Futbol to moje życie. I gdy tak chodzę ulicami Gdańska, rozglądam się za dzieciakami, grającymi gdzieś w piłkę na lokalnych boiskach - mówi w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Szokuje mnie, że to aż tak rzadki widok. Łatwo zauważyć ludzi w średnim wieku, uprawiających jogging, jeżdżących na rowerze czy rolkach. Ale młodzież jakoś do futbolu powszechnie się nie garnie. Mam nadzieję, że dzięki dobrej grze Lechii, uda się to wkrótce zmienić - mówi. Sam uważa zresztą, że Gdańsk to świetne miejsce do gry w piłkę.

- Początkowo mieszkałem w hotelu Hanza, na Starym Mieście, teraz żyję blisko morza. Gdańsk ma w sobie mnóstwo piękna. Jeśli jest się profesjonalnym piłkarzem, powinno się wręcz na kolanach tu przychodzić. Lechia ma ogromny potencjał. Mnóstwo fanów, nowoczesny stadion. Wszelkie dane ku temu, by stać się naprawdę dobrym klubem - mówi Moniz.

O naszej lidze też ma całkiem dobre zdanie, choć zauważył kilka różnic, dzielących ją od europejskiej średniej. – Podoba mi się to, że polskie drużyny lubią otwarty futbol. Nie tak jak na Węgrzech, gdzie zazwyczaj zespoły, które grają na wyjeździe, stawiają autobus we własnym polu karnym. Tutaj tempo gry jest szybkie, czasami nawet za bardzo. Za łatwo przez to zespoły tracą piłkę. Trochę za mało jest też kreatywności w przodzie. Tu widzę największe rezerwy. By grać na międzynarodowym poziomie nie wystarczy bowiem dobre przygotowanie fizyczne - mówi Moniz, który zamierza nauczyć się polskiego.

- Znam na razie kilka podstawowych słów, takich jak dzień dobry, dziękuję, proszę. Zamierzam się jednak uczyć, podejmę tę próbę, choć wiem, że polski jest trudny. Zacznę na pewno od piłkarskich zwrotów, tak jak kiedyś w Niemczech - deklaruje Moniz, któremu z naszego jedzenia najbardziej do gustu przypadł na razie żurek.

Przeczytaj cały wywiad na stronie przegladsportowy.pl

Źródło: przegladsportowy.pl