W najbliższą sobotę Lechia zagra w meczu przyjaźni ze Śląskiem Wrocław. Po środowym treningu biało-zielonych rozmawialiśmy z Piotrem Grzelczakiem.

 

- Druga połowa meczu z Lechem pokazała, że jeśli wyjdziemy wyżej do przeciwnika, potrafimy stwarzać sobie sytuacje. Tych dogodnych do zdobycia gola było kilka. Byliśmy bardzo blisko wyrównującej bramki, choć przy stanie 0-2 ciężko było nawet pomyśleć o tym, że możemy jeszcze coś ugrać.

 

Występy w obronie.

 

- W meczu ligowym chyba nie grałem jeszcze na lewej obronie od 1. minuty. Zdarzyło się wchodzić z ławki i grać na boku obrony, jak choćby z Podbeskidziem, czy w sparingowym spotkaniu z Zawiszą Bydgoszcz. Nawet na obozie w Turcji miałem okazję tam wystąpić. 

 

- Na pewno przez ostatnie pół roku trener starał mi się zaszczepić grę w defensywie. W meczu z Lechem miałem wejść na obronę i dogrywać piłki zawodnikom. W jakimś stopniu to się udawało.

 

Bok obrony pomysłem na dalszą część kariery?

 

- Oczywiście ciężko jest się przestawić z napastnika na pomocnika i z pomocnika na obrońcę. Trzeba być jednak dobrej myśli. Było już kilku zawodników, którzy zaczynali w ataku, a kończyli na obronie. Najlepszym przykładem jest tutaj Łukasz Piszczek. Albo Łukasz Mierzejewski. Z nim miałem okazję grać razem w drużynie i był wtedy napastnikiem. Teraz z kolei dobrze radzi sobie w obronie. Na pewno wyzwanie przede mną i zobaczymy jak to wyjdzie.

 

Lechia w pucharach z Piotrem Grzelczakiem, czy bez?

 

- Na dzień dzisiejszy nic się w tej kwestii nie zmieniło. Mamy trzy mecze do końca sezonu i zobaczymy co potem. Myślę, że dla nas najważniejsze jest jak najszybciej zagrawantować sobie miejsce w pucharach. W poprzednim roku już byliśmy blisko. Teraz tak naprawdę wszystko jest w naszych nogach i głowach.

 

Mecz ze Śląskiem kluczowy dla układu tabeli.

 

- Po ostatnim meczu na pewno chcemy się zrewanżować Śląskowi i pokazać, że umiemy z nim grać. Chcemy tam pojechać, zagrać dobry mecz i wreszcie wygrać.

 

Lechia na nowym stadionie Śląska jeszcze nigdy nie wygrała.

 

- Miejmy nadzieję, że teraz to się zmieni. Udało się wygrać z Wisłą po wielu latach, więc czemu miałoby się nie udać ze Śląskiem? Musimy wierzyć w siebie i zagrać dobry mecz.

 

Gdy ostatnio Lechia jechała do Wrocławia, Śląsk miał niechlubną passę bez wygranej w 2015 roku. Teraz sytuacja się niejako powtarza. Wrocławianie w grupie "mistrzowskiej" jeszcze nie wygrali choćby meczu.

 

- Liczymy, że to się nie zmieni i teraz to my się będziemy cieszyć ze zwycięstwa. Mamy teraz szansę im się zrewanżować z ten ostatni mecz. Zobaczymy, wszystko okaże się w sobotę.

 

Brak Sebastiana Mili.

 

- Na pewno jest to duże osłabiebie. Mamy jednak w kadrze m.in. Piotrka Wiśniewskiego i kilku innych ofensywnych zawodników. Tutaj na pewno jest wyrównany skład i kto by za Sebastiana nie wszedł, na pewno pomoże drużynie. Na to liczymy.

Obserwuj autora na Twitterze