Lechia Gdańsk pokonała Koronę Kielce w niedzielnym spotkaniu 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Jednym z bohaterów tego meczu był Kacper Sezonienko - zdobywca zwycięskiej bramki. Po końcowym gwizdku opowiadał o uldze, utrzymaniu i nastawieniu na finiszu sezonu.
Sezonienko zdradził, że drużyna zdaje sobie sprawę, że utrzymanie wciąż nie jest pewne na 100%. - Na pewno cieszyliśmy się, że przybliżamy się do utrzymania - opowiadał. - Będziemy teraz zerkać na ten poniedziałkowy mecz Stali z Puszczą, no i trzymać kciuki za Stal, żeby już po prostu wszystko się rozstrzygnęło - dodawał.
Zapytany o to, czy czuje się bohaterem, skrzydłowy odpowiadał skromnie. - Myślę, że może nie tyle jestem bohaterem, co po prostu dołożyłem cegiełkę - tłumaczył dziennikarzom. - To praca wszystkich zawodników. Ktoś musiał tę piłkę odebrać, ktoś ją dograć, a ja tylko dokończyłem zadanie. Nie mam pojęcia, co trener mówił w przerwie. Nie byłem zadowolony wchodząc przy wyniku 2:2. Liczyłem na swoją szansę i widziałem z przebiegu meczu, że stwarzamy tę sytuację i czekałem tylko na tą bramkę na 3:2. Miałem powalczyć, wbiegać za linię obrońców, no i na pewno zostawić dużo walki i serca - wyjaśnił.
Atakujący opisywał także, jak poradził sobie na pozycji nr 9, która nie jest jego nominalną. - Nie był to łatwy sezon dla Lechii, jak i dla mnie, a już tym bardziej po tym, jak wypadł nam Bobo, co jest na pewno dużą stratą - opisywał. - Te pół godziny w jednym i drugim meczu miałem na pozycji nr 9. To inna pozycja niż skrzydło, gdzie spędziłem cały sezon. Na szczęście jak widać jeszcze gdzieś tam te zachowania z pozycji nr 9 zostały zapamiętane i cieszę się, że udało się dziś strzelić. Można powiedzieć, że te końcówki sezonu i ta pozycja numer 9 gdzieś tam mi sprzyjają. Myślę, że to też dzięki temu, że jako drużyna jesteśmy na fali i I lepiej się nam gra - wyraził radość.
Kacper opowiedział również o tym, jak czuł się po zdobyciu pierwszego gola na najwyższym poziomie rozgrywkowym od 3 lat. - Pierwszego gola w Ekstraklasie dość szybko strzeliłem, bo mając 18 lat w Łęcznej - przypominał. - Potem musiałem czekać, a po drodze trafił się jeszcze spadek i 1. liga. Na pewno cieszy ta bramka, tym bardziej, że trochę waży. Myślę, że tutaj gdzieś emocje puściły. Bałem się też tej piłki, bo ona troszkę podskakiwała, ale jednak skoncentrowałem się i tylko dołożyłem nogę. To na pewno duża, duża ulga - komentował.
Skrzydłowy ujawnił także, co mówił piłkarzom po spotkaniu Paolo Urfer. - Gratulował nam, że nawet opóźnione wyjście pokazało, że jesteśmy drużyną tutaj i jeden za drugiego wskoczy w ogień - cytował szkoleniowca. - Trzeba pamiętać, że nie mieliśmy łatwego początku, a mimo to pokazujemy, jaką jesteśmy drużyną i od tego spadku do pierwszej ligi nawet w ciężkich sytuacjach potrafimy z nich wybrnąć. Teraz mamy tydzień do meczu Szczecinie, więc w tym tygodniu mam nadzieję, że wszystko to sobie poustalamy, uzgodnimy i że już w przyszłym tygodniu będzie wszystko tak, jak ma być - zakończył.
źródło: własne