Piłkarze Lechii wygrali na wyjeździe z Pogonią Szczecin 1:0 i tym samym przeskoczyli swojego niedzielnego rywala w ligowej tabeli. Jedynego gola strzelił Kenny Saief. Wygrana mogła być wyższa, jednak w pierwszej połowie Łukasz Zwoliński nie wykorzystał rzutu karnego (a parę chwil wcześniej trafił w słupek w sytuacji sam na sam).

Ten mecz miał różne oblicza. Pogoń wyszła na boisko mocno zdeterminowana, żeby jak najszybciej strzelić gola. I trzeba przyznać, że obrona Lechii miała mnóstwo roboty, a bardzo często biało-zielonych musiał ratować Dusan Kuciak. Na szczęście Słowak wciąż jest w wybornej dyspozycji i zawodnicy Pogoni nie potrafili znaleźć na niego sposobu. Pierwsze 20-25 minut toczone było pod zdecydowane dyktando miejscowych. Atak pozycyjny, kontrataki, stałe fragmenty gry. Zagrożenie szło z każdej możliwej strony. Lechia jedynie się odgryzała, choć trzeba podkreślić, że gdy już przedostawała się w okolice pola karnego Pogoni, to robiło się ciekawie. 

Sygnał do ataku dał Łukasz Zwoliński, który jednak najpierw w sytuacji sam na sam uderzył w słupek (dodajmy, że z dość ostrego kąta), a parę minut później zmarnował rzut karny. W międzyczasie padła natomiast bramka dla Lechii. Conrado wrzucił piłkę z lewej strony (taką zawiesinkę, która dość długo unosiła się w powietrzu), a bierność defensywy gospodarzy z zimną krwią wykorzystał Kenny Saief, strzelając pierwszego gola dla gdańszczan w tym sezonie. To było dobre kilka minut w wykonaniu Lechii, natomiast w końcówce pierwszej połowy ponownie do głosu doszli gospodarze, ale scenariusz się powtórzył. Kuciak cały czas był skoncentrowany.

Od momentu reformy rozgrywek Lechia grała z Pogonią w grupie mistrzowskiej sześć razy, z czego aż pięć spotkań wygrała i jedno zremisowała. Grzechem byłoby nie przedłużyć tak sympatycznej serii. Tak się ostatecznie stało, choć trzeba zaznaczyć, że i po przerwie to gospodarze mieli lepsze sytuacje, byli częściej w posiadaniu piłki, oddali więcej strzałów. Ich problemem była jednak skuteczność.

Lechia była zaś wyrachowana, momentami przypominało to poprzedni sezon, w którym obrona była dużo szczelniejsza, a sporo meczów było wygrywanych po 1:0. Biało-zieloni w drugiej połowie nie mieli wielu okazji. Raz źle zachował się Saief, który sam kończył akcję strzałem zamiast podać do lepiej ustawionego (debiutującego w Lechii) Jakuba Kałuzińskiego. Był też niecelny strzał  głową w wykonaniu Macieja Gajosa, który - można powiedzieć zabrał drugą tego dnia asystę Conrado, bo podanie było idealne.

Żeby było jasne - to nie było wielkie widowisko, ale Lechia wydawała się realizować plan na ten mecz. Szkoda tylko, że gdańszczanie na ostatnie dwadzieścia minut po raz kolejny niepotrzebnie się cofnęli. Pogoń postawiła wszystko na jedną kartę, a biało-zielonych stać było jedynie na wybijanie piłki na oślep, jak najdalej od własnej bramki. Szczęśliwie, nawet bardzo szczęśliwie udało się dowieźć korzystny rezultat do ostatniego gwizdka sędziego.

Pogoń Szczecin - Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)
Bramka: Saief (27.)

Pogoń: Stipica - Stec, Triantafyllópoulos, Zech, Nunes - Hostikka (82. Maniás), Dąbrowski Ż, Żurawski (69. Turski), Drygas Ż (77. Frączczak), Listkowski Ż - Cibicki.

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa Ż, Maloca, Pietrzak - Saief Ż (70. Lipski), Makowski, Gajos, Kałuziński (61. Kubicki), Conrado (57. Mihalik) - Zwoliński Ż. 

źródło: własne