Wpisz wstęp na minimum dwa zdania. Lechia przegrała po dogrywce z Brøndby IF 1:4 i ostatecznie odpadła z eliminacji do Ligi Europy. Biało-zielonych pogrążył Jesper Lindstrøm, strzelec dwóch goli w dogrywce.

Do 15. minuty (a więc do momentu straty gola) Lechia grała nieźle. Gdańszczanie byli odważni, wychodzili do rywala wysokim pressingiem i potrafili stwarzać sobie sytuacje do strzelenia bramki, natomiast ponownie brakowało, nawet nie tyle wykończenia, co ostatniego podania. Były akcje na jeden lub dwa kontakty, były rajdy bocznych obrońców, ale co z tego, skoro na koniec był albo zły wybór albo niedokładne podanie.

Gospodarze natomiast się nie patyczkowali. Widać było, że trener nakazał im strzelać z każdej pozycji. I tych uderzeń było mnóstwo. Czasem efekt był wręcz komiczny, ale po jednej z prób mieliśmy rzut rożny, po którym Paulus Arajuuri z łatwością wepchnął futbolówkę do siatki. Jest to o tyle bolesne, że gol padł po stałym fragmencie gry. Po tej sytuacji Duńczycy wyraźnie nabrali wiatru w żagle i można powiedzieć, że zdominowali Lechię. Spora w tym wina środkowych pomocników, którzy notorycznie tracili piłkę i poniekąd napędzali swoich rywali. Wynik mógł być nawet wyższy, ale albo na wysokości zadania stawał Dusan Kuciak albo ratowała go poprzeczka.

Lechia miała tak naprawdę jedną szansę, która powinna zakończyć się golem. Tam zagrało niemal wszystko. Było dobre dośrodkowanie, było wyjście na pozycję, lecz strzał z paru metrów Lukasa Haraslina był zbyt lekki i w dodatek w okolice środka bramki. Była też kontrowersja w pierwszej połowie, gdy przewracany w polu karnym był Flavio Paixao, jednak sędzia przewinienia się nie dopatrzył.

Wynik 1:0 determinował bardziej ofensywną grę biało-zielonych po przerwie. I momentalnie mógł być remis, jednak po błędzie miejscowej defensywy zablokowany został Flavio. To zemściło się parę minut później - płaskie dośrodkowanie z prawej strony i Kamil Wilczek pokonujący Kuciaka. W tym momencie gdańszczanie potrzebowali bramki, by doprowadzić przynajmniej do dogrywki. I w 67. minucie dopięli swego. Wrzutka wprowadzonego nieco wcześniej Sławomira Peszki i Flavio strzałem głową z bliska tym razem zrobił to, czego od niego oczekiwaliśmy. 

To wyraźnie pobudziło Lechię, która próbowała pójść za ciosem. Mieliśmy podobny mecz do tego sprzed tygodnia. Piotr Stokowiec skakał przy linii bocznej, choćby wtedy, gdy Arajuuri zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Wydawało się, że to stuprocentowa "jedenastka", a arbiter ponownie nie użył gwizdka. Lechia cisnęła, natomiast brakowało konkretów. Nie zabrakło natomiast kolejnego błędu w obronie. Tym razem zaspał Karol Fila, totalnie gubiąc krycie, co skrzętnie wykorzystał Jesper Lindstrøm. Później Kuciak odbił jeszcze potężny strzał na słupek, a w drugiej połowie dogrywki nie dał się pokonać w sytuacji sam na sam. Brøndby wykorzystywało straty Lechii w środku pola. Gdańszczanie nie mieli już nic do stracenia i co chwilę nadziewali się na kontry i w jednej z ostatnich akcji strzelili bramkę pieczętującą ich awans.

Czego zabrakło? Lepszej skuteczności. Szczególnie przed tygodniem. 

Brøndby IF - Lechia Gdańsk 4:1 (1:0, 1:1, 1:0, 1:0)
Bramki: Arajuuri (15.),  Wilczek (53.), Lindstrøm (94., 118.) - Flavio Paixao (67.)

Brøndby: Schwäbe - Mensah, Hermannsson, Arajuuri, Jung Ż - Radošević, Vigen (78. Börkeeiet Ż), Kaiser - Hedlund (90. Lindstrøm), Wilczek, Tibbling (70. Uhre Ż).

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović Ż - Haraslin (96. Wolski), Makowski, Łukasik (57. Gajos), Lipski, Udovicić (57. Peszko Ż) - Flavio Paixao (97. Sobiech).

źródło: własne