Gdańszczanie przegrywają trzeci mecz z rzędu, tym razem z wiceliderem tabeli drużyną Pogoni Siedlce.

Piętnastka prowadzona przez byłego zawodnika Lechii - Stanisława Więciorka była dobrze zorganizowana w stałych fragmentach i grała dynamicznie. W końcówce meczu goście mieli również sporo szczęścia, ponieważ w środku boiska przechwytem popisał się... filar Sebastian Mróz i zakończył akcję na polu punktowym. Biało-zieloni otworzyli się i grali bardzo ofensywnie, dlatego taki błąd musiał być wkalkulowany w strategię. Lwy grały z charakterem, jednak nie udało się tego przypieczętować korzystnym wynikiem. Plac gry z kontuzjami opuścili szybko Kwiatkowski, Witoszyński i Buczek, a następnie Lademann oraz Nowak.

Pierwsze punkty przyłożył Tomasz Gasik, który włączył się z obrony do akcji przy skrzydle i wdarł się na pole punktowe. Wziął jeszcze piłkę w ręce i dorzucił kolejne 2 oczka. Od środka rozpoczął Mateusz Zajkowski, a szybka defensywa Lechii utrzymywała grę po stronie siedlczan. Lechiści odzyskali piłkę, atakowali formacją młyna i szybko wymusili błąd na drużynie gości. W ósmej minucie meczu kapitan zespołu Sławomir Kaszuba zgłasza próbę kopu na słupy, którą na trzy oczka zamienia Janeczko. Na kolejne punkty czekaliśmy do 16. minuty, w której dobrą akcją popisał się Wantoch Rekowski. Podwyższa Janeczko i Lechia prowadzi 10:7. Pogoń za sprawą Marka Mirosza, który niesamowicie skutecznie motywował swoją drużynę, cały czas atakowała, jednak Lechia szczelnie grała w obronie i nie pozwoliła przedrzeć się na własne pole punktowe. Błąd przeciwnika wykorzystał Janeczko i z wynikiem 13:7 biało-zieloni schodzą do szatni.

Fotorelacje z meczów rugby

Druga część gry to dalsza ofensywa Lechii, która przekazywała grę do ataku i forsowała obronę zespołu z Siedlec. Raz jeszcze spiker wymienia nazwisko Janeczko, który w 47. minucie dorzuca 3 punkty. Niestety ale w tym momencie skończyła się dobra passa gdańszczan. Na tablicy widniał wynik 16 – 7 ale sytuacja na boisku nie pozwalała odetchnąć podopiecznym Pawła Lipkowskiego. Stanisław Więciorek wyrywał sobie włosy z głowy i strasznie emocjonalnie chodził przy bocznej linii boiska. W pewnym momencie arbiter zwrócił uwagę, ponieważ popularny „Więcior” wchodził aż z impetem na boisko. Emocje szkoleniowca udzieliły się zespołowi Pogoni, który grał z chwili na chwilę lepiej. W 53. minucie Grzegorz Muszyński wdziera się na pole punktowe Lechii, a jego kolega z numerem 15 na koszulce dorzuca 2 punkty. Pogoń nie odpuszczała i pomimo kilku „przodów” nie traciła ofensywnego stylu. W 63. minucie raz jeszcze przypomina o sobie Gasik i zdobywa 3 oczka, które dają jednopunktowe prowadzenie jego drużynie. Lechia rzuciła się do odrabiania strat, ponieważ wygrana była jeszcze w zasięgu. Husarskie natarcie podobało się kibicom i wydawało się być skuteczne, ponieważ metr po metrze młynarze przemieszczali się do przodu. Gdańszczanie zdobywali metry, jednak nie ustrzegli się też błędów. W 80. minucie lechiści rozpętali prawdziwą burzę, która przypominała ubiegłotygodniowe natarcie w Łodzi, jednak we właściwym miejscu, we właściwym czasie, znalazł się Sebastian Mróz, który przechwycił piłkę w środku pola i z uśmiechem na twarzy wślizgnął się na pole punktowe. Filar z Pogoni z pewnością może zaliczyć tą akcję do najbardziej przebojowych w swojej sportowej karierze. Laurę zwycięstwa podpisuje swoim nazwiskiem Gasik, który dorzuca jeszcze 2 punkty. 

Podsumowując: 
Zawodnicy Lechii starali się do końca. Poziom gry był wyższy niż w ubiegłotygodniowym starciu z Budowlanymi Łódź. Niestety ale dalej pech prześladował gdańszczan, ponieważ szybko stracili ważnych zawodników. Dobrze funkcjonowała formacja młyna - Lechia przegrała tylko jeden swój aut. Dobrze wrzucał Michał Plich, który nie popełnił ani jednej tendencji. Ryzykowne ustawienie Mateusza Zajkowskiego na „10”, a Rafała Janeczki na „9” było dobrym ruchem ze strony trenera Lipkowskiego. Rozgrywa się Bartłomiej Wójcik, który po raz kolejny wyszedł w podstawowym składzie. Lechia przegrywa spotkanie z Siedlcami, jednak był to mecz walki, a wynik wyklarował się w ostatnich sekundach. Trzecia porażka z rzędu świadczy o słabszej dyspozycji niż w ubiegłym sezonie, jednak nie skreśla biało-zielonych z walki o miejsca medalowe. W przedmeczowym wywiadzie Paweł Lipkowski podkreślał, że mamy dzisiaj do czynienia z inną Lechią, która straciła sporo atutów. Aby zespół stanął znowu na nogi potrzebne jest trochę czasu. Spotkanie z wiceliderem tabeli pokazało, że woli walki oraz serca nie brakuje. Na drugie zwycięstwo w sezonie musimy natomiast jeszcze poczekać.

Źródło: RC Lechia