Piłkarze Lechii pokonali na wyjeździe Śląsk Wrocław 2:1 i tym samym zakończyli sezon 2019/20 na czwartym miejscu w tabeli.

Ostatni ligowy mecz w tym sezonie nie zawiódł pod względem atrakcyjności, bo było na co popatrzeć. Tempo nie było jakieś zawrotne, ale momentami oba zespoły potrafiły przyspieszyć, zagrać kombinacyjnie, na jeden kontakt. Tak też padła pierwsza bramka dla Lechii - być może było to najładniejsze trafienie całej kolejki. Żarko Udovicić do Patryka Lipskiego (dobry mecz!), ten zagraniem piętką wpuścił w pole karne Omrana Haydary'ego, który technicznym strzałem nie dał szans bramkarzowi. Jak się potem okazało, ta akcja, a także samobójcze trafienie Márka Tamása w drugiej połowie pozwoliły biało-zielonym odnieść zwycięstwo we Wrocławiu, a tym samym zająć czwarte miejsce w PKO Ekstraklasie w sezonie 2019/20.

Zwycięzców się nie sądzi, dlatego też nie będziemy się czepiać. Owszem, gdańszczanie mieli trochę szczęścia (w pierwszej połowie Zlatana Alomerovicia ratowała poprzeczka, a po kilkudziesięciu sekundach słupek), druga bramka padła po kuriozalnym strzale obrońcy Śląska do własnej bramki, natomiast trzeba powiedzieć, że ekipa Piotra Stokowca mocno zapracowała na te trzy punkty. 

Gospodarze mieli przewagę praktycznie w każdej statystyce, ale w drugiej połowie Alomerović był w zasadzie bezrobotny. Dobrze funkcjonował środek pola, nieźle formacja defensywna z bardzo dobrym Udoviciciem jako lewym obrońcą. 90 minut rozegrał też Paweł Żuk, dla którego był to prawdopodobnie ostatni mecz w biało-zielonych barwach. Trudno go jednak ocenić, bo z jednej strony Śląsk często z powodzeniem atakował jego stroną boiska, ale z drugiej... zwyczajnie nie miał wsparcia ze strony Jaroslava Mihalika. W efekcie często był podwajany, z czym nie do końca sobie radził.

Lechia po przerwie wydawała się kontrolować przebieg spotkania, lecz trochę raziły w oczy proste straty, niecelne podania, gdy nadarzała się dobra okazja do kontrataku. Można było strzelić trzeciego gola, bo Śląsk w końcówce zostawiał dużo miejsca, można było zabić to spotkanie. Najlepszą okazję po przerwie zmarnował wspomniany Mihalik (trafił w słupek). Była jeszcze minimalnie niecelna przewrotka Flavio Paixao. Z drugiej jednak strony - nie było jakiejś wielkiej nerwówki w ostatnich minutach i ostatecznie trzy punkty pojechały do Gdańska.

Na koniec jeszcze warto wspomnieć o strzelcu pierwszej bramki. Omran Haydary. Czy tym występem wywalczył sobie miejsce w składzie Lechii na finał Pucharu Polski? Niewykluczone, a nawet bardzo prawdopodobne. Gol w Poznaniu, dobra zmiana w meczu z Legią, gol we Wrocławiu. Do tego pomaga w obronie. Ostateczna decyzja należy rzecz jasna do trenera Stokowca, ale naszym zdaniem reprezentant Afganistanu jest w tym momencie pewniakiem.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:2 (1:1)
Bramki: Mączyński (19.) - Haydary (17.), Tamás (56. - samobójcza)

Śląsk: Putnocký - Celeban Ż, Israel Puerto, Tamás, Stiglec - Scalet (79. Szpakowski), Łabojko, Mączyński (82. Bergier), Łyszczarz (62. Samiec-Talar), Marković - Exposito.

Lechia: Alomerović - Żuk (90. Dymerski), Nalepa, Maloca, Udovicić - Haydary (61. Ze Gomes Ż), Makowski Ż, Kryeziu, Lipski (74. Flavio Paixao), Mihalik - Zwoliński.

źródło: własne