Bawiła się Pogoń Szczecin. Strzelała gole z łatwością. Pozwoliła Lechii na bardzo niewiele. Wynik 5:1 to i tak najniższy wymiar kary.

Nie chcemy znowu pastwić się nad Mateuszem Żukowskim, ale praktycznie wszystkie akcje Pogoni szły jego stroną. 20-latek zagrał fatalnie tydzień temu w Mielcu, dostał szansę rehabilitacji i... wypadł jeszcze gorzej w Szczecinie. To była katastrofa. Nie pomagał w defensywie, gubił krycie, a ponadto był totalnie bezproduktywny na połowie przeciwnika. Gospodarze szybko dostrzegli, że Lechia ma problem po tej stronie boiska, a Kamil Grosicki po prostu się bawił. Zaliczył trzy asysty i wielokrotnie nękał obronę biało-zielonych prostopadłymi podaniami. 

Inna sprawa, że piłkarze Lechii stali i tylko się przyglądali. Można mówić źle o Żukowskim, ale fakty są takie, że nikt po tym meczu nie może o sobie powiedzieć, że zagrał na swoim poziomie. Dusan Kuciak zawalił sprawę przy rzucie karnym na samym początku, później gdańszczanie byli zagubieni niczym dzieci we mgle, łatwo tracili piłki w środkowej strefie boiska, praktycznie ani przez moment nie byli równorzędnym rywalem dla rozpędzonej Pogoni. Środka pola nie było, Marco Terrazzino ustawiony na skrzydle w pierwszej połowie był kompletnie niewidoczny. Choć z drugiej strony... czy przesunięcie go na pozycję numer dziesięć po przerwie coś zmieniło? Raczej nie.

Inna sprawa - czy Lechia miała pomysł na grę do przodu? Mamy pewne wątpliwości. Chyba, że od początku plan zakładał wyłącznie długie podania za linię obrony. Wtedy w porządku. Udało się zdobyć w ten sposób jedyną bramkę, gdy Łukasz Zwoliński urwał się po podaniu Tomasza Makowskiego i pokonał Dantę Stipicę w sytuacji sam na sam. Ale to na tyle. Brakowało nie tyle strzałów, co nawet zalążków akcji ofensywnych.

Trener Tomasz Kaczmarek mówił na konferencji prasowej przed meczem, że nie jest uczniem, a Kosta Runjiaić nie jest mistrzem. Sobotnie spotkanie pokazało co innego. Szkoleniowiec Pogoni - mówiąc kolokwialnie - zjadł Kaczmarka pod względem taktycznym. Wystarczy spojrzeć na postawę Portowców w samej końcówce. Wynik 5:1, komfortowe prowadzenie, a non stop był nieustanny pressing. Oni chcieli iść po więcej. Runjiaić ustawił i nastawił swój zespół po prostu perfekcyjnie. Hit kolejki? Cóż, biało-zieloni nie dorośli jeszcze do wielkich meczów. Trzeci zespół w tabeli upokorzył wicelidera - tak to trzeba określić. 

Pogoń Szczecin - Lechia Gdańsk 5:1 (2:1)
Bramki: Dąbrowski (8. - karny), Zahović (36., 51.), Kowalczyk (54.), Kucharczyk (70.) - Zwoliński (27.)

Pogoń: Stipica - Bartkowski, Kostas (69. Malec Ż), Zech, Mata - Jean Carlos Ż (69. Kucharczyk), Dąbrowski, Kozłowski (77. Żurawski), Kowalczyk Ż, Kurzawa (22. Grosicki Ż) - Zahović (77. Parzyszek). 

Lechia: Kuciak - Żukowski (74. Kopacz), Nalepa, Maloca, Pietrzak (69. Diabate) - Terrazzino, Kryeziu (58. Kubicki), Makowski, Flavio Paixao (46. Ilkay Durmus), Conrado - Zwoliński (73. Sezonienko).

DSC 0166 1920x1081

źródło: własne