To było popisowe 90 minut w wykonaniu Lechii. Co prawda na pierwszego gola przyszło nam czekać aż do 41. minuty, ale jak już wpadło, to poszło. Trener Tomasz Kaczmarek mówił, że chce, aby jego zespół zdominował to spotkanie i tak rzeczywiście było. Gdańszczanie utrzymywali się przy piłce przez blisko 70 proc. czasu gry. Atakowali, stwarzali kolejne sytuacje. Gdy już złapali rywala za gardło, to nie puścili do samego końca.

Taki zespół Lechii aż chce się oglądać. Żadnego murowania dostępu do własnej bramki, tylko nieustanna gra do przodu. Lechia zagrała Górnikowi piłkę i grała sobie swój własny mecz. Co prawda Górnik od 35. minuty grał w osłabieniu po czerwonej kartce dla Janusza Gola, ale nie miało to żadnego wpływu na obraz gry. Lechia była zdecydowanie lepsza od swojego rywala, gdy było po jedenastu zawodników na boisku. W przewadze ta różnica była jeszcze bardziej widoczna.

Pierwszego gola po rzucie rożnym strzelił Łukasz Zwoliński, potem poprawił Flavio Paixao, ale na fajerwerki przyszło nam czekać do drugiej połowy. Bramka na 3:0 to była czysta poezja. Kilka podań na jeden kontakt, świetne zagranie Flavio do Kacpra Sezonienki, który mógł cieszyć się z pierwszego w karierze gola w Ekstraklasie. Dzieła zniszczenia dopełnił Portugalczyk, dobijając uderzenie Ilkaya Durmusa.

Górnik Łęczna - Lechia Gdańsk 0:4 (0:2)
Bramki: Zwoliński (41.), Flavio Paixao (44., 71.), Sezonienko (55.)

Górnik: Gostomski - Orłowski, Baranowski, Pajnowski, Leandro (46. Dziwniel) - Wędrychowski Ż (46. Szcześniak), Drewniak, Gol Ż Ż CZ, Gąska (58. Kalinkowski), Lokilo (46. Krykun) - Wojciechowski (46. Mak).

Lechia: Kuciak - Kopacz, Nalepa, Maloca (68. Żukowski), Conrado - Ilkay Durmus, Kubicki (61. Kryeziu), Gajos, Flavio Paixao (74. Zjawiński), Sezonienko Ż - Zwoliński (68. Diabate).

źródło: własne