- Nie jestem człowiekiem, który by się załamywał. Od początku nastawiłem się na ciężką pracę. Wiedziałem, że wrócę - mówi Rafał Wolski, który wkrótce może stać się motorem napędowym gdańskiej Lechii.

Gol strzelony w Płocku to sygnał, że Rafał Wolski wraca do optymalnej formy?
- Cieszy mnie bramka oraz to, że dostaję minuty, ale zdaje sobie sprawę, że będą lepsze, jak i gorsze momenty. Nie zapominajmy, że jestem po ciężkiej kontuzji, w poprzednim sezonie bardzo mało grałem.

Jednak taki gol daje impuls?
- Oczywiście, że tak. Nawet gdybym strzelił z pół metra. Gol to gol. To na pewno mi pomoże, doda pewności siebie, by grać jeszcze lepiej.

Niezbyt często zdarza się, by zawodnik dwukrotnie zrywał więzadła krzyżowe. To uczy pokory, wyzwala w człowieku złość? Jak podsumujesz ten cały okres?
- Nie są to miłe, ani łatwe momenty. Wracam po kontuzji, zagrałem kilka spotkań, zaczęło to wyglądać obiecująco, forma fizyczna i piłkarska wracała, a tu nagle otrzymuje się gonga od życia. Ja jednak nie jestem człowiekiem, który by się załamywał. Od początku nastawiłem się na ciężką pracę. Wiedziałem, że wrócę.

Jakbyś porównał oba te powroty po kontuzji? Wyglądały tak samo czy dostrzegłeś jakieś różnice?
- Przede wszystkim teraz o wiele szybciej wróciłem do treningów z zespołem i szybciej zacząłem grać. Za drugim razem było też łatwiej, bo wiedziałem co mnie czeka.

Ile ci jeszcze brakuje do stuprocentowej sprawności, przede wszystkim od strony fizycznej?
- Ciężko to określić, ale z pewnością potrzebuję kolejnych minut i regularnej gry. Jeśli natomiast chodzi o stronę mentalną, to nie ma żadnego problemu. Nie boję się, że coś mi się stanie. Jestem dobrze przygotowany. 

Jest wiele opinii, że Rafał Wolski w formie to jeden z najlepszych piłkarzy całej ligi i kandydat do reprezentacji. Jak ty patrzysz na najbliższe miesiące? Stawiasz sobie jakieś cele indywidualne?
- Nie. Nigdy nie wiesz co będzie za miesiąc czy dwa. Oczywiście mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Trzeba skupiać się na tym, co jest tu i teraz. Trenerzy widzą jak to wszystko wygląda, jak pracuję, mają wszystkie potrzebne dane. Jeśli sztab uzna, że jestem gotowy do gry przez dziewięćdziesiąt minut, to tyle zagram. Wiadomo, że jako sportowiec chciałbym grać w każdym meczu jak najwięcej, natomiast organizmu się nie oszuka.

Czujesz, że po takich dwóch kontuzjach można mieć jeszcze nadzieję na dobrą karierę?
- Gdybym tak nie myślał, mógłbym już teraz powiesić buty na kołku i zająć się czymś innym. Mam swoje ambicje i wiem, że dobre chwile jeszcze przede mną.

Trener Piotr Stokowiec powiedział, że po meczu z Wisłą Płock rozpoczynacie nowy etap. Precyzując, to etap pod nazwą "droga do mistrzostwa"?
- Trener miał na myśli, że będzie mniej meczów co trzy dni i po prostu zmienią się mikrocykle treningowe.

Ale kadra w dalszym ciągu jest szeroka.
- To już problem trenera (śmiech). Najważniejsze, żeby każdy był zdrowy i w dobrej formie. Rywalizacja jest potrzebna.

Wróćmy do dwumeczu z Brøndby. Mocno zabolało was tak szybkie odpadnięcie z eliminacji Ligi Europy? Znowu trzeba czekać rok...
- Bolało. Chcieliśmy przejść dalej i być w Europie jak najdłużej. Szkoda, bo czuliśmy, że było blisko. Mam nadzieję, że dzięki temu doświadczeniu za rok pójdzie nam lepiej.

Masz poczucie, że obecna Lechia ma to, czego zabrakło jej w poprzednim sezonie, by walczyć o mistrzostwo?
- Myślę, że tak, ale czas pokaże. Do końcówki sezonu droga jest daleka. Musimy zdobywać jak najwięcej punktów na przestrzeni najbliższych kolejek. Może zdarzyć się jakaś zadyszka, więc trzeba już teraz budować bezpieczną przewagę. Ostatnie siedem spotkań jest ważne, ale punkty zbiera się przez cały sezon.

Trener nie chodzi teraz i nie krzyczy, że po odpadnięciu z europejskich pucharów celem nadrzędnym jest zdobycie złotego medalu?
- Nie ma takiej presji ze strony sztabu. Wiemy jakim potencjałem dysponujemy. Pracujemy, żeby zdobywać punkty. Wierzę, że jesteśmy w stanie osiągnąć dużo.

Jakim przeciwnikiem jest Jagiellonia? W poprzednim sezonie graliście z nimi cztery razy i wszystkie te mecze wygraliście.
- Jagiellonia przyjedzie do nas z nastawieniem, żeby wygrać. My wierzymy jednak w swoje umiejętności, wiemy że potrafimy grać w piłkę na dobrym poziomie i to my będziemy chcieli zgarnąć pełną pulę. Obie drużyny się wzmocniły, obie wyglądają nieźle na początku sezonu. Zanosi się na ciekawe spotkanie.

W środku pola jest u was spora konkurencja, zdecydowanie większa niż na skrzydłach. W Płocku wszedłeś z ławki na lewą pomoc. Tak będzie częściej?
- Jest taki wariant. Trener mówił mi, że bez względu na to czy wystawi mnie w środku czy na skrzydle, to sobie poradzę. Docelowo jednak widzi mnie na środku pomocy.

Od tego sezonu mamy nowy przepis, mówiący o tym, że sędzia może ukarać żółtą lub czerwoną kartką zawodników siedzących aktualnie na ławce rezerwowych, a nawet może oberwać się członkom sztabu. Zresztą najlepszy przykład mieliśmy ostatnio w Płocku. Jak ty odbierasz tę nowinkę?
- Raczej nie krzyczę na sędziów. Wychodzę z założenia, że to nie ma sensu. Jeśli sędzia podjął jakąś decyzję, to po moich protestach i tak jej nie zmieni. Mamy VAR, więc w razie potrzeby można go użyć. A jeśli chodzi o karanie kartkami ludzi siedzących na ławce? Dla mnie jest to przepis zupełnie bez sensu.

źródło: własne