To było żenujące. Antyfutbol. Po skandalicznym występie piłkarze Lechii przegrali z pierwszoligową Puszczą Niepołomice 1:3 i odpadli z rozgrywek Fortuna Pucharu Polski na etapie 1/8 finału.

Trudno o jakiekolwiek pozytywy. Nie ma absolutnie wytłumaczenia zarówno dla piłkarzy, jak i trenera Piotra Stokowca. Porażka z niżej notowanym rywalem jest niedopuszczalna. Mówimy o skandalu, kompromitacji. 

Bo czy Lechia zerwała się do ataku po golu na 3:1? Wolne żarty. Owszem, gdańszczanom zaczęło się spieszyć, natomiast nic z tego nie wynikało. Puszcza broniła się bardzo dobrze, jej piłkarze grali z dużym zaangażowaniem, walczyli o każdy centymetr boiska. Tego samego nie można powiedzieć o przyjezdnych. Wygrana Puszczy jest w pełni zasłużona.

Nie rozumiemy jakim prawem Lechia tak to się potoczyło. Mecz rozpoczął się przecież idealnie, bo już na początku Joseph Ceesay dał biało-zielonym prowadzenie. Generalnie pierwszy kwadrans wyglądał całkiem obiecująco, natomiast później ktoś jakby zaciągnął hamulec ręczny. Nie potrafiliśmy pojąć jak Lechia mogła się cofnąć w meczu z Wartą Poznań i szukać swojej szansy w kontrataku, ale jeszcze bardziej nie pojmujemy dlaczego gdańszczanie przestali atakować pierwszoligowy zespół Puszczy. Pobudzeniem miała być stracona bramka? Nic z tych rzeczy. Obraz gry i wtedy nie uległ zmianie. Oczywiście, Lechia miała optyczną przewagę, jednak z minuty na minutę coraz lepiej prezentowali się "gospodarze". Ich plan był dość prosty, szukać stałych fragmentów gry i wybijać z rytmu ekipę Lechii. I to się udawało.

Puszcza była niezwykle konkretna. Nie oddawała w tym meczu wielu strzałów, ale jeśli już to robiła, to było groźnie. Najpierw niewytłumaczalny błąd defensywy Lechii wykorzystał Hubert Tomalski (pokazał jak powinno się finalizować akcję w sytuacji sam na sam, prawda panie Ceesay?), a parę minut później atomowym strzałem zza pola karnego popisał się Erik Cikos. Pozamiatane.

Trener Stokowiec przeprowadzał kolejne ofensywne zmiany, ale w żaden sposób nie wpłynęły one na wydarzenia na boisku. Jaki był plan przy wyniku 1:3? Wrzutki, wrzutki, a jeśli się nie dało, to wrzutki. Czy to było dwadzieścia metrów czy pięćdziesiąt - non stop dośrodkowania. Każdy wiedział, że nie ma to żadnego sensu, ale Lechia i tak nie zmieniała stylu gry. Tak jak był marazm, tak pozostał do końca. W końcówce Maciej Gajos w dogodnej sytuacji strzelił w okolice Katowic, a po chwili Conrado w swoim stylu walnął prosto w bramkarza.

Okazuje się, że strata punktów z Jagiellonią Białystok i Wartą Poznań nie była przypadkowa. Taka jest po prostu obecna siła Lechii. I to jest przykre.

Puszcza Niepołomice - Lechia Gdańsk 3:1 (1:1)
Bramki: Nalepa (17. - samobójcza), Tomalski (54.), Cikos (62.) - Ceesay (3.)

Puszcza: Kobylak - Cikos, Czarny, Stefanik, Mikołajczyk - Knap (79. Klec Ż), Stępień, Serafin Ż, Tomalski (90. Spławski), Górski (68. Pięczek) - Kobusiński (68. Radionow).

Lechia: Kuciak - Fila Ż, Kopacz, Nalepa, Pietrzak - Ceesay (63. Conrado), Makowski, Kubicki, Kałuziński (55. Gajos), Udovicić (55. Żukowski) - Arak (63. Flavio Paixao). 

 

 

źródło:  własne