Po dramatycznym, pełnym zwrotów akcji finale Pucharu Polski piłkarze Lechii przegrali po dogrywce z Cracovią 2:3. Antybohaterem został Mario Maloca, który w podstawowym czasie gry osłabił swój zespół przez idiotyczną czerwoną kartkę. Gdańszczanie w dogrywce czekali na rzuty karne, jednak w 117. minucie krakowianie strzelili decydującego gola.

To aż niewiarygodne, że mimo tylu znakomitych okazji Lechia nie potrafiła "zamknąć" tego meczu i ostatecznie nie zdobyła drugiego z rzędu trofeum. Po raz kolejny natomiast sprawdziła się jednak stara piłkarska zasada, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Oczywiście wynikało to z nastawienia Cracovii w drugiej połowie, która od 46. minuty rzuciła się do odrabiania strat. Krakowianie zastosowali zdecydowanie wyższy i dużo bardziej agresywny pressing, co sprawiało, że obrona Lechii w wielu momentach po prostu głupiała. O ile jeszcze można jednak w jakiś sposób zrozumieć serię pomyłek całej drużyny biało-zielonych przy golu Pelle van Amersfoorta na 1:1, o tyle kompletnie nie mamy pojęcia dlaczego w najważniejszym meczu sezonu zawiódł Mario Maloca. Generał. Jeden z szefów defensywy. Chorwat zachował się idiotycznie, kopnął przeciwnika i wyleciał z boiska z bezpośrednią czerwoną kartką. 

Ale nawet grająca w osłabieniu Lechia potrafiła po raz kolejny wyjść na prowadzenie. Zrobił to - prosimy nie regulować odbiorników - wprowadzony na boisko w drugiej połowie Patryk Lipski. Precyzyjne uderzenie głową na dalszy słupek. Szał radości w sektorze zajmowanym przez kibiców z Gdańska, bo wydawało się, że tylko parę minut dzieli biało-zielonych od drugiego z rzędu zwycięstwa w Pucharze Polski.

No właśnie... wydawało się. Brak koncentracji? Rozluźnienie? Być może. Na pewno jednak brak krycia. Żaden z piłkarzy Lechii nie zainteresował się bowiem Davidem Jablonskym po rzucie rożnym. Kolejna trudna do racjonalnego wytłumaczenia rzecz w tym spotkaniu. Grasz w osłabieniu, mimo to wychodzisz na prowadzenie w najważniejszym meczu sezonu na kilka minut przed końcem i dzieje się coś takiego.

Nie potrafimy tego wytłumaczyć, bo w pierwszej połowie gdańszczanie grali wręcz koncertowo. Dobra organizacja gry w obronie, agresywność, wysoki pressing. Do tego oczywiście jakość w ofensywie, choć oczywiście szwankowało najważniejsze, czyli skuteczność. Do przerwy padła tylko jedna bramka, której autorem był Omran Haydary. Co ciekawe, asystę zaliczył Żarko Udovicić, a więc akcję bramkową przeprowadzili piłkarze, którzy przecież jeszcze miesiąc temu nie byli nawet brani pod uwagę w kontekście kadry meczowej. Później Żarko miał jeszcze świetną okazję, ale wyszedł "brak" prawej nogi. To powinno być 2:0, a tak mecz cały czas był otwarty. 

W ogóle był to jeden z lepszych finałów Pucharu Polski w ostatnich latach. Sporo bramek, czerwona kartka, niewykorzystane sytuacje. Nie było to senne 1:0 jak przed rokiem, ale pełne emocji widowisko. Tym razem do rozstrzygnięcia nie wystarczyło 90 minut (choć niewiele brakowało, bo w jednej z ostatnich akcji Conrado upadł w polu karnym Cracovii i wydawało się, że będziemy mieli "jedenastkę", natomiast powtórki pokazały, że o przewinieniu nie było mowy). 

Mieliśmy więc dogrywkę. Lechia ograniczyła się już wtedy do przeszkadzania, wybijania piłek byle dalej od własnej bramki. Z kolei Cracovia praktycznie cały czas miała futbolówkę w posiadaniu, ale poza strzałami z dystansu niewiele z tego wynikało. Gdańszczanie robili co mogli, żeby dotrwać do konkursu rzutów karnych, ale w 117. minucie Cracovia dopięła swego i strzeliła trzeciego, jak się później okazało, zwycięskiego gola.

Lechia nie była gorsza, ale wszystko posypało się w momencie, gdy z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Rafał Pietrzak. Potem wszystko spotęgowało jeszcze wykluczenie Malocy.

Cracovia - Lechia Gdańsk 3:2 (0:1)
Bramki: van Amersfoort (65.), Jablonsky (88.), Wdowiak (117.) - Haydary (21.), Lipski (85.)

Cracovia: Hrosso - Pestka Ż, Jablonsky, Helik, Rapa - Wdowiak Ż, van Amersfoort, Loshaj (113. Dimun), Fiolić (120. Dytjatiew), Hanca (119. Siplak) - Rafael Lopes (82. Vestenicky).

Lechia: Alomerović Ż - Fila, Nalepa Ż, Maloca CZ, Pietrzak (53. Conrado Ż) - Haydary (83. Lipski Ż), Makowski, Kubicki Ż, Gajos (71. Zwoliński), Udovicić - Flavio Paixao (107. Kryeziu). 

 

 

źródło: własne