Środowe spotkanie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa zakończyło się bezbramkowym remisem, a zdecydowanie bliżej wygranej byli goście, którzy w drugiej połowie nie wykorzystali dwóch świetnych sytuacji.

Remis, na który oba zespoły mocno "zapracowały". Nie działo się zbyt wiele, na co wpływ miały oczywiście składy wyznaczone przez obu trenerów. Ożywienie nastąpiło dopiero gdzieś mniej więcej po godzinie gry, gdy na murawie zameldował się Omran Haydary. To on wniósł nieco ożywienia w poczynania Lechii, chwilę po wejściu na boisku przeprowadził świetny rajd lewym skrzydłem, zagrał w kierunku Flavio Paixao, ale ten tracił już równowagę i zdołał oddać jedynie lekki strzał w stronę bramki gości. Wcześniej biało-zieloni stwarzali zagrożenie w zasadzie tylko ze stałych fragmentów gry. Był strzał Macieja Gajosa, była próba Rafała Pietrzaka, ale sami przyznacie, że to trochę mało jak na standardy Ekstraklasy. I to nawet pomimo rezerwowych składów po obu stronach.

Choć z drugiej strony, to Lechia miała sporo szczęścia, że zdobyła chociaż punkt, bo najlepsze okazje w meczu mieli przyjezdni - najpierw młodziutki Szymon Włodarczyk fatalnie spudłował z pięciu metrów, pozbawiając asysty Pawła Wszołka, a w samej końcówce Dusan Kuciak w rewelacyjny sposób interweniował po płaskim strzale Bartosza Slisza zza pola karnego. Legia była po przerwie dużo groźniejsza niż w pierwszej połowie. Chociaż jak się chwilę pomyśli, to trzeba jednak przyznać, że poprzeczka zawieszona zbyt wysoko nie była.

Bo w pierwszej połowie nie działo się kompletnie nic. Co z tego, że Lechia była zdecydowanie częściej przy piłce, starała się długo rozgrywać swoje akcje, skoro nic z tego nie wynikało. Gra była za wolna, przewidywalna. Były jedynie zalążki akcji, lecz wszystko przeprowadzane było w iście ślimaczym tempie. Parę razy ciekawym zagraniem błysnął Jakub Kałuziński, raz mocno z dystansu uderzył Gajos, ale brakowało konkretów. Kibice na trybunach ziewali, pod koniec pierwszej połowy pojawiły się nawet sporadyczne gwizdy, gdy po raz kolejny futbolówkę wymieniali między sobą obrońcy biało-zielonych. Aż strach pomyśleć co by było, gdyby spotkanie rozgrywane było bez publiczności. Przeszły nas ciarki. Wówczas byłaby już totalna plaża. Jasne, obie drużyny grały w mocno eksperymentalnych składach, więc już przed pierwszym gwizdkiem można było zakładać, że nie będzie to porywające widowisko, ale chyba nawet mimo to spodziewaliśmy się czegoś więcej. Szczególnie po Lechii, która - jak deklarował trener Piotr Stokowiec - w dalszym ciągu walczy o czwarte miejsce w lidze.

Chęć walki widzieliśmy tylko momentami. Zabrakło nam trochę determinacji i podjęcia większego ryzyka w ostatnich minutach, zepchnięcia do defensywy młodego zespołu Legii. W efekcie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.

Lechia Gdańsk - Legia Warszawa 0:0

Lechia: Kuciak - Fila, Kobryń, Maloca, Pietrzak - Kałuziński Ż (81. Ze Gomes), Kryeziu, Urbański (66. Haydary), Gajos - Zwoliński (66. Mihalik), Flavio Paixao.

Legia: Cierzniak - Stolarski, Astiz, Wieteska, Luis Rocha Ż - Wszołek, Slisz Ż, Cielemęcki (83. Mosór), Pyrdoł (58. Włodarczyk), Cholewiak - Rosołek (76. Remy).

 

 

źródło: własne