Dwie bramki rezerwowego Łukasza Zwolińskiego pozwoliły Lechii wygrać na trudnym terenie w Białymstoku 2:1. W pierwszej połowie zdecydowanie lepsi byli gospodarze, w drugiej natomiast gdańszczanie zdecydowanie zdominowali to spotkanie. To trzecia wygrana biało-zielonych w grupie mistrzowskiej, dzięki której strata do drugiego Piasta Gliwice wynosi już zaledwie dwa punkty!

W zasadzie powinniśmy zacząć tę relację od 46. minuty, bo dopiero wtedy Lechia zameldowała się na boisku w Białymstoku. W pierwszej połowie biało-zieloni w zasadzie nie istnieli, bo - umówmy się - niecelny strzał głową Michała Nalepy i zmarnowana (przez złe przyjęcie) świetna sytuacja Jaroslava Mihalika, to trochę mało jak na zespół, który bije się o europejskie puchary.

Poza tym można było wyłącznie narzekać i to w dużej mierze na postawę formacji obronnej.

Narzekaliśmy na Mario Malocę po meczu z Cracovią? Narzekaliśmy, to prawda. Natomiast w w pierwszej połowie w Białymstoku ewidentnie go brakowało. Jeśli ktoś myślał, że młody Kristers Tobers wejdzie w buty "Generała" i wspólnie z Michałem Nalepą pokieruje defensywą Lechii, to musiał być bardzo naiwny. Łotysz grał kiepsko w pierwszej połowie, źle się ustawiał, gubił krycie, w prosty sposób tracił piłkę. Był tak elektryczny, że gdyby obok niego przechodził ktoś z telefonem, bez problemu mógłby go naładować. Błąd za błędem, natomiast oczywiście to nie tak, że czepiamy się tylko niego, bo cała obrona biało-zielonych była dość, nazwijmy to, niepewna. Najlepszy przykład mieliśmy w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, gdy kolejny raz tego dnia Maciej Makuszewski miał mnóstwo miejsca, żeby dośrodkować. O ile wcześniejsze próby były nieudane, o tyle ta konkretna okazała się dla Lechii zabójcza. Makuszewski wrzucił, Jakov Puljić strzelił głową i gospodarze objęli w pełni zasłużone prowadzenie. To był najniższy wymiar kary, ponieważ Jagiellonia w całej pierwszej połowie mogła zdobyć przynajmniej dwa gole więcej.

Trener Piotr Stokowiec dostrzegł, że trzeba coś zmienić i już od 46. minuty posłał w bój Kenny Saiefa oraz Łukasza Zwolińskiego. Powiedzieć, że szkoleniowiec miał nosa, to jak nic nie powiedzieć, bo Zwoliński już w pierwszym kontakcie z piłką strzelił gola, doprowadzając do remisu. Trafienie efektowne, z powietrza, trochę w stylu karate. Dłonie same składały się do oklasków.

Właściwie oklaskiwać można było cały zespół Lechii za postawę w drugiej połowie. Gdańszczanie zagrali rewelacyjnie, w żadnym stopniu nie przypominając tego czegoś, co miało miejsce przed przerwą. Zmiany wniosły sporo ożywienia w poczynania biało-zielonych, ale pozwólcie, że skupimy się na Zwolińskim, bo to on finalnie został bohaterem.

Na kwadrans przed końcem Zwoliński trafił do siatki po raz trzeci tego dnia, natomiast to trafienie dało Lechii prowadzenie 2:1. Wszystko dlatego, że we wcześniejszej sytuacji napastnik Lechii był na spalonym. Minimalnym, potrzebna była interwencja VAR, ale trudno polemizować. W jednej z następnych akcji Zwoliński mógł strzelić ponownie, ale tym razem fatalnie spudłował, zabierając asystę Karolowi Fili. 27-latek pokazał jednak, że jest mocny psychicznie, wyrzucił z głowy zarówno to pudło, jak i nieuznanego gola i ostatecznie jego druga bramka dała gdańszczanom trzecie zwycięstwo w grupie mistrzowskiej.

Będziemy jednak sprawiedliwi i musimy pochwalić Tobersa za jego postawę w drugiej połowie. Nie załamał się, zacisnął zęby i oglądaliśmy zupełnie innego piłkarza. Z minuty na minutę był coraz bardziej pewny siebie. Szacunek, bo nie jeden młodziak by nie wytrzymał psychicznie po tak złej pierwszej części spotkania. Do tego Łotysz w ostatniej minucie doliczonego czasu gry wybił piłkę z linii bramkowej. Gdyby nie on, byłby remis.

Po wygranej w Białymstoku Lechia ma tylko dwa punkty straty do wicelidera - Piasta Gliwice.

Jagiellonia Białystok - Lechia Gdańsk 1:2 (1:0)
Bramki: Puljić (45.) - Zwoliński (47., 74.)

Jagiellonia: Węglarz - Kadlec (78. Přikryl), Runje, Arsenić, Wójcicki - Makuszewski, Romanczuk Ż, Pospisil, Jesus Imaz (72. Borysiuk), Mystkowski (75. Wdowik) - Puljić.

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Tobers, Pietrzak - Mihalik (46. Saief), Makowski, Kubicki, Gajos (46. Zwoliński), Ze Gomes (69. Conrado) - Flavio Paixao. 

źródło: własne