Artur Sobiech w rozmowie z Lechia.Net mówi o przygotowaniach do meczu z Brøndby i o swoich doświadczeniach z europejskich pucharach. Odniósł się też do plotek transferowych.

Filip Mladenović powiedział, że właśnie dla takich meczów, jak ten z Brøndby, trenuje się w piłkę i że właśnie dla takich meczów zasuwaliście w poprzednim sezonie.
Artur Sobiech: - Na takie mecze się czeka. W poprzednim sezonie ciężko na to zapracowaliśmy. To bardzo ważne spotkanie zarówno dla nas, jak i dla kibiców, którzy bardzo dawno mieli okazji oglądać swojej drużyny w europejskich pucharach. Wszyscy czekamy z utęsknieniem na ten mecz. To będzie świetne widowisko.

Kibice pokazują jak bardzo w Gdańsku potrzebne są europejskie puchary. Już we wtorek sprzedanych było ponad 20 tys. biletów, a licznik się nie zatrzymuje i podczas meczu na trybunach może zasiąść nawet 30 tys. ludzi. Fajnie byłoby dać im prezent w postaci zwycięstwa.
- Chcemy wygrać, by na rewanż jechać w dobrych humorach. W poprzednim sezonie udowodniliśmy, że potrafimy grać dobrze na własnym boisku. Ten atut może mieć duże znaczenie. Fajnie, że kibice kupują bilety, chcą przychodzić na stadion i nas wspierać.

Jak dużo wiecie o Brøndby?
- Jest to zespół, który praktycznie rok w rok ma okazję grać w eliminacjach do pucharów. Są mocni, ale jesteśmy na nich przygotowani. Mieliśmy odprawy, analizy. W pierwszej rundzie rywalizowali z Interem Turku, pierwszy mecz wygrali 4:1. Pojechali jednak na rewanż, myśleli, że awans mają przyklepany, a tymczasem przegrali 0:2, zrobili sobie niepotrzebną nerwówkę w drugiej połowie. Koniec końców przeszli dalej, a to w pucharach jest najważniejsze.

W systemie mecz i rewanż, gdy bramki na wyjeździe "liczą się podwójnie" bardzo istotne jest, by nie stracić gola na własnym obiekcie. Daniel Łukasik przyznał, że nawet przy prowadzeniu 1:0 niekoniecznie należy rzucać się na przeciwnika i na siłę szukać kolejnych trafień, tylko szanować wynik.
- Najważniejsza jest koncentracja przez całe spotkanie. Nie możemy stracić głupiej bramki, szczególnie u siebie. Wynik jest bardzo ważny, zresztą wydaje mi się, że jest to podobne do Pucharu Polski, gdzie mieliśmy jeden mecz. Nie liczyła się piękna gra, ale wynik. Liczy się to, żeby przejść do kolejnej rundy.

Wy to akurat potraficie. W poprzednim sezonie nie zawsze graliście ładnie dla oka, ale z boiska schodziliście jako wygrani.
- Tak, chociaż teraz mówimy o Lidze Europy, gdzie są przeciwnicy z troszeczkę innej, wyższej półki. Siłą rzeczy te mecze będą na swój sposób inaczej wyglądać.

A jak wspominasz swoje dotychczasowe mecze w pucharach? Mimo iż jesteś doświadczonym zawodnikiem, masz 29 lat, to jednak tych spotkań nie było jakoś bardzo dużo.
- No, kilkanaście się uzbierało...

Dokładnie dwadzieścia. Ale nie tyle, co Dusan Kuciak...
- No tak, Dusan jest najbardziej doświadczony z nas wszystkich. A który mecz zapadł mi najbardziej w pamięć? Myślę, że ten z FC Brugge w sezonie 2011/12, gdy wszedłem na boisko na ostatnie pół godziny, gdy przegrywaliśmy 0:1. Strzeliłem wyrównująca bramkę, następnie wywalczyłem rzut karny. Odwróciliśmy losy spotkania. Fajna sprawa, bo w kolejnej rundzie trafiliśmy na Atletico Madryt, późniejszym zdobywcą trofeum.

Jeśli przejdziecie Duńczyków, w kolejnej rundzie zagranie z SC Braga.
-  Szykowałby się kolejny fajny wyjazd, ale spokojnie, przejdźmy najpierw Brøndby. Nie myślę w tym momencie o Portugalii i kolejnej rundzie. Trzeba się skupić i w pełni skoncentrować na najbliższym spotkaniu. Tak pracujemy od początku i nie inaczej jest w tym przypadku.

We wtorek pojawiła się informacja, że mógłbyś przejść do niemieckiego trzecioligowca - KFC Uerdingen. Odniesiesz się jakoś do tych spekulacji?
- Ja koncentruję się na jutrzejszym meczu z Brøndby, a wszystkimi sprawami związanymi z transferami zajmuje się mój agent. Mam ważny kontrakt z Lechią. O wszystko musisz pytać agenta. 

sobiech out

Na koniec jeszcze dwa pytania od kibiców. Patryk Sikora pyta czy treningi w Polsce różnią się mocno od tych w Niemczech?
- Nie ma żadnych różnic. Tutaj też trzeba zapieprzać. Jeżeli ktoś ma ochotę, zapraszam na trening, można przekonać się na własne oczy jak to wszystko wygląda. 

I tak na koniec - pół żartem, pół serio. Mateusz Bartosz pyta czy strzelisz jutro jakąś bramkę, bo chce iść obstawić do bukmachera.
- Zapraszam na mecz, okaże się około godz. 21 (śmiech).

źródło: własne