Po dramatycznym meczu piłkarze Lechii pokonali na wyjeździe Gryf Wejherowo 3:2. Awans biało-zielonych pozostaje jednak w cieniu skandalicznego zachowania kibiców Gryfa.

Zdobywca Pucharu Polski, Superpucharu, brązowy medalista poprzedniego sezonu. Zespół tak utytułowany w ostatnich miesiącach pojechał na wyjazd do niedalekiego Wejherowa na mecz w ramach 1/32 finału Totolotek Pucharu Polski. Rywalem był ostatni zespół drugiej ligi, który w tym sezonie jeszcze nie wygrał. Jak więc mogło potoczyć się to spotkanie? Oczywiście od skutecznych ataków gospodarzy. 

To były dwa ciosy, których nie powstydziłby się Mike Tyson za najlepszych czasów. Po pięciu minutach na tablicy wyników mieliśmy 2:0 dla Gryfa. W Lechii wszyscy byli zszokowani. Tyle mówiono o nie lekceważeniu przeciwnika, a tu po kontrataku i stałym fragmencie gry w dość łatwy sposób miejscowi zaskoczyli biało-zielonych. Później Gryf jeszcze raz wpakował piłkę do siatki, z tą różnicą, że sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. 

Kibice z Wejherowa, którzy - delikatnie rzecz ujmując - nie pałają sympatią do Lechii, po pół godzinie zaczęli świętować. Odpalili race, świece dymne. Boisko uległo zadymieniu. Tu jeszcze wielkiego problemu nie było. Zaczęło się po chwili, gdy fani odpalili fajerwerki. Dwukrotnie poleciały one w powietrze, ale za trzecim razem na boisko, wszerz. Mało brakowało, a "pociskiem" oberwałby bramkarz Lechii Zlatan Alomerovic. Sędzia Wojciech Krztoń momentalnie przerwał zawody i zrobiło się gorąco. Piłkarze Lechii byli niesamowicie wkurzeni, ale trudno im się dziwić. Przez blisko dwadzieścia minut trwały nerwowe dyskusje pomiędzy piłkarzami, sędziami, delegatem PZPN. To nie było zwykłe odpalenie środków pirotechnicznych. To był zamach na życie bramkarza Lechii. Kto do tego dopuścił? Ochrona? Policja? Na gorąco ciężko stwierdzić, natomiast mecz na pewno nie był należycie zabezpieczony. 

Kibice Gryfa popisali się nadzwyczajną głupotą, bo do tego momentu gra Lechii kompletnie się nie kleiła. Brakowało precyzji, akcje były rwane, chaotyczne. Natomiast ten kwadrans podziałał mobilizująco na biało-zielonych, zaś gospodarzom jakby zaszkodził. Po wznowieniu gry przez sędziego Wojciecha Krztonia obraz gry diametralnie się zmienił, gra toczyła się już w zasadzie tylko na połowie ekipy z Wejherowa.

Świetną zmianę dał Maciej Gajos, który tuż po wejściu na boisko strzelił gola kontaktowego, a po chwili doprowadził do wyrównania. Mieliśmy remis i dalsze ataki biało-zielonych. Gospodarze z minuty na minutę coraz bardziej opadali z sił. Było widać różnicę w klasach rozgrywkowych, w jakich występują oba zespoły. Lechia cisnęła, cisnęła aż w końcu dopięła swego. Na minutę przed końcem podstawowego czasu gry zwycięskiego gola po uderzeniu głową zdobył Flavio Paixao.

Lechia jest w kolejnej rundzie Totolotek Pucharu Polski. Najważniejsze jednak, że żadnemu z zawodników nic się nie stało.

Gryf Wejherowo - Lechia Gdańsk 2:3 (2:0)
Bramki: Hebel (3.), Gęsior (5.) - Gajos (53., 59.), Flavio Paixao (89.)

Lechia: Alomerović - Kobryń (46. Kubicki), Nalepa, Chrzanowski (52. Gajos), Udovicić - Mihalik (18. Mladenović), Makowski, Lipski, Wolski, Haraslin - Flavio Paixao.

źródło: własne