Po nieprawdopodobnym meczu piłkarze Lechii zremisowali z Piastem Gliwice 2:2, choć do 87. minuty to goście prowadzili różnicą dwóch goli, a gra biało-zielonych kompletnie się nie układała. Kontakt złapał Łukasz Zwoliński, a do wyrównania w piątej minucie doliczonego czasu gry doprowadził Flavio Paixao. A żeby było bardziej dramatycznie, to Piast chwilę wcześniej miał rzut karny, ale fatalnie wykonał go Tomasz Jodłowiec.

Jeśli ktoś wyłączył mecz w 85. minucie, to ma czego żałować. Mieliście ku temu pełne prawo, bo gra Lechii totalnie się nie kleiła. Piast był dobrze zorganizowany w defensywie i biało-zieloni mieli olbrzymie problemy z wykreowaniem sytuacji strzeleckich. Dość powiedzieć, że w drugiej połowie Lechii w ofensywie praktycznie nie było. W końcówce jednak nastąpił nieprawdopodobny zryw biało-zielonych. Najpierw gola strzelił Łukasz Zwoliński, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry do wyrównania doprowadził Flavio Paixao, który pewnie wykonał rzut karny.

Portugalczyk zrobił to, czego nie potrafił zrobić Tomasz Jodłowiec trzy minuty wcześniej. Rezerwowy zawodnik Piasta strzelił lekko, w środek bramki i Dusan Kuciak nie miał problemów z interwencją. Goście mogą pluć sobie w brodę, ponieważ byli zespołem lepszym, sam Jakub Świerczok mógł pokusić się o hat-tricka, lecz z tylko sobie znanych powodów zakończył spotkanie bez strzelonego choćby jednego gola.

Kuciak zrehabilitował się natomiast za gola na 0:2, który ewidentnie trzeba zapisać na jego konto. Strzał Patryka Sokołowskiego z dystansu był mocny, natomiast Słowak nie miał prawa go przepuścić. Zlekceważył tę sytuację bez dwóch zdań.

DSC 2824

Piast od początku meczu był wyraźnie dłużej w posiadaniu piłki, Lechia natomiast czekała na swoją okazję w kontrataku. Przez długi czas biało-zieloni grali poprawnie w defensywie i nie popełniali błędów, ale tylko do pewnego momentu. W 29. minucie niewytłumaczalny błąd na własnej połowie popełnił chwalony dotychczas Bartosz Kopacz, a na poziomie Ekstraklasy takich pomyłek się nie wybacza. Prowadzenie gościom dał Dominik Steczyk, choć Dusan Kuciak robił, co mógł, by tak się nie stało. Po chwili w podobny sposób piłkę stracił Conrado, jednak Świerczok strzelił tylko w słupek.

Lechia? Obudziła się dopiero na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy. Wcześniej największe zagrożenie stwarzał Żarko Udovicić i jego dośrodkowania. Tak z gry, jak i ze stałych fragmentów. Wreszcie jednak w słupek strzelił Flavio Paixao, a następnie bramkarz Piasta w efektownym stylu obronił uderzenie głową Łukasza Zwolińskiego. Końcówca pierwszej części spotkania była lepsza w wykonaniu gdańszczan, lecz zabrakło postawienia kropki nad "i".

Tak jak w pierwszej połowie Lechia potrafiła zareagować na straconego gola, tak w drugiej była bezradna. Sytuacje? Jeśli jakieś były, to nie można ich nazwać dogodnymi. Raz ładnym strzałem z dystansu popisał się rezerwowy Jakub Kałuziński, poza tym było parę dośrodkowań, ale nie stworzyły większego zagrożenia. Frantisek Plach nie musiał się zbytnio napracować. Goście byli w tarapatach dopiero w końcówce, gdy nastąpił nieprawdopodobny zryw podopiecznych Piotra Stokowca.

Lechia Gdańsk - Piast Gliwice 2:2 (0:1)
Bramki: Zwoliński (87.), Flavio Paixao (90.) - Steczyk (29.), Sokołowski (48.)

Lechia: Kuciak - Fila (78. Musolitin), Maloca, Kopacz Ż, Conrado (73. Żukowski) - Zwoliński, Biegański (46. Kałuziński), Kubicki, Gajos (64. Pietrzak), Udovicić (64. Ceesay) - Flavio Paixao.

Piast: Plach - Rymaniak (10. Konczkowski), Huk, Malarczyk, Holubek - Badia (57. Vida), Sokołowski, Lipski Ż, Chrapek (57. Jodłowiec), Steczyk - Świerczok (79. Żyro). 

lechia piast11

źródło: własne