Rok temu podczas młodzieżowego EURO ostro krytykował go Tomasz Hajto.

Nie mam żalu ani pretensji do pana Hajty. Szybko zapomniałem o tych docinkach. Dostałem po tyłku, ale potraktowałem to jako dobrą naukę na przyszłość – mówi Dawidowicz

TOMASZ WŁODARCZYK: Rok temu spadła na ciebie ogromna krytyka za ME do lat 21 rozgrywane w Polsce. Nie oszczędzał cię zwłaszcza Tomasz Hajto.

PAWEŁ DAWIDOWICZ: Wtedy trochę to przeżywałem. Trwał turniej, ale nie udało się uciec od tych recenzji. Czy były słuszne? Każdy ma prawo do swojego zdania. Fakt, cała drużyna zagrała słaby turniej, ja także, a to między innymi na mnie spoczywała duża odpowiedzialność jako najbardziej doświadczonym piłkarzu. Niestety miałem problemy zdrowotne w końcówce sezonu. Zabrakło czasu, aby dojść do dobrej dyspozycji. Organizmu i czasu nie dało się oszukać. Było, minęło. Nie mam żalu ani pretensji do pana Hajty. Szybko zapomniałem o tych docinkach. Dostałem po tyłku, ale potraktowałem to jako dobrą naukę na przyszłość.

„Zawsze czytam, że Dawidowicz to talent, ma papiery na grę. Tylko widzę, że chwilowo zamokły te papiery” – tak pisał na twitterze podczas EURO. Mówił, żebyś pograł najpierw regularnie na zapleczu Bundesligi. Tyle, że ty grałeś, gdy byłeś zdrowy. Nie za ostro cię potraktował?

Nie interesuje mnie takie zdanie. Każdy może mówić, co mu się podoba. Nieważne czy mija się z prawdą czy nie. Ostre i wyraziste opinie się sprzedają. Nie mam żalu i szybko wyrzuciłem tę krytykę z głowy. Znam swoją wartość. Gdybym był w pełni sił, pewnie dałbym więcej drużynie. Niestety, nie ominęły mnie problemy. To już przeszłość bez wpływu na to, co dzieje się tu i teraz.

Tu i teraz zostałeś powołany do szerokiej kadry na mundial. W reprezentacji Adama Nawałki przewijasz się od czterech lat. Przewijasz to dobre słowo, bo zagrałeś do tej pory tylko sześć minut. Czułeś, że selekcjoner cały czas cię obserwuje?

Tak, bo wielokrotnie na meczach Palermo byli jego współpracownicy. Oglądają i analizują wszystkie mecze. Z trybun obserwowali mnie Bogdan Zając, Jarosław Tkocz i Hubert Małowiejski. Rozmawialiśmy z selekcjonerem wiele razy. Miałem być już powołany na marcowe zgrupowanie, ale ostatecznie zostałem we Włoszech, bo graliśmy mecze w Serie B. Trener uznał, że to dla mnie lepsze niż zagranie w którymś ze sparingów z Nigerią czy Koreą Południową. W każdym razie czułem, że jestem pod lupą od dłuższego czasu i cieszę się, że powalczę o wyjazd na mundial.

źródło: sport.pl