Są historie z pięknym, bądź nieco gorszym zakończeniem, te gdzie wszyscy są szczęśliwi, albo te gdzie wszystko kończy się dramatycznie.

Czasem, gdy los jednak się nudzi, tworzy życie pełne dziwnych wydarzeń i nieporozumień. Kto jest wśród tych którzy złapali się na to ostatnie?

Mój pierwszy wywiad, stres, drżenie rąk. Spotkać miałem się z kimś, kogo właśnie powołano do kadry, spotkać się z bramkarzem którego oglądałem tylko z trybun, albo ekranu telewizora. Zimowa aura dawała po sobie znać, a ja przyglądając się treningowi czekałem na spotkanie. Przyglądałem się ludziom, którzy byli dla mnie wtedy bohaterami. Myślami byłem gdzie indziej, nerwy obezwładniły mną bez reszty. Podszedł, rzecz jasna mój wzrok skierowany był w stronę nieba. Raczej oczywiste było, że taki szczyl jak ja, nie jest raczej doświadczony na tym polu, teraz sądzę, że sam to zauważył. Stres jednak zniknął, a ja mogłem być dumny z mojego pierwszego w życiu wywiadu. Sebastian Małkowski, rozmawiał dla Lechia.net.

Powołanie spadło na Sebastiana jak grom z jasnego nieba. Franek testował kolejnych zdolnych młodych piłkarzy, jednak testowanie młodego ligowca na pozycji bramkarza, to niewątpliwie było zaskoczenie. Wywalczone dopiero co miejsce w składzie w pojedynku z Pawłem Kapsą, a chwilę później perspektywa gry z orzełkiem na piersi. Kariera rozwijała się pomyślnie. Ba! Progres był ponad oczekiwania. Wywiady, artykuły, zainteresowanie wzrosło, a zawodnik nie dawał po sobie znać, że coś się zmieniło.

Piątek wieczór, 25 marca 2011, Polska reprezentacja właśnie zmierzyć ma się z reprezentacją Litwy. Na boisko w pierwszej jedenastce wychodzi zawodnik zespołu z Gdańska, dziesiąty w historii dostąpi tego zaszczytu. Kibice wypatrują wzrok na debiutanta. Jednak w tym meczu zawodzi cała linia obrony, wraz z Małkowskim. Występuje 90 minut dwukrotnie wyjmując piłkę z siatki, w 18 i 29 minucie. Polska przegrywa, a Sebastian nie mógł zaliczyć debiutu do udanych. Jak się później okazało, będzie to jedyny dotąd występ bramkarza w reprezentacji. Kibice nie byli delikatni, jednak jak sam się zresztą później przekonał była to jedynie przystawka przed prawdziwym pokazem siły kibicowskiego odzewu.

Grał dalej, ale poziom zaczął spadać, na bramce występowały takie nazwiska jak Pawłowski, Buchalik (teraz też Bąk, Kaniecki). Coś nie szło, jednak nie było zastrzeżeń do poczynań tego zawodnika. Swoje dwie minuty w mediach na nowo przyszły, jak sądzę, jednak nie o takich bramkarz ten marzył...

Facebook, bank informacji, idealny środek komunikacji i miejsce wielu złych decyzji. Minął rok od powołania od trenera Smudy. Lechia przebywała na zgrupowaniu w Turcji. Jak to zwykle bywa spędza się ten okres w całodniowym towarzystwie kompanów z drużyny. Brak rodziny, znajomych daje swoje znaki, to oczywiste. Jednak czasem dopada człowieka frustracja, a sztuką jak widać zbyt trudną dla Sebastiana było ją pokonać. Wpis na wspomnianym facebooku którego autorem był bramkarz, przechwyciły w okamgnieniu wszystkie media sportowe w kraju, mówił tam w dość ostrych słowach o tęsknocie do dzieci i żony i jego złości w związku z przedłużającym się pobytem w Turcji. Można gdybać, co by było gdyby nie było tam tak ostrych słów, gdyby miał bardziej prywatny profil itp. jednak wpis Małkowskiego w najbliższych dniach stał się jego przekleństwem.

Profil Sebastiana Małkowskiego

Media przechwyciły, a kibice oburzyli. Niezbyt uprzejme komentarze do Sebastiana, musiały ciążyć na nim przez długi czas, jednak poszedł po rozum do głowy i przeprosił za swoje słowa. Wstał, otrzepał się z kurzu i pracował dalej. Były kontuzje, dzięki czemu również parę typów meczowych trafiło do naszego serwisu, ale żyło się dalej, upragniona forma jednak nie wracała.

Kariera dalej chwiejnym krokiem, szła naprzód, kolejni trenerzy, zawodnicy, a Małkowski, raz na bramce, raz na ławce. W końcu przyszedł dzień dzisiejszy, przeglądając najświeższe wiadomości dostałem się do informacji o poszukiwaniu klubu dla bramkarza Lechii Gdańsk. Wypożyczenie mimo zapewnień bramkarza, może okazać się końcem kariery Małkowskiego w Gdańsku. Liczyć trzeba jednak na to, że to debiut w przegranym meczu z Litwą nie był szczytem ambicji zawodnika i znów zobaczymy grającego na dobrym poziomie między słupkami na stadionach ekstraklasy Sebastiana Małkowskiego. Zostaje nam życzyć Sebastianowi powrotu do formy z sprzed debiutu w kadrze.