Zapraszamy do przeczytania rozmowy dziennikarza serwisu trojmiasto.sport.pl z byłym piłkarzem Lechii Gdańsk Pawłem Pęczakiem.

Zastanawiałem się, jakiego typu osobowości brakuje w szatni dzisiejszej Lechii. Od razu przyszedł mi na myśl pan. "Stalowy Paweł", czyli najprościej mówiąc człowiek z charakterem, lider, przywódca, trochę zakapior.
- Wiem, co się dzieje w zespole, bo przyjaźnię się z Maćkiem Kalkowskim [obecnie jeden z asystentów trenera Jerzego Brzęczka], utrzymuję też stały kontakt z Piotrkiem Wiśniewskim. Rozmawiamy bardzo często na temat dzisiejszej Lechii. Szkoda, że w drużynie jest tak mało ludzi, którzy są emocjonalnie związani z klubem, to dla funkcjonowania szatni bardzo ważne. Nie będę używał wielkich słów, bo większość tych chłopaków na pewno chce, zależy im, ale podejrzewam, że są też wśród nich ludzie, którzy nawet nie wiedzą, co to jest Lechia. Jaki to jest klub, jak było to wszystko budowane i jaka historia się za tym kryje. Brakuje rodowitych gdańszczan, albo takich jak ja, co prawda spoza Gdańska, ale bardzo zżytych z tym miastem i zaakceptowanych przez miejscowych. Od lat mieszkam w Gdańsku i mogę chyba powiedzieć, że jestem gdańszczaninem. Zresztą tu mam większy szacunek niż w swoim rodzinnym mieście [Tychy], ale to już inna historia...

Czego potrzebuje Lechia najbardziej?
- Potrzebuje gościa, który - mówiąc w naszym żargonie - trzymałby to wszystko za jaja. Mocnego charakteru, który jak jest dobrze to może poklepać po plecach, ale jak jest źle to naprawdę zatrzęsie szatnią.

Pamiętam, że jak pan grał w Lechii [lata 2005-2009], między zawodnikami była niesamowita chemia, ale istniało też coś takiego jak hierarchia.
- Jak do zespołu wchodził jakiś nowy zawodnik to musiał zyskać szacunek piłkarzy, którzy coś tam już wcześniej osiągnęli. Teraz te wartości gdzieś się zatraciły, bo młodzież jest bezkarna. Ona zaczyna przygodę z piłką od..., no, żeby nie mówić brzydko, nie od tej strony co trzeba. Naśladując najlepszych zawodników dzieciaki zwracają uwagę przede wszystkim na ich wygląd, chcą mieć takie same fryzurki, buciki. A liczy się przecież coś innego.

Profil Pawła Pęczaka

Dzisiejszej młodzieży brakuje charakteru? Pan może coś o tym powiedzieć, bo trenuje 12-letnich chłopaków w Gdańskiej Akademii Piłkarskiej Sparta.
- Cóż, wygląda to jak wygląda... Naprawdę z tym charakterem jest słabo. Powtarzam im: macie wszystko, PlayStation, Xboxy i inne bajery. Ja wychowywałem się na podwórku, skakałem po drzewach i ganiałem za piłką. A teraz co? Dzieciak przyjdzie do domu, odrobi lekcje i do komputera. Rodzice muszą go wypychać na trening. Ja musiałem prosić rodziców, żeby puścili mnie na trening, teraz jest odwrotnie. Czasami rodzice przesadzają, bo nic nie można robić na siłę, a taki dzieciak chodzi i na piłkę, i na judo, i na tenis, i ma przez to mętlik w głowie. Najgorzej, jak dziecko nie chce, a jest do tego zmuszane. Dla mnie to czysta głupota, jak nie chce uprawiać sportu, to nie, nic na to nie poradzisz.

Przeczytaj cały wywiad

Źródło: trojmiasto.sport.pl