Jagiellonia Białystok przerwała passę czterech kolejnych zwycięstw Lechii i wygrała na własnym stadionie z gdańszczanami 3:0. Ci spisali się na Podlasiu bardzo słabo.

Lechii tego wieczora nic nie wychodziło. Można się oszukiwać, natomiast zwycięstwo Jagiellonii jest w pełni zasłużone. I w sumie gdańszczanie mogą się cieszyć, że przegrali zaledwie różnicą trzech goli.

Już od pierwszych minut było jasne, że Lechia nie będzie miała w Białymstoku łatwo, bo gospodarze zaczęli spotkanie z ogromną werwą, zepchnęli biało-zielonych do głębokiej defensywy, a jeśli nawet tracili piłkę, to po chwili natychmiast ją odbierali. Patrząc na ostatnie kolejki, za Jagiellonią nic nie przemawiało, natomiast widać, że zmiana trenera (nawet na tymczasowego) przyniosła efekty. To był szturm w początkowej fazie spotkania, jednak brakowało wykończenia lub ostatniego podania. Pech chciał, że Lechia w końcu gola straciła, a stało się to tuż przed przerwą. I to w najmniej spodziewanym momencie, bo po rzucie rożnym. Trudno nam zrozumieć jak mierzący 174 centymetry wzrostu wygrywa pojedynek w powietrzu z rosłymi obrońcami Lechii. Ale cóż, stało się. Prowadzenie Jagiellonii do przerwy było w pełni zasłużone. Trzeba przyznać, że solidnie na to zapracowała.

Gdańszczanie w pierwszej połowie zaprezentowali się dość przeciętnie, poza pojedynczymi próbami z dystansu nie stworzyli większego zagrożenia pod bramką Grzegorza Sandomierskiego. Razić w oczy mogły natomiast straty w środkowej strefie boiska, które napędzały Jagiellonię. Na domiar złego po nieco ponad pół godzinie gry boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Karol Fila.

Po przerwie trener Piotr Stokowiec robił, co mógł. Dokonał kolejnych zmian, jednak nie przyniosły one spodziewanych efektów. Dość powiedzieć, ze obraz gry specjalnie się nie zmienił. Dalej to Jagiellonia była stroną przeważającą i bliżej było gola na 2:0 niż tego dającego remis Lechii. Biało-zieloni w drugiej połowie w dalszym ciągu mieli problem ze skonstruowaniem składnej akcji, ponadto wciąż oglądaliśmy przerażające wręcz straty piłki - nawet na własnej połowie. Akcje środkiem? Szybko kasowane przez Jagiellonię? Boczne sektory? Dośrodkowanie w ręce bramkarza. Nic nie wychodziło tego dnia przyjezdnym.

Co innego gospodarze, którzy na około dziesięć minut przed końcem podwyższyli prowadzenie. Po raz drugi tego dnia Zlatana Alomerovicia pokonał Jesus Imaz. Tym razem z rzutu karnego, sprokurowanego przez Mario Malocę. Sędzia Mariusz Złotek po wideoweryfikacji nie miał żadnych wątpliwości i wskazał na jedenasty metr. Nie był to ostatni gol gospodarzy tego wieczora, którzy w samej końcówce po kontrataku podwyższyli prowadzenie. 

Jagiellonia Białystok - Lechia Gdańsk 3:0 (1:0)
Bramki: Jesus Imaz (44., 82. - karny), Prikryl (90.)

Jagiellonia: Sandomierski - Kadlec, Arsenić, Kwiecień Ż, Guilherme - Prikryl Ż (90. Savković), Pospisil, Romanczuk, Jesus Imaz, Bida (90. Toporkiewicz) - Klimala Ż (75. Juan Camara).

Lechia: Alomerović - Fila (33. Łukasik), Nalepa, Maloca Ż, Mladenović Ż - Haraslin, Makowski, Lipski, Flavio Paixao, Wolski Ż (76. Arak) - Sobiech Ż (61. Peszko). 

źródło: własne