, że każde jego wystąpienie jest śledzone i analizowane przez ekspertów z Premier League. To zapewniało mu komfort i motywację do ciągłego doskonalenia gry,

Powrót do Auckland i potwierdzenie klasy

Dla Paulsena sezon w Auckland miał też wyjątkowy wymiar osobisty - wrócił bowiem do miasta, w którym się urodził i stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki. Kibice bardzo szybko go pokochali, widząc w nim nie tylko świetnego bramkarza, ale też „swojego chłopaka”, który wrócił do rodzinnego miasta i od razu stał się jego piłkarską twarzą.

Sportowo także nie zawiódł. Nowo powstały klub z jego udziałem nie tylko błyskawicznie wpisał się w krajobraz A-League, ale też przebojem wygrał sezon zasadniczy(W Play-offach , odpadli w półfinale), a Paulsen po raz kolejny był jednym z głównych architektów sukcesu. Znów wykręcił niezłą ilość czystych kont, znów wybrano go bramkarzem sezonu, a do tego dołożył kolejne wyróżnienia indywidualne. Został wybrany kapitanem Drużyny Roku PFA, odebrał nagrodę dla Młodego Piłkarza Sezonu A-League, a kibice Auckland przyznali mu tytuł najlepszego zawodnika sezonu.

W liczbach wyglądało to równie imponująco - Paulsen obronił 75% strzałów rywali i zachował czyste konto w 46,2% rozegranych spotkań.

Czas na Europę

Stało się jasne, że jeśli Paulsen chce się dalej rozwijać, musi sprawdzić się w Europie. A-League dała mu rozpoznawalność i status jednego z najlepszych bramkarzy ligi, ale kolejnym krokiem musiała być poważniejsza weryfikacja.

Gdy tuż przed oficjalnym potwierdzeniem transferu pytałem o niego dziennikarzy sportowych z Australii, nie do końca dowierzali, że naprawdę miałby trafić do Polski. Spodziewano się raczej, że Bournemouth wypożyczy go do mocniejszej ligi - a największymi optymistami byli ci, którzy przed sprowadzeniem przez Wisienki Đorđe Petrovicia wierzyli , że dostanie szansę powalczenia o skład w Premier League.

Anglicy jednak podeszli do sprawy twardo stąpając po ziemi: uznali, że na to jest jeszcze za wcześnie i że najpierw musi udowodnić swoją wartość w lidze stojącej wyżej niż australijska. Tak zapadła decyzja o wypożyczeniu do Lechii Gdańsk - klubu, w którym będzie miał realną szansę gry i rozwoju. Bo choć najpierw czeka go rywalizacja z Szymonem Weirauchem, trudno przypuszczać, by Bournemouth wysyłało go nad morze tylko po to, by grzał ławkę.

Co może dać Lechii?

Alex Paulsen to nowoczesny golkiper, dobrze grający nogami - a w tym aspekcie może od razu wywrzeć różnicę w rywalizacji z Szymonem Weirauchem. Choć Szymek posiada ogromny talent - pod względem rozgrywania piłki z własnej strefy jest po prostu słaby. Bramkarz w Ekstraklasie nie może pozwolić sobie na to, by nawet wznowienie gry od piątki - musiało być wykonywane przez obrońców - to element podstawowy.

Poza grą nogami na pochwałę zasługuje na pewno jego refleks 

 „To bardzo pewny bramkarz, świetnie broni strzały i dobrze radzi sobie w sytuacjach pod dużą presją - można na niego liczyć!” Mówi mi jeden z tamtejszych dziennikarzy

Dodatkowo wyróżnia się jako specjalista od rzutów karnych - wielokrotnie udowadniał że potrafi przechylić szalę zwycięstwa w najważniejszych momentach.

Łyżka dziegciu

Z każdej strony słyszę o nim w samych superlatywach, każdy mówi o ogromnym talencie i potencjale, ale mam wrażenie, że w tym wszystkim trochę umyka, że Alex nie ma już 19 lat, tylko 23, i do tej pory nie miał okazji sprawdzić się nigdzie poza australijską ligą.

Pytałem też o niego wśród fanów Auckland FC - odpowiadali przewrotnie w żartach, że jest tak „słaby”, że powinniśmy im go oddać z powrotem jak najszybciej, najlepiej jeszcze przed startem sezonu.

Ale jednocześnie, te same głosy które kreują go na największe objawienie nowozelandzkiej piłki, jakby ignorują fakt, że jeszcze nie wywalczył sobie pewnej pierwszej jedenastki w kadrze narodowej i na co dzień pozostaje tam zmiennikiem doświadczonego Maca Crocombe’a z Millwall.

Choć trener Auckland, Steve Corica, mówił o nim, gdy ten przychodził do klubu, że:

„Jest atletyczny, świetnie broni strzały i dominuje przy dośrodkowaniach. Wykazał się również doskonałym przewidywaniem sytuacji i swobodnie gra z głębi pola, obiema nogami.”

To ja skłaniam się do wniosku, że jeśli już szukać u niego aspektów do poprawy, to właśnie w zachowaniu przy stałych fragmentach i dośrodkowaniach oraz rozumieniu taktycznym gry. Nie zdziwiłoby mnie też, gdyby na przykład któregoś razu przecenił swoje możliwości dryblerskie i dał się ograć jakiemuś staremu wyjadaczowi z Ekstraklasy.

Jak na Bramkarza nie jest też zbyt wysoki - 183cm wzrostu - choć tu kilkukrotnie usłyszałem, że nadrabia to zwinnością.

Czas na egzamin w Ekstraklasie

W Lechii Alex Paulsen będzie mógł się wykazać jak mało gdzie. Powinna to być fajna symbioza - on może pomóc nam w utrzymaniu, a jeśli rzeczywiście jest takim talentem, to Lechia może być dla niego trampoliną do lepszej ligi.

Powodzenia w Lechii, Alex!

 

źródło: własne