18-letni Adam Chrzanowski rundę wiosenną zaczął w pierwszym składzie Lechii Gdańsk, do której wrócił po pobycie w Primaverze Fiorentiny.

Na razie prezentuje się całkiem nieźle i na pewno to nie do niego kibice powinni mieć pretensje za słabe wyniki. We Włoszech został nawet wybrany do jedenastki rundy i zrobił duże postępy. Miał się od kogo uczyć. – W porównaniu do stoperów z Serie A, najbardziej brakowało mi spokoju, oni go mieli w niesamowitych ilościach. Technika swoją drogą, choć tu było w miarę podobnie. Seniorzy potrafili wyprowadzić piłkę trzech na pięciu od własnej piątki. To było niesamowite – opowiada Chrzanowski w rozmowie z Weszło.

Według InStata w meczu z Wisłą Kraków byłeś trzecim najlepszym zawodnikiem. Jak odbierasz wszelkie pochwały?

Cieszę się, gdy dostaję kolejne smsy z gratulacjami. Nie ma co ukrywać – bardzo się cieszyłem, gdy Adam Owen oznajmił mi, że będę podstawowym obrońcą na nadchodzącą rundę. Pochwały działają na mnie zdecydowanie motywująco. Zdaję sobie sprawę, że to jedynie ode mnie zależy, w jakim miejscu będę za dwa-trzy miesiące. To był mój pierwszy mecz i nie ma się czym podniecać. Popełniłem przecież kilka błędów, które muszę wyeliminować.

Gdy kilka tygodni temu rozmawialiśmy, nie byłeś brany pod uwagę nawet w kontekście 18-osobowej kadry meczowej, a teraz jesteś w pierwszej jedenastce.

Wiadomo, jest to kolosalny przeskok. Trener Owen dał mi kolejny bodziec do jeszcze cięższej pracy. Od początku okresu przygotowawczego dawałem mu sygnały, że jestem gotowy. Przecież świąt też nie przeleżałem na kanapie, zagryzając raz po raz jakąś potrawą wigilijną. Szkoleniowiec widząc moją formę, zaufał mi. To jest dopiero połowa sukcesu. Teraz trzeba ten kredyt spłacić.

źródło: weszlo.com