Piłkarze Lechii wygrali z Lechem Poznań w konkursie rzutów karnych i awansowali do finału Pucharu Polski. Po 90, jak i 120 minutach było 1:1, ale rzuty karne lepiej wykonywali biało-zieloni i to oni zagrają w finale z Cracovią.

Powiedzmy sobie szczerze - to nie był wielki mecz z wieloma sytuacjami podbramkowymi. Jeśli już były jakieś uderzenia, to zazwyczaj niecelne. Jeśli jednak przypomnimy sobie ostatnią wizytę Lechii w Poznaniu, to gdańscy kibice mogli być miło zaskoczeni. Biało-zieloni nie cofnęli się od 1. minuty i nie czekali na najniższy wymiar kary. Podjęli rękawicę. Walczyli. Zaprezentowali się o niebo lepiej niż ostatnio z Cracovią.

Dobrze wyglądała gra w obronie, nie było dziur, co w ostatnich tygodniach wcale nie było takie oczywiste. Czasami brakowało asekuracji w środku pola, po prostych stratach Lech miał znakomite okazje do kontrataków, jednak nie potrafił ich wykorzystać. Lechia miała dość prostą taktykę - bronić dostępu do własnej bramki i wyprowadzać kontry. Wprawdzie gospodarze mieli przewagę optyczną, byli częściej w posiadaniu piłki, jednak brakowało konkretów. 

Do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis, chociaż zdecydowanie lepsze sytuacje stworzyła Lechia. Pierwszej nie wykorzystał Flavio Paixao, drugiej zaś Ze Gomes, który po raz kolejny pokusił się o uderzenie z dystansu. Lech starał się odpowiedzieć, natomiast szwankowało tzw. ostatnie podanie.

Na pierwszego gola przyszło nam czekać do 62. minuty. Jeden z kontrataków Lechii rozprowadził lewą stroną boiska Rafał Pietrzak, wrzucił na głowę Flavio, a ten pokonał bramkarza Lecha strzałem na dalszy słupek (coś jak Łukasz Zwoliński w derbach). Szkoda tylko, że gdańszczanie cieszyli się z prowadzenia zaledwie parę minut, bo Zlatan Alomerović nie zdołał obronić płaskiego uderzenia Dani Ramireza zza pola karnego. Miał piłkę na rękach bramkarz Lechii, ale zabrakło mu paru centymetrów, żeby obronić.

W kolejnych minutach spotkanie stało się dużo bardziej otwarte niż wcześniej. Lech angażował coraz większą liczbę zawodników w swoje akcje. Aktywny był Jakub Moder, który nękał Alomerovicia strzałami z dalszej odległości (raz Lechię uratował słupek). Ponadto w jednej z ostatnich akcji drugiej połowy sędzia Tomasz Musiał początkowo podyktował rzut karny, ale VAR szybko stwierdził, że o przewinieniu absolutnie nie było mowy. 

W dogrywce trochę się działo, a najlepszą sytuację zmarnował debiutujący w Lechii Egzon Kryeziu, nieznacznie strzelając obok bramki. 

Doszło więc do rzutów karnych, a te lepiej wykonywali zawodnicy Lechii, a decydującą "jedenastkę" zmarnował Kamil Jóźwiak, strzelając nad poprzeczką. 

Lech Poznań - Lechia Gdańsk 1:1 (0:0) k. 3:4
Bramki: Dani Ramirez (65.) - Flavio Paixao (62.)

Lech: van der Hart - Butko, Šatka, Crnomarković, Puchacz (100. Kostewycz) - Kamiński (73. Letniowski), Moder, Tiba (109. Marchwiński), Ramirez, Jóźwiak - Gytkjær.

Lechia: Alomerović - Fila (114. Kobryń), Nalepa, Maloca, Pietrzak - Mihalik (80. Zwoliński), Makowski (105. Kryeziu Ż), Kubicki, Gajos, Ze Gomes (74. Conrado) - Flavio Paixao.

źródło: własne