W meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy piłkarze Lechii wygrali na wyjeździe z Legią Warszawa 2:1. Wszystkie bramki zdobyli środkowi obrońcy - dla gospodarzy trafił Mateusz Wieteska, dla gości natomiast Michał Nalepa i Błażej Augustyn. To czwarte z rzędu ligowe zwycięstwo biało-zielonych.

To był dobry mecz do oglądania. Wysoki pressing z obu stron, gra na jeden, maksymalnie dwa kontakty. Jeśli zagrałeś inaczej, było to równoznaczne ze stratą piłki. Na boisku było mało miejsca. Oba zespoły zaprezentowały się ze swojej najlepszej strony, choć oba nie ustrzegły się błędów.

Najpierw na prowadzenie wyszli gospodarze. Przy rzucie rożnym urwał się Mateusz Wieteska i zaskakującym strzałem przy bliższym słupku pokonał Dusana Kuciaka. W 39. minucie po dalekim wyrzucie piłki z autu Lukasa Haraslina futbolówkę do siatki skierował Michał Nalepa.

Gdańszczanie zagrali w Warszawie jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. Nie podłamała ich stracona bramka. Nie było chwili zwątpienia, ale coraz bardziej odważne próby doprowadzenia do wyrównania. Brakowało albo lepszego podania albo po prostu skuteczności, natomiast chwilę przed przerwą wreszcie wpadło. Strzelony gol dodał biało-zielonym pewności siebie. Po chwili kapitalną okazję zmarnował Maciej Gajos, następnie po bardzo ładnej akcji niecelnie strzelał Haraslin. To były dobre minuty drużyny Piotra Stokowca i aż można żałować, że sędzia Szymon Marciniak zagwizdał po raz ostatni w pierwszej części meczu.

Choć z drugiej strony, czy po przerwie Lechia wyglądała gorzej? Oczywiście, że nie. W jednej z pierwszych akcji drugiej połowy strzelili - jak się okazało - gola na wagę trzech punktów. Wrzutka Karola Fili, strącenie i mocny strzał Błażeja Augustyna. On poszedł na tę piłkę z takim impetem, jakby od tego zależało jego życie. Niezwykle pewnie, od samego początku wiedział czego chce.

Biało-zieloni grali bardzo mądrze, kontrolowali to spotkanie, nie pozwalając Legii na wiele. Była co prawda poprzeczka po kolejnym strzale Wieteski, był mocny strzał z dystansu Jose Kante, natomiast ani przez moment nie odnieśliśmy wrażenia, że gdańszczanom coś może się stać. Oczywiście, w końcówce Legia nieco przycisnęła, przy jednoczesnym cofnięciu się Lechii, ale ostatecznie wynik się nie zmienił.

Odnośnie Kante... Legia powinna ten mecz kończyć w osłabieniu po tym jak Gwinejczyk kopnął w twarz Michała Nalepę, łamiąc mu nos. Sędzia Szymon Marciniak pokazał mu jednak tylko żółtą kartkę. 

Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 1:2 (1:1)
Bramki: Wieteska (12.) - Nalepa (39.), Augustyn (52.)

Legia: Majecki - Stolarski, Jędrzejczyk, Wieteska, Karbownik Ż (56. Novikovas) - Nagy (46. Lewczuk), Andre Martins, Antolić, Gwilia, Luquinhas Ż - Niezgoda (46. Kante Ż).

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa (62. Makowski), Augustyn, Mladenović Ż - Haraslin Ż (72. Peszko), Łukasik, Kubicki, Gajos, Udovicić (83. Flavio Paixao) - Sobiech. 

źródło: własne