Piłkarze Lechii zremisowali na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 1:1. Biało-zieloni mogą mieć mieszane uczucia po tym spotkaniu, bo jednak swoją postawą w drugiej połowie zasłużyli na więcej, ale biorąc pod uwagę grę przed przerwą... i tak możemy się cieszyć, że Lechia wraca do Gdańska z jakimkolwiek punktem.

W zasadzie powinniśmy skupić się wyłącznie na drugiej połowie, bo dopiero wtedy piłkarze Lechii dojechali na stadion Zagłębia. I gra mogła się podobać. Bardzo groźne stałe fragmenty, momenty dobrej gry w szybkim ataku, dośrodkowania z prawej, z lewej strony. Oglądaliśmy jedną z lepszych połówek Lechii w tym sezonie. Brakowało tylko (albo i aż) kropki nad "i". Do 72. minuty bramka gospodarzy była jak zaczarowana. Nic nie chciało wpaść. A okazji było całe mnóstwo. Bartosz Kopacz, Michał Nalepa, Omran Haydary, Karol Fila. Każdemu z nich brakowało bardzo niewiele, żeby wpisać się na listę strzelców. I na dobrą sprawę, gdyby nie VAR, miejscowi by ten mecz wygrali.

Aż trudno nam uwierzyć, że sędzia Wojciech Myć od razu nie dopatrzył się ewidentnego faulu na Łukaszu Zwolińskim. Potrzebna była interwencja z wozu VAR. Na szczęście. Gdyby nie to, mielibyśmy wypaczenie wyniku. Z jedenastu metrów nie pomylił się Flavio Paixao.

Lechia zasłużyła na tego gola, bo w drugiej połowie solidnie popracowała.

Zresztą, gdańszczanie mieli za co się rehabilitować, bo przed przerwą wyglądali kiepsko. Do 40. minuty w zasadzie nie było ich na boisku. I to nawet pomimo przeciętnej postawy Zagłębia. Gospodarze wyszli na prowadzenie już w 3. minucie po celnym strzale Lubomira Guldana, który z dziecinną łatwością urwał się Tomaszowi Makowskiemu. Nie było to najlepsze spotkanie młodzieżowca biało-zielonych, choć po przerwie wyglądało to już znacznie lepiej. Ale tak możemy mówić o całej drużynie.

Nie wiemy czy na tak słabą pierwszą połowę wpływ miał szybko stracony gol, ale faktem jest, że jeśli Lechia miała jakikolwiek plan na to spotkanie, to notatki można było podrzeć w zasadzie zaraz po pierwszym gwizdku. Nie usprawiedliwia to jednak gdańszczan. A przecież nawet mimo słabej gry do przerwy powinien być remis, ale tylko w sobie znany sposób bramkarza z pięciu metrów nie potrafił pokonać Conrado.

Szkoda, bo doprowadzeniu do remisu Lechia nie zatrzymała się, tylko dążyła do strzelenia kolejnego gola. Zagłębie zostało mocno zepchnięte do defensywy, ataki zawodników w szarych strojach sunęły raz za razem. Kolejnej bramki się jednak nie doczekaliśmy. Niedosyt po tym remisie jest spory.

Zagłębie Lubin - Lechia Gdańsk 1:1 (1:0)
Bramki: Guldan (3.) - Flavio Paixao (72. - karny)

Zagłębie: Hładun - Chodyna, Simić Ż, Guldan, Balić - Szysz (90. Poręba), Żubrowski Ż, Baszkirow, Starzyński (62. Ratajczyk), Żivec - Mraz (62. Sirk).

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Kopacz, Pietrzak - Haydary, Makowski, Kubicki, Saief, Conrado (65. Zwoliński) - Flavio Paixao.

źródło: własne