Piłkarze Lechii przygotowują się do najbliższego ligowego meczu. Już w sobotę biało-zieloni podejmą na PGE Arenie Górnik Zabrze (początek starcia o 20.30). W czwartek z dziennikarzami spotkał się m.in. Sebastian Mila.

 

- Potrzebowałem tego gola w Szczecinie. Oczywiście to było super uczucie, ale i tak najważniejsze było to, że wygraliśmy spotkanie.

 

Docierała do Ciebie krytyka ze strony kibiców z powodu słabszej gry?

- Futbol jest taką dyscypliną, że pewnie jeszcze nie raz mi się zdarzy słabiej, ale nigdy mi się nie zdarzy zagrać bez serca. Te dotychczasowe mecze może nie były wyjątkowe w moim wykonaniu, ale dałem z siebie absolutnie maksimum i oddałem serce. Nikt mi już tego nie odbierze, że ten klub jest dla mnie najważniejszy.

 

Ta bramka coś zmieni? Będziesz czuć się pewniej?

- Na pewno samopoczucie wróciło. Świetnie, że mogłem trafić dla swojej drużyny i szczerze mówiąc myślałem, że trochę dłużej będę czekał na tę bramkę, bo ja taki bramkostrzelny nie jestem, ale generalnie super się czuję. Byłem bardzo zadowolony z tego meczu w Szczecinie.

 

Pamiętasz poprzedniego gola dla Lechii?

- Pamiętam. Graliśmy na stadionie Polonii Gdańsk z Zagłębiem Sosnowiec. Nie wiem czy nie kiwałem bramkarza do boku i tak strzeliłem.

 

5000 dni na następną bramkę nie będziesz czekał?

- (śmiech) Nie, już bym się nie doczekał. Ani ja, ani Wy pewnie. A tak na poważnie, mam nadzieję, że to będzie szybciej. Samopoczucie jest lepsze, mam ten komfort. Abstrahując od tego, czy to ja strzeliłem tę bramkę, najważniejsze dla nas było zwycięstwo w Szczecinie, bo to spowodowało, że wskoczyliśmy do górnej ósemki.

 

Jakieś cele osobiste? Do rekordu bramkowego brakuje Ci jednego lub dwóch goli.

- Fajnie by było. Gdybym miał taki sezon, byłoby wspaniale. Mam swoje marzenie związane z Lechią, ale nie mogę zdradzić. Na ten sezon, ale nie tylko. Mam nadzieję, że to się spełni.

 

Na PGE Arenie jeszcze jest ta kępka trawy, z której strzelałeś dwie bramki Lechii w barwach Śląska?

 - Mam nadzieję, że jeszcze jest (śmiech). Mam plan co zrobię, jak strzelę bramkę. Możecie mi nie wierzyć, ale ten plan mi towarzyszy od momentu, gdy powstał nowy stadion, kiedy jeszcze nie byłem w Gdańsku. Jest tylko jeden problem. Mam trzy żółte kartki. Zastanawiam się jeszcze i zobaczymy...

 

Obawy, że przychodząc do Lechii wypadniesz z kadry okazały się płonne.

- Myślę, że mamy ogromne szczęście, że trener Nawałka jest takim trenerem, który nie patrzy na wiek, na kolor włosów, na to kto w jakim klubie gra. To jest fajna informacja dla wszystkich piłkarzy, która sprawia, że możemy grać ze sobą na zdrowych zasadach. Uważam, że to było duże ryzyko [przyjście do Lechii], ale to jest moja miłość. Wiedziałem, że chcę tutaj przyjść i powtarzam, że niezależnie od tego, co będzie się działo na płycie boiska, ja wiem, że mam tę drużynę na sercu i zawsze jej będę wdzięczny. Nigdy tego długu wdzięczności jej nie oddam. Każdy może mieć swoje zdanie, ale ja i tak zostawię tu całego siebie.

 

 Historia spotkań z Górnikiem Zabrze

 

Co sądzisz o akcji klubu? [w przypadku porażki z Górnikiem nastąpi zwrot pieniędzy za bilety lub darmowa wejściowka na mecz z Legią]

- Ja to odebrałem tak, że potrzebujemy super wsparcia od kibiców, od jak największej ilości. Ktoś chciał pokazać, że w nas wierzy. Widzi, że ciężko trenujemy, toczymy ciężkie mecze i to wszystko, by nas jeszcze bardziej podbudować. Myślę, że tak to właśnie trzeba odebrać. Kibice przychodzą na stadion i z ogromną cierpliwością nam kibicuję. Naprawdę - uwierzcie mi - grałem na wielu stadionach i wiem jaka jest cierpliwość kibiców do gry gospodarzy. Gra jest warta świeczki.

 

Widzisz już różnice pomiędzy szatniami gospodarzy i gości na PGE Arenie?

- Jest super. Pełno gadżetów związanych z Lechią. Jak się wchodzi do szatni, to już czuć, że to jest ta drużyna, ten klub, że tu się tworzy coś nowego i coś, co zapisze się w historii. Każdy zawodnik który będzie tam wchodził, młody, stary, obcokrajowiec, musi wiedzieć, że coś takiego się tworzy.

Myślę, że Gdańsk jest tak magicznym miejscem, że wspólnie jesteśmy w stanie zapełnić trybuny. Kibice i piłkarze, którzy tu są są głodni sukcesów. 

 

  Jerzy Brzęczek przed meczem z Górnikiem

 

Czujesz, że z każdym kolejnym meczem grasz coraz lepiej?

- Generalnie nie do końca byłem zadowolony z meczów przeciwko Zawiszy i Ruchowi. Co prawda wywalczyłem rzut karny, ale to i tak nie było to, co bym chciał. 

 

A te zmiany? Nie masz jeszcze sił na dziewięćdziesiąt minut?

- Trener ma do dyspozycji naprawdę wielu piłkarzy, którzy czekają na swoją szansę. U mnie nie ma z tym żadnego problemu. Ufam trenerowi Brzęczkowi w stu procentach. Tak naprawdę jestem tutaj nowym zawodnikiem i wszystkiego się uczę. Teraz już jest obiecująco i mam nadzieję, że będzie dobrze.

 

Friesenbichler wypadł ze składu. Teraz Ty jesteś numerem jeden przy rzutach karnych?

- A to różnie. Jestem ja, jest Stojan Vranjes, którzy przecież świetnie strzela. U nas nie ma jakichś wyścigów, o to kto będzie strzelał. Każdy w drużynie wie, że na drugiego może liczyć. Nie ma sytuacji, że ktoś musi przed kimś być koniecznie. Tak samo przy rzutach wolnych. Kombinujemy tak, żeby była korzyść dla drużyny. Nie, że ktoś jest starszy, albo Mila chce zrobić cieszynkę. W drużynie te zasady nie będą panować.

 

Nie boisz się udziału w "polsatowskim" serialu? Że będą jeszcze większe docinki z trybun?

- Jeszcze większe? (śmiech). Nie, powiem szczerze, że ja to potraktowałem jako przeżycie, jako przygodę, coś co chciałem zobaczyć. Poznałem "Waldka", wymieniliśmy się numerami i cały czas jesteśmy w kontakcie. Chcę go zaprosić na mecz do Gdańska. Powiedział, że jak będzie trochę cieplej, to przyjedzie.

 

Obserwuj autora na Twitterze