Biało-zieloni wygrali z Wartą Poznań 1:0 po bramce Łukasza Zwolińskiego. Na tym jednak koniec dobrych wiadomości.

Dobrze że Lechia w końcu postanowiła dojechać do Grodziska Wielkopolskiego, bo początkowo można było odnieść wrażenie, że autokar z biało-zielonymi krąży gdzieś między Poznaniem, a Wronkami. Nie chcemy być złośliwi, bo nie o to w tym wszystkim chodzi, ale trzeba postawić sprawę jasno - z lepszymi rywalami takie coś nie przejdzie. Późno, bo późno, natomiast niemoc całego zespołu wreszcie przełamał Łukasz Zwoliński, który wcześniej zmarnował przynajmniej dwie bardzo dobre sytuacje. Z drugiej jednak strony po jego kontaktach z piłką przynajmniej coś się działo. Niewiele, natomiast lepsze to niż nic.

W pierwszej połowie Lechii nie było na boisku. Gra była wolna, mało przekonująca, mało konkretna. Gdańszczanie oddali dwa strzały, ale zaliczymy je do tych z kategorii rozpaczliwych. Warta była zdecydowanie bliżej objęcia prowadzenia, jednak po ciekawej akcji prawym skrzydłem słupek uratował Dusana Kuciaka. Poza tym mieliśmy raczej mozolne kopanie futbolówki w środkowej strefie boiska, grę bez ładu i składu, długie zagrania, z którymi bez problemu radzili sobie bramkarze obu ekip. Co oczywiste było też sporo fauli, sędzia Szymon Marciniak często przerywał akcje.

Chcielibyśmy za coś pochwalić za biało-zielonych, ale nie znajdujemy ku temu zbyt wielu powodów. Teoretycznie zwycięzców nie powinno się sądzić, ale naprawdę oglądanie tego spotkania nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy w naszym życiu. Plusy można zapisać przy zawodnikach z formacji defensywnej, bo jednak Warta nie miała w tym meczu zbyt wiele do powiedzenia.

Po przerwie obraz gry zupełnie się nie zmienił. Bramka dla Lechii? Po stałym fragmencie gry. Nie chcemy mówić, że przypadkowa, bo pewnie ten element był mocno trenowany. Zgranie Bartosza Kopacza, wycofanie Michała Nalepy i pewny strzał "Zwolaka".

Trzeba natomiast zganić Lechię za postawę w ostatnich dziesięciu minutach, gdy gdańszczanie grali z przewagą jednego zawodnika (dwie żółte kartki za dwie próby wymuszenia rzutu karnego otrzymał Michał Jakóbowski). W teorii biało-zieloni powinni utrzymywać się przy piłce jak najdalej od własnej bramki i nie pozwolić absolutnie na nic Warcie. Tymczasem nie miało to nic wspólnego z kontrolą wydarzeń boiskowych. To gospodarze byli groźniejsi w końcówce, ale kolejny raz znakomicie ze swojej roli wywiązał się Kuciak, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry podopieczni Piotra Stokowca mieli furę szczęścia.

Wiadomo, że z beniaminkami gra się ciężko, szczególnie na początku na sezonu, ale nie może to tłumaczyć tak słabej postawy. Mecz do zapomnienia. Dobrze, że już się skończył.

Warta Poznań - Lechia Gdańsk 0:1 (0:0)
Bramka: Zwoliński (66.)

Warta: Lis - Kuzdra Ż, Kieliba, Ławniczak, Kiełb Ż - Rybicki, Kupczak, Trałka Ż (80. Czyżycki), Janicki (71. Laskowski), Jakóbowski Ż Ż CZ - Jaroch (67. Kuzimski).

Lechia: Kuciak - Fila, Kopacz, Nalepa, Pietrzak - Mihalik (59. Haydary), Kubicki Ż, Makowski Ż, Gajos (90. Udovicić), Flavio Paixao (59. Kałuziński Ż) - Zwoliński.

źródło: własne