Biało-zieloni wygrali z Piastem Gliwice 1:0 po golu niezawodnego Flavio Paixao. To drugie zwycięstwo z rzędu i zarazem drugi z rzędu mecz bez straconej bramki. Jednocześnie Lechia po raz piąty w tym sezonie okazała się lepsza od aktualnego mistrza Polski.

Bardzo powoli rozkręcał się ten mecz. Do 30. minuty nie działo się absolutnie nic. W statystyce strzałów mieliśmy wiele mówiący remis 0-0. Kibice ziewali, z minuty na minutę czuć było coraz większe znudzenie. To było tzw. spotkanie dla koneserów, górę brała taktyka. Na szczęście później zawodnicy obu drużyn uraczyli nas paroma ciekawymi akcjami, a sygnał do ataku dał słabo spisujący się do tego czasu Ze Gomes. Najpierw oddał ostrzegawczy strzał z dystansu, z którym bez problemów poradził sobie Frantisek Plach. Po chwili bramkarz Piasta musiał sprężyć się dużo bardziej, wybijając piłkę zmierzającą w samo okienko. 

To najwyraźniej rozzłościło ekipę mistrza Polski, który do tego momentu praktycznie nie istniał w ofensywie. Jednak po sytuacjach Ze Gomesa obudzili się gliwiczanie. Świetnych okazji nie wykorzystali jednak Jorge Felix oraz Piotr Parzyszek. Po raz kolejny spory w tym udział miał Dusan Kuciak, któremu wtórował Michał Nalepa.

Lechia strzeliła co prawda gola w pierwszej połowie, jednak został on anulowany po wideoweryfikacji. Słusznie, bo Flavio Paixao pomógł sobie w tej sytuacji ręką. Warto jednak zauważyć, że całą akcję fantastycznym podaniem rozpoczął Filip Mladenović, dla którego był to pożegnalny mecz z gdańskimi kibicami i tym stadionem. Zresztą Serb w całym meczu posłał wiele takich kąśliwych dośrodkowań, z których jest przecież doskonale znany.

O ile pierwsza połowa zaczęła się od tzw. szachów, o tyle po przerwie hamulce puściły znacznie wcześniej. Najpierw w słupek trafił Parzyszek, lada moment podobną akcją odpowiedział Ze Gomes. Działo się dużo więcej niż przed przerwą, choć oczywiście sporo akcji brało się z prostych, niewymuszonych błędów, jak choćby w 66. minucie, gdy w sytuacji sam na sam z Kuciakiem znalazł się Jorge Felix, ale został w dziecinny sposób przeczytany przez bramkarza biało-zielonych. 

meczpiast

Jak to się mówi? Że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić? No to tego dnia mieliśmy najlepszy przykład, bo na nieco ponad kwadrans przed końcem biało-zieloni objęli prowadzenie. Oczywiście za sprawą niezawodnego Flavio Paixao, który bardzo pewnie wykorzystał rzut karny (był to 55. gol Portugalczyka w Ekstraklasie dla Lechii). Dodajmy, że "jedenastkę" wywalczył przebywający na boisku od 13 minut Conrado. Brazylijczyk kolejny raz wchodzi z ławki i daje drużynie impuls, a w końcowym rozrachunku ta sytuacja przyniosła Lechii niezwykle ważne trzy punkty. Dodajmy, że po raz piąty w tym sezonie gdańszczanie okazali się lepsi od aktualnego mistrza Polski.

Lechia Gdańsk - Piast Gliwice 1:0 (0:0)
Bramka: Flavio Paixao (74. - karny)

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa Ż, Maloca Ż, Mladenović Ż - Mihalik (69. Saief), Tobers, Kubicki, Gajos (87. Makowski), Ze Gomes (61. Conrado) - Flavio Paixao.

Piast: Plach - Konczkowski, Korun, Czerwiński, Kirkeskov - Vida (58. Tuszyński), Hateley, Jodłowiec, Jorge Felix, Milewski (80. Steczyk) - Parzyszek (64. Tiago Alves Ż).

źródło: własne