Sezon dobiegł końca. Jednym z tych, których w przyszłym sezonie nie zobaczymy w biało-zielonych barwach jest Piotr Grzelczak.

Zasłynął w Lechii jako Mr. Wolej i ten, który zapewnił nam remis z tegorocznym triumfatorem Ligi Mistrzów – FC Barceloną. Dziś, na koniec swej przygody w Gdańsku, specjalnie dla Lechia.net opowiada o swoich wrażeniach i odczuciach.

GB: Cześć Piotrek, co słychać?

PG: A powolutku.

Dlaczego nas opuszczasz?

Kurczę, musisz zapytać pana prezesa. Ja już od pewnego czasu czułem, że to może być mój ostatni sezon, ale walczyłem do ostatniej minuty. Nie chciałbym odchodzić mając poczucie, że zawiodłem.

A zawiodłeś?

Samego siebie nie. Ale kibiców pewnie tak – jak cała drużyna. Blisko było tej Europy.

Europy bez Ciebie.

To bez znaczenia. Bardzo chciałem, żeby Lechia w końcu zagrała w pucharach. Przecież Gdańsk czeka na to od 1985 roku i gier w pucharze Intertoro. A wcześniej to już tylko dwumecz z Juventusem. Mogliśmy się zapisać w historii tego klubu.

Czego zabrakło?

Dobre pytanie. Myślę, że szczęścia i skuteczności. Nie wydaje mi się, byśmy byli słabsi od Śląska. Oczywiście, przegraliśmy z nimi trzy razy, ale przynajmniej w tej ostatniej grze sprawialiśmy chyba lepsze wrażenie.

Wróćmy jeszcze do Ciebie. Jakieś ploteczki? Ktoś o Ciebie pytał?

Coś tam się dzieje, ale póki co nie mam za bardzo ochoty o tym mówić. Tym się zajmuje ktoś inny. Ja na razie cieszę się ostatnimi chwilami w Gdańsku. Co będzie dalej – czas pokaże. Niemniej chyba wypracowałem sobie jakąś renomę i mam nadzieję, że niezbyt długo będę bezrobotny.

Wrosłeś w tkankę miejską?

Pewnie. W końcu żyłem w Gdańsku przez kilka lat. Mam swoje ulubione miejsca i wielu przyjaciół. Ciężko będzie to wszystko zostawić z dnia na dzień.

Każdy tak mówi.

Może. Ale ja nawet kupiłem tutaj mieszkanie. Miałem nadzieję związać się z Gdańskiem na dłużej. Zresztą, nigdzie nie jest powiedziane, że tu nie wrócę.

Chciałbyś? Może jakaś praca w klubie po zakończeniu kariery?

Jeśli pojawi się taka okazja, to bardzo chętnie. Jeszcze nie myślałem o tym, czym mógłbym się zajmować, ale przykład Jarka Bieniuka dowodzi, że jest dla mnie szansa. Byłoby ekstra.

Ale Jarek jest wychowankiem. A Ty – no cóż – wychowałeś się w łódzkim Widzewie. Wiadomo, jakie relacje panują pomiędzy naszymi kibicami. Musiało Ci być ciężko.

I było. Na początku. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nigdy nie zamierzałem udawać kogoś innego, niż jestem. Jestem wychowankiem Widzewa. Zdarzały mi się z tego powodu nieprzyjemne chwile, ale nigdy nie miałem do nikogo o to pretensji. O kibicach Lechii można powiedzieć wiele dobrego, a jedną z takich rzeczy jest to, że są uczciwi. Wiedziałem, że jeśli wykażę się odpowiednim zaangażowaniem, to mnie docenią. Kibice często mówią o piłkarzach, że są wkładami do koszulek. I jest w tym sporo prawdy. Ja swoją nosiłem z dumą i to, czyim jestem wychowankiem nie miało żadnego znaczenia. Robiłem swoją robotę najlepiej, jak umiałem. A nasi kibice to absolutna czołówka w Polsce. No i wiesz, jak dostajesz od kogoś wiadomość o treści „liczę że jeszcze kiedyś zobaczę Cię w domu” to trudno przejść wobec tego obojętnie. Musiałem się mocno postarać, by podejść do sektora po meczu z Legią. Miałem potężną gulę w gardle.

Wielu z nich zareagowało niezadowoleniem na wieść o tym, że odchodzisz. Podobno w Twojej sprawie trafiły do klubu setki maili. Również użytkownicy bardzo wymagającego gdańskiego forum Lechia.gda.pl nie szczędzili Ci ciepłych słów.

Kurczę, słyszałem o tym. To naprawdę poruszające. Mogę to chyba potraktować, jako swoje małe zwycięstwo. Odchodzę, ale z podniesioną głową. Wydaje mi się, że sportowo nie odbiegałem od poziomu drużyny. A skoro dodatkowo zaangażowanie docenili kibice, no to czego więcej chcieć?

Pewnie nowego kontraktu.

Takie życie piłkarza. Mam nadzieję, że kibice mi wybaczą, jeśli kiedyś strzelę gola Lechii.

Jak szatnia zareagowała na Twoje odejście?

To, co się dzieje w szatni, pozostaje w szatni. Więc nie będę o tym za bardzo mówić. Ale mam w drużynie wielu naprawdę dobrych kumpli, z którymi się bardzo zżyłem. Na pewno będę za nimi tęsknić.

Profil Piotra Grzelczaka

Wraz z Tobą odchodzi kilku zawodników. Możesz coś powiedzieć o Mirandzie czy Malbasiciu? Bo my nic o nich nie wiemy.

My szczerze mówiąc też niewiele. Przez większość czasu obaj byli kontuzjowani, więc nie spotykaliśmy się zbyt często.

Kilka słów do kibiców na koniec?

Pewnie. Chcę wszystkim podziękować. Za wszystko. Za wsparcie w ciężkich chwilach i wspólną radość w tych przyjemnych. Ciężko mi było na wypożyczeniu w Polonii, ale nawet wtedy doświadczałem słów otuchy. To mi dało niewiarygodnego kopa. Dzięki za to, że byliście i nas wspieraliście nawet wtedy, kiedy graliśmy po prostu źle. No i dzięki za akcję w mojej obronie. To też jest coś niezwykłego. Nigdy nie słyszałem o czymś takim. Pobyt w Gdańsku to jeden wielki pozytyw. Dzięki i powodzenia. Gdańscy kibice zasługują na wielkie sukcesy.

Tobie również powodzenia. I do zobaczenia.

Na pewno jeszcze się zobaczymy.