Piłkarze Lechii zaledwie zremisowali na własnym boisku z Górnikiem Zabrze 1:1. Biało-zieloni po raz kolejny wypuścili z rąk prowadzenie w ostatnich minutach meczu.

Górnik przyjechał nad morze z założeniem, żeby przede wszystkim nie przegrać. To było widać. Zabrzanie byli mocno cofnięci, schowani za podwójną gardą. Dla nich każdy punkt jest na wagę złota. Byli w miarę dobrze zorganizowani w defensywie. Lechia musiała się mocno napocić, żeby stworzyć sobie klarowną sytuację. Te oczywiście się pojawiły, natomiast brakowało wykończenia. Aktywny był Lukas Haraslin, który jeszcze w pierwszej połowie spokojnie mógł pokusić się o strzelenie dwóch bramek. Trochę słabiej grał Sławomir Peszko, który podejmował w zasadzie same złe decyzje - przez jedną z nich zmarnował świetną okazję.

Lechia zaczęła spotkanie bardzo spokojnie, na początku niewiele się działo. Dominował chaos, niecelne podania, głupie straty. Z biegiem czasu podopieczni Piotra Stokowca czuli się jednak na boisku coraz pewniej. Z minuty na minutę przewaga gdańszczan rosła, ale nie przełożyło się to na konkrety w postaci gola.

Tym niemniej, to Górnik miał najlepszą sytuację w pierwszej połowie, ale Igor Angulo pomylił się w sytuacji sam na sam z Dusanem Kuciakiem. 

Na szczęście druga połowa ułożyła się idealnie dla Lechii. Rafał Wolski przechwycił piłkę na połowie Górnika, popędził na bramkę i został sfaulowany przez Pawła Bochniewicza. Sędzia Tomasz Musiał podyktował rzut karny, a z jedenastu metrów nie pomylił się Artur Sobiech, dla którego był to szósty gol w tym sezonie. 

Po strzeleniu bramki Lechia miała dobry okres, jednak próby Haraslina wciąż były niecelne lub blokowane. Generalnie czuć było, że gdańszczanie kontrolują przebieg wydarzeń na boisku, natomiast musieli uważać na kontry. Groźnie było m.in. na kwadrans przed końcem, gdy po stracie Lechii w świetnej sytuacji pomylił się Jesus Jimenez. To było pierwsze i - jak się okazało - ostatnie ostrzeżenie, bo Hiszpan w kolejnej próbie już się nie pomylił, z bliska pokonując Kuciaka.

Lechia zagrała po swojemu. Objęła prowadzenie, miała sporą przewagę nad rywalem, ale zamiast "zamknąć" mecz dała sobie wbić gola wyrównującego. A w końcówce mogła jeszcze przegrać, bo Górnik zwietrzył swoją szanse. Minimalizm? Brak dojrzałości? To jest nieprawdopodobne, że kolejny raz powtarza się ten sam scenariusz. Pisaliśmy o tym przez ostatnie dni, pytaliśmy trenera oraz piłkarzy. Miały zostać wyciągnięte wnioski. Niestety, nie zostały. W trzech ostatnich meczach Lechia zdobyła tylko dwa punkty. 

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 1:1 (0:0)
Bramki: Sobiech (52. - karny) - Jesus Jimenez (82.)

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović - Peszko (68. Gajos), Makowski, Kubicki Ż, Wolski (64, Lipski), Haraslin Ż (84. Flavio Paixao) - Sobiech.

Górnik: Chudy - Sekulić, Wiśniewski, Bochniewicz Ż, Janża Z - Juan Bauza (46. Wolsztyński), Matras Ż (71. Zapolnik), Matuszek, Kopacz (71. Ściślak), Jesus Jimenez - Igor Angulo. 

 

 

źródło: własne