Dotychczas nieopublikowane

Nie da się w kulturalnych słowach wytłumaczyć tego, co zrobili piłkarze Lechii w sobotnim meczu w Mielcu. Biało-zieloni prowadzili 3:1, kontrolowali wydarzenia na boisku, ale po dwóch fatalnych w skutkach błędach Mateusza Żukowskiego spotkanie zakończyło się remisem 3:3. Gdańszczanie dawno nie stracili punktów w tak frajerskich okolicznościach.

To jest po prostu niemożliwe.

Jasne, dla postronnego widza takie spotkanie oglądało się bardzo dobrze. Sześć goli, większość przedniej urody, zwroty akcji. Trudno jednak przejść nad tym meczem do porządku dziennego. Jeśli Lechia myśli o czymś więcej w tym sezonie, nie może tracić punktów w taki sposób, grając tak nieodpowiedzialnie w defensywie.

Zawodnicy ofensywni zrobili swoje. Marco Terrazzino po raz kolejny udowodnił, że nieprzypadkowo w przeszłości sporo grał w Bundeslidze. Strzelił dwa kapitalne gole i był pierwszoplanową postacią Lechii w Mielcu. Swój koncert grał również Flavio Paixao, autor dwóch asyst. Nie można zapomnieć też o strzelcu pierwszego gola dla Lechii. Ilkay Durmus zakręcił piłkę z dystansu niczym David Beckham, tyle, że lewą nogą. W samo okienko, nie było czego zbierać.

Generalnie końcówka pierwszej połowy i początek drugiej należały do Lechii. Stal nie za bardzo wiedziała, co się dzieje. To była pełna kontrola. Niestety, tylko do czasu.

Gospodarzy do tlenu podłączył Mateusz Żukowski. Najpierw w bezmyślny sposób faulował Mateusza Maka w polu karnym, co skończyło się golem Grzegorza Tomasiewicza z jedenastu metrów, a następnie w niewytłumaczalny sposób podał piłkę do Fabiana Piaseckiego, który był ustawiony na szesnastym metrze, gdzie w promieniu kilkunastu metrów nie było ani jednego piłkarza Lechii. Piasecki zagrał do Maka, a ten ze spokojem trafił do bramki. No po prostu dramat.

Swoje dorzucił też Dusan Kuciak, który dwukrotnie (przy golach na 1:0 i 3:3) wyszedł daleko przed własną bramkę i wyraźnie ułatwił zadanie rywalom. Sztuką jest zostać przelobowanym dwukrotnie w jednym meczu w podobny sposób. Inna sprawa, że w Mielcu cała defensywa była dość elektryczna. Ewidentnie brakowało Michała Nalepy i Mario Malocy.

Stal Mielec - Lechia Gdańsk 3:3 (1:2)
Bramki: Sitek (13.), Tomasiewicz (66. - karny), Mak (77.) - Ilkay Durmus (37.), Terrazzino (45., 59.)

Stal: Strączek - Wrzesiński (19. Kościelny, 46. Czorbadżijski), de Amo, Matras, Żyro Ż, Getinger - Sitek (85. Szczutowski), Kort Ż (69. Hinokio), Tomasiewicz, Mak (86. Urbańczyk) - Piasecki Ż.

Lechia: Kuciak - Żukowski (82. Kałuziński), Kopacz, Tobers, Pietrzak - Ilkay Durmus, Makowski Ż, Kryeziu Ż (71. Kubicki), Terrazzino (82. Diabate), Conrado (71. Musolitin) - Flavio Paixao (71. Zwoliński).

źródło: własne

O AUTORZE
TG
Author: TG
Dziennikarz
Piszę o najbardziej utytułowanym klubie w Trójmieście ;)
Ostatnio napisane przez autora