Biało-zieloni przegrali w Poznaniu 2:3 i stracili szanse na zajęcie miejsca na podium w tym sezonie. Bramki dla gdańszczan zdobyli Omran Haydary oraz Ze Gomes, a trzeci z piłkarzy pozyskanych zimą, czyli Conrado, w samej końcówce zapisał się w sędziowskim protokole czerwoną kartką. 

W tym meczu działy się rzeczy dziwne, żeby nie powiedzieć bardzo dziwne. Trudno wytłumaczyć m.in. postawę Dusana Kuciaka, który zawinił przy każdej z trzech bramek w pierwszej połowie. Zwalamy to wyłącznie na gorszy dzień, może brak koncentracji, bo jednak w dalszym ciągu mówimy o topowym bramkarzu w lidze. Takie pomyłki Słowaka są równie częste co upały zimą. W zasadzie nie występują.

Tymczasem co zrobił Kuciak w Poznaniu? Spójrzmy:

  • Błąd przy golu Dani Ramireza z rzutu wolnego (strzał nie był na tyle mocny, żeby go nie obronić; Kuciak źle się ustawił)
  • Błąd przy golu Roberta Gumnego (najpierw źle podawał do Nalepy, który musiał ratować się faulem; następnie źle odbił piłkę, nastrzelił przeciwnika)
  • Błąd przy golu Kamila Jóźwiaka (strzał mocny, po ziemi, koledzy nie pomogli, ale mimo wszystko źle pilnował bliższego słupka)

Swoisty hat trick. To mogło spotkać każdego bramkarza w naszej lidze. Cóż, trafiło na Kuciaka. Oby szybko wyrzucił ten mecz z głowy.

Lechia miała w tym meczu różne fragmenty. Potrafiła grać wysokim pressingiem, zmuszać rywali do błędów (tak było m.in. przy golu strzelonym przez Ze Gomesa na początku drugiej połowy), ale dopuszczała się też karygodnych strat, które napędzały kontrataki Lecha. Generalnie mecz był pozbawiony większych założeń taktycznych. Pomyłek z obu stron było całe mnóstwo, przez co oglądało się to całkiem dobrze. Oba zespoły stworzyły sobie bardzo dużo sytuacji.

Lech do przerwy prowadził 3:1, chociaż mogło być różnie. Swojego pierwszego gola dla biało-zielonych zdobył Omran Haydary. Wykazał się tam niemałym sprytem, delikatnie skontrował piłkę, czym kompletnie zaskoczył bramkarza Lecha. Wcześniej do siatki trafił też Łukasz Zwoliński, jednak po interwencji VAR bramka została anulowana (słusznie, bo Ze Gomes był na wyraźnym spalonym). 

W drugiej połowie kolejne dwie okazje miał Zwoliński, natomiast - umówmy się - napastnik Lechii miewał już mecze, w których był bardziej skuteczny. Zawsze czegoś brakowało. A to źle przyjął, a to uderzył trochę za lekko, za wysoko. Miał jednak udział przy golu na 3:2 - oddał strzał, bramkarz interweniował dość kiepsko, a Ze Gomes musiał już jedynie dopełnić formalności do pustej bramki. Był to jednak ostatni raz, gdy futbolówka wpadła do siatki.

W ogóle druga połowa obfitowała w mniejszą liczbę sytuacji niż pierwsza. Z czego mogło to wynikać? Być może znać o sobie dawało zmęczenie, bo przecież oba zespoły miały w nogach 120 minut ze środy. Nie oznacza to jednak, że nic się nie działo. Gospodarze mieli parę kontrataków, ale to Lechia była zdecydowanie bliżej strzelenia gola. Wspominaliśmy o szansach Zwolińskiego, ale znakomitą okazję miał też Karol Fila, a w końcówce spotkania rezerwowy Conrado, który dodatkowo w 89. minucie wyleciał z boiska z czerwoną kartką. Tym niemniej biało-zieloni spokojnie mogli pokusić się o wywiezienie z Poznania choćby punktu, bo - szczególnie po przerwie - nie byli gorszym zespołem. 

Ostatecznie jednak Lechia przegrała, tracąc tym samym nawet matematyczne szanse na ligowe podium na koniec sezonu. Ostatnie dwa spotkania będą już wyłącznie o pietruszkę.

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 3:2 (3:1)
Bramki: Dani Ramirez (5.), Gumny (22.), Jóźwiak (45.) - Haydary (42.), Ze Gomes (47.)

Lech: Mleczko - Gumny, Šatka Ż, Crnomarković, Kostewycz - Kamiński, Moder, Tiba (90. Muhar), Dani Ramirez (78. Marchwiński), Jóźwiak - Żamaletdinow (72. Gytkjær).

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa Ż, Maloca, Pietrzak - Haydary (73. Mihalik), Makowski, Kubicki, Kałuziński (65. Gajos), Ze Gomes (70. Conrado CZ) - Zwoliński.

źródło: własne