Jarosław Bieniuk 29 października związał się ponownie umową z Lechią Gdańsk.

Były kapitan Biało-Zielonych został  Pełnomocnikiem Zarządu ds. Sportowych.

- Nie minęło wiele czasu od kiedy tu byłeś ostatnim razem…
- To prawda.  A jednak mam wrażenie, że to było więcej niż te kilka miesięcy… Z klubem żegnałem się w przekonaniu, że swoją dalszą drogę życiową będę prędzej czy później prowadził blisko Lechii. Nie sądziłem tak naprawdę, że stanie się to tak szybko, ale propozycja, którą złożyły mi władze klubu pojawiła się chyba w dobrym momencie…

- Dla Ciebie, czy dla klubu?
- Miałem na myśli siebie, ale z drugiej strony, Lechia jest właśnie na początku bardzo ważnej drogi, budowania zupełnie nowej jakości w swoich strukturach. To idealny moment, żeby dołączyć do zespołu, który się rozbudowuje, w niektórych zakresach - dopiero tworzy.  Obserwowałem zmiany w klubie z boku i uważam, że  kierunek na rozwój obrano dobry.  I mówię tu teraz zarówno o tym, jak planuje się pracować z drużyną, jak i o tym, jak zaczęto marketingowo podchodzić do marki Lechia.

- Twoja rola w klubie będzie dotyczyła pracy z drużyną. Na jakiej dokładnie płaszczyźnie?
- Moje stanowisko, Pełnomocnika Zarządu ds. Sportowych, ma dać klubowi nową jakość kontaktu z zespołem. Znam zawodników, czuję puls drużyny. Ale mam też dodatkowe doświadczenie z innych klubów, w których grałem i znajomość struktur w nich stworzonych. Z tej wiedzy chce teraz korzystać Lechia i z mojej pomocy w motywowaniu drużyny do osiągnięcia tego, do czego jest zdolna. A jest w tym zespole  duży potencjał. Trochę ciężko mi mówić ciągle o chłopakach z pozycji osoby trzeciej (uśmiech-red.). Wchodząc na stadion miałem odruch kierowania się na dół, do szatni, a nie do biur na górę. Ale tak też ma wyglądać moja praca tutaj - być blisko szatni. Słuchać jej i doradzać kiedy trzeba, jednocześnie mogąc Zarządowi komunikować potrzeby zawodników bardziej swobodnie niż oni sami może by to robili z wykorzystaniem innych osób. Kontakt z trenerem jest bardziej surowy. Jego się słucha. Po prostu. Ja mam szansę z nieco innej pozycji dotrzeć do zawodników budując więź, która może mieć bardzo korzystne rezultaty.

- A nie żałujesz, że zdecydowałeś się zostawić korki na półce?
- Decyzję o przestaniu bycia zawodowym piłkarzem podejmowałem bardzo świadomie. Mam 35 lat, swoje na boisku już wybiegałem. Osiągnąłem cele, które na początku swojej drogi kiedyś sobie stawiałem. Czułem się spełniony. Jeszcze kiedy grałem na boisku już zaczynałem inwestować w przyszłość, która miała być nadal przy piłce nożnej, jednak w nieco innej roli. Nie wiem, ile osób wie o tym na przykład, że jeszcze będąc piłkarzem kończyłem kursy trenerskie. Były one dla mnie rozszerzeniem pewnej wiedzy. Póki co niewykorzystywanej, jednak dającej dodatkowy kapitał, który okazuje się, będę mógł już teraz wykorzystywać w jakiejś części.

Profil Jarosława Bieniuka

- Czy na boisku są zawodnicy, z którymi mógłbyś powiedzieć, że chciałbyś zagrać?
- Z szóstką z nich jeszcze grałem. Tak samo sztab trenerski jest mi świetnie znany, całe zaplecze trenerskie. Innych widziałem już z pozycji trybun, ale są to wszystko młodzi piłkarze, których rozwój chętnie będę obserwował. Jeszcze ważniejsze będzie dla mnie móc mieć swój wkład w ten rozwój. To wyzwanie, które ucieszyłoby każdego. Ja mam w sobie jeszcze dużo chyba z kapitana drużyny. Nie jestem w stanie bez emocji oglądać meczu z trybun. Pewnie nigdy nie będę… Więc, jak daje mi się możliwość oddziaływania na zespół, motywowania go, wspierania – jest to okazja, której nie mogłem nie wykorzystać. Mam nadzieję, że będę mógł wychodzić naprzeciw potrzebom zawodników, pewne rzeczy przyspieszać, pewne szybciej wyjaśniać. Zarząd widzi moją rolę w skróceniu drogi i kontaktu pomiędzy nim i drużyną, doceniając  moją wiedzę i przygotowanie.

- Lechia Gdańsk pozyskuje jednego z najlepszych ludzi z rynku, jednocześnie człowieka stąd, z mocnym powiązaniem z Gdańskiem, będącego praktycznie legendą klubu.
- Dziękuję, ale to już chyba przesada (uśmiech-red.). Legend Lechia ma dużo więcej i poważniejszych niż ja. Ale cieszę się, że moje nazwisko jest mocno wiązane z klubem. Ja czuję się z tego powodu dumny. Piłkarz gra w swoim zawodowym życiu w różnych klubach. Z jednymi wiąże się bardziej, z innymi mniej. Na pewno mocniejsze przywiązanie odczuwa się do klubu w którym rozpoczęło się swoją drogę sportową.  W moim przypadku na początku drogi była Lechia, na zakończeniu kariery na boisku była Lechia i teraz do Lechii wracam. Wybór nie mógł być bardziej naturalny. 

Źródło: lechia.pl