Lechia Gdańsk przegrała z Puszczą Niepołomice 0:2 w spotkaniu 22. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Po meczu Bogdan Wjunnyk wypowiedział się na temat jego przebiegu, planu Biało-Zielonych na to starcie, a także skomentował warunki, jakie narzucili goście. - To było po prostu jakieś rugby - nie przebierał w słowach napastnik.
Ukrainiec był bardzo rozczarowany porażką i tym, jak wyglądał mecz. - Myślę, że po takich meczach lepiej nie mówić dużo - stwierdził. - Ja nie wiem, jak to wyglądało z trybun, ale na boisku to było po prostu jakieś rugby. Nie chciałbym mówić za dużo, ale to nie była piłka. Puszcza przyjechała, żeby grać siłowo, nie było w ich grze kontroli. Dwa, trzy podania, długa piłka i walka - opisywał.
Napastnik został też zapytany o to, jaki był plan na zneutralizowanie stylu gry gości. - Przed meczem oglądaliśmy ich wcześniejsze spotkania - zdradził. - Nie rozumiem, jak można wrzucać auty z połowy boiska. Pozytywem było to, że chociaż Puszcza chciała wygrać na naszym boisku, to my prowadziliśmy grę. Myślę, że przez wiele minut mieliśmy kontrolę, ale oczywiście ciężko jest grać, kiedy dziesięciu rywali cały czas wykopuje piłkę. Gramy już lepiej, ale nie mogliśmy tego dzisiaj pokazać, bo zaangażowaliśmy się w walkę z Puszczą - ocenił.
Jednocześnie Wjunnyk przyznał, że Lechia powinna była wykorzystać swoje szanse, które mimo wszystko się pojawiły. - Oczywiście, powinniśmy rozmawiać tylko o nas - mówił. - Powinniśmy strzelać więcej bramek, żeby wygrywać takie mecze - dodał. Skomentował też początek potyczki, który był zupełnie inny od energicznych otwarć, które stały się znakiem firmowym Lechii w rundzie wiosennej. - Ja przed meczem myślałem, że jeżeli to oni rozpoczną grę, pójdą szturmem na naszą bramkę - powiedział. - Potem czekaliśmy, żeby odebrać piłkę, ale gratuluję Puszczy trzech punktów. Nic więcej nie mogę powiedzieć - zaznaczył.
Pojawił się także temat tego, że starcie z zespołem z Niepołomic było wymagające fizycznie, co przyznał chociażby John Carver na konferencji pomeczowej, twierdząc, że zawodnicy pokroju Camilo Meny powinni być lepiej chronieni. - Tak jak już mówiłem na początku, nie chciałbym za dużo mówić, bo za duże emocje teraz, a tym bardziej po przegranym meczu - podkreślał snajper. - Camilo idzie z piłką 10 razy i za każdym razem jest kopany. Nie ma z tego drugiej żółtej kartki ani nic, nie rozumiem tego. Było ciężko. Jeden skok do piłki kosztuje pewnie tyle, co 3 minuty biegania - opowiadał.
Sporo kontrowersji wzbudziła również nieuznana bramka, której autorem był właśnie napastnik z Ukrainy. Według arbitra Kwiatkowskiego Maksym Chłań był na spalonym w momencie podania od Bogdana. - Widziałem na powtórce, że kiedy biegłem z piłką, dwa razy oglądałem się na Maksa, żeby sprawdzić, czy nie jest na spalonym - opisywał Wjunnyk. - Na powtórkach widzieliśmy, że przy moim podaniu nie było spalonego - zaznaczył.
Na zakończenie padło pytanie o to, jak porażka wpłynęła na drużynę. - Wszyscy byli bardzo źli na dzisiejszy mecz i trener powiedział, żebyśmy podnieśli głowy do góry - zdradził snajper. - Jutro będzie dzień wolny, a potem zaczniemy szykować się na Raków, żeby wygrać ten mecz - zapowiedział.
źródło: własne