Narzekaliśmy na postawę Lechii w meczu z Wartą Poznań? Tak, mimo zwycięstwa. W spotkaniu z Rakowem Częstochowa biało-zieloni wypadli równie słabo, lecz tym razem naprzeciwko siebie mieli trochę lepszego przeciwnika, który w drugiej połowie pokazał jak powinno grać się w piłkę. Goście wygrali 3:1, natomiast był to najniższy wymiar kary, bo oba zespoły dzieliła przepaść.

Tydzień temu w piłkę grała Warta Poznań, ale jedynego gola strzeliła Lechia. Teraz w piłkę grał wyłącznie Raków Częstochowa. Goście odnieśli W PEŁNI ZASŁUŻONE zwycięstwo. Lechia? Po prostu nie znajdujemy słów, by to opisać. Myśleliśmy, że nie da się zagrać gorzej niż z Wartą, natomiast niestety dostaliśmy odpowiedź, że jednak się da. Naprawdę, nie chcemy się pastwić nad tym zespołem, ale jeśli kibice płacą za bilety, a potem muszą oglądać coś takiego, to wydaje nam się to niezbyt w porządku. 

Od 46. minuty mieliśmy teatr jednego aktora. Raków wypunktował biało-zielonych. Złapał zwierzynę za gardło i nie wypuścił. Wystarczyły dwa dośrodkowania w pierwszych dziesięciu minutach drugiej połowy, żeby odmienić losy meczu, bo po pierwszej połowie dość niespodziewanie prowadzili gospodarze.

Doliczony czas. Maciej Gajos kopnął przed siebie, do piłki wystartował Omran Haydary i strzałem bez przyjęcia zaskoczył stojącego w bramce Jakuba Szumskiego. Gol ładny, pewnie trochę przypadkowy, natomiast był to jeden z nielicznych momentów w tym meczu, gdy kibice Lechii mogli wstać z krzesełek. Cóż, ujmijmy sprawę tak - nie było to najlepsze widowisko.

Znamy realia i nie jesteśmy przesadnie zdziwieni, że Lechia znów zagrała poniżej oczekiwań, ale w pierwszej połowie Raków tylko nieznacznie przeważał. Prowadzenie gdańszczan było niespodziewane, szczególnie biorąc pod uwagę, że od 39. minuty podopieczni Piotra Stokowca grali w osłabieniu po idiotycznej czerwonej kartce dla Michała Nalepy. Prosty błąd w przyjęciu piłki, następnie rozpaczliwa próba ratowania sytuacji. Wślizg był jednak nieudany, Marcin Cebula został wycięty w sytuacji sam na sam, więc sędzia Paweł Raczkowski odesłał Nalepę do szatni.

Wydawać by się mogło, że Lechia schowa się za podwójną gardą i spróbuje jak najdłużej utrzymać korzystne 1:0. Plan posypał się jednak po niecałych 60 sekundach drugiej połowy. Od tego momentu Raków już się bawił. Goście grali sobie w dziadka, na jeden, może dwa kontakty. Lechia zupełnie nie miała pomysłu, jak sobie z tym poradzić. Wiadomo, w dziesięciu nie gra się łatwo, ale nie spodziewaliśmy się aż takiej różnicy klas.

Potem Raków dorzucił jeszcze dwie sztuki, a katem okazał się Vladislavs Gutkovskis, a więc strzelec dwóch bramek. Najpierw po rzucie rożnym (podobno piłkarze Lechii mieli rozpisane krycie, ale raczej wątpimy), a następnie po wrzutce i iście komediowej postawie formacji defensywnej. Dusan Kuciak robił, co mógł, ale nawet on nie jest w stanie wygrać meczu w pojedynkę.

Goście mogą żałować, że wygrali tylko 3:1, bo spokojnie mogli pokusić się o więcej trafień. Z kolei podsumowaniem występu Lechii był strzał (?) Flavio Paixao z połowy boiska. OK, Szumski był wysunięty niczym Manuel Neuer, natomiast próba Portugalczyka była czymś w rodzaju błagania o pomoc. 

Dostaliśmy również potwierdzenie, że ta dziwna taktyka z jednym skrzydłowym raczej się nie obroni i trener Piotr Stokowiec na kolejne mecze musi wymyślić co innego. Można przegrywać, ale nie w takim stylu.

Lechia Gdańsk - Raków Częstochowa 1:3 (1:0)
Bramki: Haydary (45.) - Cebula (46.), Gutkovskis (55., 76.)

Lechia: Kuciak Ż - Fila Ż, Nalepa Ż CZ, Kopacz, Pietrzak (71. Kałuziński) - Kubicki, Makowski (81. Urbański), Gajos (46. Udovicić) - Sopoćko Ż (41. Maloca) - Zwoliński, Haydary (70. Flavio Paixao).

Raków: Szumski - Piątkowski, Petrasek, Wilusz - Tudor (46. Bartl), Tijanić (90. Lederman), Sapała, Schwarz (84. Papanikolau), Kun - Gutkovskis (82. Musiolik), Cebula (84. Malinowski). 

źródło: własne