W sobotę 11 kwietnia mecz 27. kolejki T-Mobile Ekstraklasy, w którym Lechia zagra na PGE Arenie z Legią Warszawa (początek o godz. 15.30). Przed tym spotkaniem rozmawialiśmy z Maciejem Makuszewskim.

 

W sobotę na trybunach PGE Areny może zasiąść rekordowa liczba kibiców. Dla Macieja Makuszewskiego to żadna nowość, gdyż podczas pobytu w Grecji miał okazję grać na wypełnionym stadionie.

Wiadomo, u nas w Polsce jest sektor najzagorzalszych kibiców, którzy dopingują przez dziewięćdziesiąt minut, a jest też duża grupa ludzi, którzy przyjdą po prostu obejrzeć mecz i - czasami - też coś dorzucą od siebie. W Grecji było inaczej. Tam cały stadion żył i dopingował.

 

"Maki" przyznaje, że nikt się Legii w Gdańsku nie boi.

- Lechia już pokazała, że można wygrywać z Legią. Nie tylko w Gdańsku, ale też na wyjeździe. Wydaje mi się, że to przede wszystkim dla kibiców bardzo elektryzująca sprawa, że przyjeżdża Legia, mistrz Polski, drużyna, która grała w europejskich pucharach. Jest to atrakcyjne spotkanie pod względem sportowym, ale też i kibicowskim, bo Legia też ma dobrych kibiców, którzy też pewnie przyjadą na mecz w dobrej liczbie. Ponadto spotkanie zostanie pokazane w telewizji publicznej i wszyscy będą mogli jak tutaj w Gdańsku ludzie się bawią.

 

- Pokazaliśmy już w tej rundzie, że zaczynamy punktować na własnym stadionie i robić taką atmosferę, by drużyny przeciwne jedynie marzyły o wywiezieniu punktów. Legię czeka naprawdę ciężkie zadanie, by zdobyć z nami jakiś punkt.

 

Historia spotkań z Legią

 

Od momentu, gdy zespół przejął Jerzy Brzęczek, z PGE Areny jeszcze nikt z kompletem punktów nie wyjechał.

- Dokładnie i dalej chcemy podtrzymać tę passę. Gramy u siebie, jesteśmy też zadowoleni, że jest akcja, by bić frekwencję i żeby jak najwięcej ludzi przyszło na stadion. To też jest dla nas motywujące, bo to wsparcie jest dla nas bardzo ważne. Mam nadzieję, że ten rekord zostanie pobity i ludzi będzie jak najwięcej.

 

Na pytanie "czego Maćkowi brakuje w obecnej rundzie", odpowiada...

- Bramek, asyst... Cały czas mam tę piłkę na nodze i brakuje zimnej krwi pod bramką. Miałem też kilka rozmów "motywacyjnych" (śmiech) i wierzę w to, że nie ma co się załamywać. Przyjdzie taki moment, że ta bramka padnie i pewność siebie jeszcze wzrośnie, a gra będzie na jeszcze wyższym poziomie. Nie wygląda to źle, ale bramki na pewno każdemu piłkarzowi dodają pewności siebie, otuchy i wiary.

 

Mecz z Cracovią - wypadek przy pracy?

- Myślę, że tak. Wiadomo, że nie każdy mecz się wygra. Akurat na Cracovii jest ciężki teren i praktycznie każdy to powie. Brakowało koncentracji po strzeleniu bramek na 1-1 i 2-2, bo praktycznie chwilę później znowu traciliśmy gola. Wydawało się, że to my powinniśmy być mocniejsi psychicznie i powinniśmy kontynuować naprawdę niezłą naszą grę.

 

- Na Cracovii nie gra się łatwo, bo cała drużyna przeciwnika chce bronić i szukać swojej okazji tylko w kontrataku. Każda drużyna miałaby problem gonić wynik, też przy niezbyt dobrym boisku. My mieliśmy swoje sytuacje, ale się nie udało. Trzeba patrzeć na kolejne spotkania i nie tracić pewności siebie i wiary w to, że gramy dobrze.

 

Nie powinno mieć większego znaczenia to, że piłkarze z Warszawy grali w środku tygodnia mecz Pucharu Polski z Podbeskidziem.

- Raczej nie. W Anglii też grają co trzy dni. Legia tak samo miała wcześniej Ligę Europy i Puchar Polski. Jest to zespół, który chce zdobyć w tym sezonie mistrzostwo, a my zamierzamy im te plany pokrzyżować i zdobyć w sobotę trzy punkty.

 

Lechia tymczasem w dalszym ciągu musi się patrzeć do tyłu. Ostatnio Korona dość mocno zbliżyła się do ósmego miejsca.

- Oczywiście, musimy patrzeć na siebie. Jeśli będziemy punktować, nie będzie się trzeba oglądać za plecy. Jeszcze to my możemy sami sobie pomóc i trzy punkty w sobotę bardzo nas przybliżą do tego, by być w tej grupie "mistrzowskiej", bo to jest nasz cel. Nie myślimy o niczym innym, tylko by być w czołowej ósemce.

 

- Przy tak ciasnej tabeli i małej różnicy punktowej na pewno każda porażka boli. Tak jest piłka. Trzeba patrzeć na następne spotkanie. Nie udało się jednego dnia, trzeba patrzeć na drugi i wycisnąć jeszcze więcej. Zostały cztery kolejki i wszystko może się jeszcze zdarzyć.

 

Jakiego meczu spodziewa się w sobotę Maciej Makuszewski?

- Nie wiemy jaką taktykę przygotuje na to spotkanie trener Berg. Na pewno jakąś strategię na to spotkanie przewidział. Wydaje mi się, że Legia nie przyjedzie do nas się bronić. Czeka nas otwarte spotkanie i takie są najlepsze dla piłkarzy, jak i kibiców. Obie drużyny nie starają się przede wszystkim bronić, tylko grać do przodu, kreować grę i utrzymywać się przy piłce. Sądzę, że ten mecz może być naprawdę bardzo emocjonujący.

Obserwuj autora na Twitterze