Wygląda na to, że zwycięstwa w końcówkach spodobały się piłkarzom Johna Carvera. Tym razem w pokonanym polu zostawili Koronę Kielce. Lechia ma już 8 punktów przewagi nad strefą spadkową, co jest zasługą dobrego występu większości zawodników. Oceniamy Biało-Zielonych!
John Carver po raz kolejny na wiosnę mógł pochwalić swoich zawodników po wygranym meczu. - Statystyki pokazują, że im więcej posiadamy piłkę, to przegrywamy, ale gra w piłkę polega na tym, żeby wygrywać i zgarniać trzy punkty. To nam się dzisiaj udało zrobić - mówił na pomeczowej konferencji. - Myślę, że środowisko, jakie stworzyliśmy razem, sprawiło, że jesteśmy razem silniejsi - podkreślał.
Jeszcze przed meczem piłkarze zaprotestowali przeciwko zaległościom, opóźniając swoje wyjście na murawę. Kiedy jednak już wzięli się za grę w piłkę, nie wyglądali, jakby coś zaprzątało im głowę. Wiodącymi postaciami zespołu w niedzielę byli Dominik Piła i Camilo Mena. Z pewnością cieszy to, że o nikim nie da się napisać, że rozegrał fatalne zawody. Forma prezentowana przez Lechistów w ostatnich tygodniach pozwoliła im odskoczyć od strefy spadkowej i praktycznie zapewnić sobie ligowy byt na przyszły sezon. Oceniliśmy Biało-Zielonych w skali 1-10.
Szymon Weirauch - 6
Owszem, puścił dwa gole, ale nie miał przy nich nic do powiedzenia. Być może gdyby nie jego dobre interwencje w pierwszych minutach, Biało-Zieloni nie mieliby szansy się rozkręcić. W drugiej odsłonie także obronił to, co mógł, dokładając swoją cegiełkę do zwycięstwa.
Dominik Piła - 7
Ktoś może powiedzieć, że miał problemy z Mariuszem Fornalczykiem, ale prawda jest taka, że skrzydłowy Korony ostatecznie nie odcisnął swojego piętna na tym meczu. Co innego Piła. Nie tylko walczył w obronie, ale dawał z siebie wszystko również w ataku. Był jednym z 4 graczy Lechii, którzy przebiegli w tym spotkaniu 10 kilometrów, co pokazuje, że wszędzie było go pełno. Wisienką na torcie jest fakt, że to właśnie prawy obrońca rozpoczął akcję, która zakończyła się trafieniem Kacpra Sezonienki.

Bujar Pllana - 5
Oddelegowany do pomocy z Fornalczykiem, radził sobie raz lepiej, raz gorzej. Wielokrotnie jednak dokonywał właściwych wyborów, co pozwalało odsuwać potencjalne zagrożenia. Świetnie odnalazł się przy drugiej bramce. Jego wejścia przy stałych fragmentach gry stały się właściwie znakiem rozpoznawczym Pllany, który mimo początkowych niepowodzeń, wyrabia powoli markę w Ekstraklasie.
Elias Olsson - 4
Im dłużej trwa ten sezon, tym gorzej wygląda Szwed na tle Bujara Pllany, a przecież to na Kosowianinie wieszano psy na początku kampanii. W grze Olssona brakuje pewności i chłodnej głowy. To właśnie on dał gościom rzut wolny, który wykorzystał Wiktor Długosz.
Miłosz Kałahur - 4
Ma sporo szczęścia, że na jego stronie działo się mniej. Nie był bowiem najlepiej dysponowany i często wyglądał na rozkojarzonego. Ostatecznie skończyło się to tylko bramką na 2:2, ale nasz wychowanek musi uważać, bo następnym razem błędy mogą przekreślić szanse na happy end.
Camilo Mena - 8
Kolumbijczyk to w tym momencie gwiazda nie tylko Lechii, ale także całej ligi. Objawiało się to w tym, że cały czas był podwajany, a momentami nawet potrajany. Camilo nic sobie jednak z tego nie robił i, cytując klasyka, mógłby wziąć mikrofon spikera i zapytać, czy w drużynie Korony jest ktoś, kogo nie okiwał. 8 udanych dryblingów w jego wykonaniu ociera się o science-fiction. Swój znakomity występ zwieńczył asystą przy golu na 3:2, która wymagała od niego pokazania wielkich umiejętności technicznych.

Rifet Kapić - 6
Nasz kapitan przez większość spotkania dobrze kontrolował to, co działo się w środku pola. Obok Iwana Żelizki był najlepiej biegającym piłkarzem Lechii i co ważne, nie było to bieganie bez celu. Imponować mogło zwłaszcza to, jak sprawnie radził sobie z regulowaniem tempa gry Biało-Zielonych. Nieźle wyglądał też przy stałych fragmentach gry. To po jego dośrodkowaniu padł gol na 2:0.
Iwan Żelizko - 5
Dostałby taką samą notę, co Riki, ale miał spory udział przy stracie bramki na 2:2, gdzie nieudolnie asekurował Miłosza Kałahura. Trzeba jednak podkreślić, że sama jego obecność w środku pola dawała dużo spokoju kolegom. W telewizji nie widać tego tak dobrze, ale z bliska łatwo dostrzec, że Iwan planuje kilka ruchów do przodu, co pozwala mu wybrnąć z wielu trudnych sytuacji z korzyścią dla zespołu. Z 48 jego podań aż 41 było celnych.
Maksym Chłań - 6
Skrzydłowy od kilku kolejek znów złapał wiatr w żagle i w niedzielę znowu błysnął. Tym razem wypracował rzut karny, ogrywając Miłosza Trojaka. Na tym wkład Maksa się nie kończył, bo aż do 89. minuty napędzał wiele ataków Lechii i nie pozwalał na oddech obronie Korony.
Bohdan Wjunnyk - 6
Wykonał swoje zadanie, zdobywając otwierającego gola z rzutu karnego. Mógł wpisać się na listę strzelców także po raz drugi, ale zagranie Michała Głogowskiego mu to uniemożliwiło. Bohdan uwielbia pracować dla drużyny, co pokazał także w starciu z Koroną. Przebiegł 9 kilometrów i wykonał 8 sprintów, naciskając na linię defensywną gości.

Michał Głogowski - 3
Zapewne w przypadku straty punktów to on byłby największym kozłem ofiarnym. Młody napastnik nie tylko nie umie wykorzystać swoich warunków fizycznych, ale też podejmuje fatalne decyzje. Za przykład może posłużyć chociażby sytuacja z 34. minuty, gdy stojąc oko w oko z Rafałem Mamlą, wolał oddać piłkę Bohdanowi Wjunnykowi, ale zrobił to tak fatalnie, że Ukrainiec nawet nie dotknął piłki. Z pozytywów? Walczył.
Rezerwowi:
Kacper Sezonienko - 7
To była kolejna naprawdę dobra zmiana "Sezona"! Od razu po wejściu stał się jednoosobową pressingową armią, o czym najlepiej świadczy fakt, że w ciągu 29 minut zdołał pokonać 4 kilometry. Wykorzystując dogranie Camilo Meny, zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie od 3 lat, co, jak sam przyznał, było dla niego dużą ulgą. Wyrasta na specjalistę od ważnych goli. Dość powiedzieć, że ostatni raz strzelał w derbach z Arką, które dały Lechii awans.

Anton Tsarenko - 6
W trakcie kilkunastu minut na boisku zdążył zaznaczyć swoją obecność na boisku, oddając groźny strzał, który okazał się minimalnie niecelny. Oprócz tego tradycyjnie wniósł dużo energii.
Tomasz Neugebauer - bez oceny
Grał za krótko, by go ocenić, ale będzie mógł opowiadać wnukom, że był na boisku, gdy Kacper Sezonienko pokonywał Rafała Mamlę.
źródło: własne