Stadion Narodowy. Trybuny zajęte. W szatni przygotowują się na pierwszy gwizdek piłkarze obu finalistów tegorocznej edycji Pucharu Polski.

Trybuny pełne, ale atmosfera piknikowa, bo z jednej strony kibice z Warszawy, z drugiej piknik kibiców ze stolicy, a na murawie? Zawisza i Zagłębie.

PZPN zapewniło ostatnio kibiców, że finał zostanie zorganizowany jak mecz na poziomie Ligi Mistrzów. Pierwszy aspekt który daje podstawy do takiego myślenia to stadion. Po perypetiach z finałami tego turnieju, w końcu tak ważny mecz trafi tam gdzie jego miejsce, na Narodowy. Wcześniejsze finały? 2012/13 niedorzeczny na polskie warunki dwumecz, 11/12 finał w Kielcach, 10/11 w Bydgoszczy, wcześniej znów w Bydgoszczy, Chorzowie, Bełchatowie...

Puchar Polski to na krajowy zasięg najważniejsza impreza pod wodzą PZPN. Impreza która miała cieszyć się prestiżem i zainteresowaniem. Tylko realnie? Gdy odbywała się przy 10, 16, 12 tysiącach widzów? Nie wspominam tutaj dwumeczu, bo to działało na innych prawach. Można więc oddać chwałę Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Dziękujemy, jednak to taka „oczywista oczywistość”, więc kamień spada mi z serca, że w końcu trafia finał na Stadion Narodowy.

Arenę spotkania mamy, ale kwintesencją polskiej patologi futbolu jest konflikt Osuch – kibice. Powiem jak pan Boniek, mnie ich małe wojenki nie obchodzą. Nie wyobrażam sobie, żeby ominąć potencjalnie pierwszy, historyczny puchar mojej drużyny. Dlaczego? Bo prezes mi się nie podoba. Pamiętam fragment z filmu „Gol” trener Newcastle powiedział swojemu zawodnikowi że gra dla tego herbu z przodu, a nie dla nazwiska z tyłu. To samo tyczy się kibiców. Prezes kiedyś odejdzie, piłkarze odejdą, triumfy mogą minąć, ale wstyd byłoby wspomnieć swojemu dzieciakowi za parę lat, że gdy Zawisza pierwszy raz w historii zdobyła Puchar Polski, jak z fochem siedziałem w Bydgoszczy, na kanapie. W tej całej sytuacji zadowolony jestem z postawy Zbigniewa Bońka. Jego zapewnienie, że nie da się wciągnąć w te małe wojenki i to strata kibiców Zawiszy i Zagłębia. Wierzę, może teraz fantazjuję, że kibiców nie zabraknie mimo to. Wydarzenie spore, a kibic futbolu czasem potrafi być elastyczny.

Pozbierajmy fakty. 2 maja odbędzie się wielkie piłkarskie święto. Na murawie wystąpią dwie żądne triumfu ekipy. Dla niektórych piłkarzy będzie to pierwsze trofeum w zawodowej piłce. Walczyć będą o prestiż, szacunek i pieniądze z europejskich pucharów w przyszłym sezonie. Nie ważne czy przyjdzie pan X, wielki od lat oddany kibic Zawiszy, czy focha będzie miał pan Y, największa legenda trybun z Zagłębia. Prawdziwego kibica zobaczysz na trybunie bez względu na to jaki wynik, jaka liga, jaki trener i jaki prezes. Czekam z zainteresowaniem na to święto futbolu na Narodowym. Ciekawe czy zobaczymy tą obiecaną atmosferę Champions League...