Lechia Gdańsk zasłużenie pokonała u siebie Górnika Zabrze 1:0 po bramce Antonio Colaka.

Dzięki tej wygranej Biało-Zieloni minęli zabrzan w tabeli i są już na szóstym miejscu T-Mobile Ekstraklasy.

Lechia przystąpiła do meczu bez zmian w porównaniu do zwycięskiego spotkania w Szczecinie, natomiast w Górniku Zabrze w porównaniu do poprzedniego ich spotkania zabrakło kontuzjowanego Wojciecha Łuczaka. W jego miejsce zagrał Robert Jeż.

Mecz zaczął się od falowych ataków Lechii, która niesiona głośnym dopingiem kompletnie w pierwszej części meczu zdominowała gości. Już jeden z pierwszych ataków przyniósł powodzenie lechistom. Aktywny dziś Stojan Vranjes mocno dośrodkował z lewej strony, piłkę trącił Maciej Makuszewski, wreszcie futbolówka spadła do Antonio Colaka, który pewnym strzałem z bliska pokonał bramkarza gości. To ósmy gol chorwackiego piłkarza w bieżących rozgrywkach ekstraklasy.

Post użytkownika lechia.net.

Potem obraz gry nie zmienił się, goście zamiast odrabiać straty wciąż grali schowani za podwójną gardą, jakby bojąc się, że nadzieją się na kontrę. 
W tej części gry górnicy pod bramką Mateusza Bąka zagościli tylko raz. W 21 minucie pewny zwykle Gerson źle podał do Bąka, do piłki dopadł Łukasz Madej, ale po jego strzale nasz bramkarz był na miejscu. To wielka sztuka utrzymać koncentrację gdy nie ma się zbyt wiele pracy, dodatkowo było przeraźliwie zimno. Temperatura bliska zera i zacinający deszcz to aura zgoła nietypowa.

Pierwsza połowa była jednym z lepszych okresów gry Lechii w tym sezonie. Wciąż sunął atak za atakiem. W 28. minucie mieliśmy tzw. „centroształ” Jakuba Wawrzyniaka, który Pavels Steinbors końcówką palców przeniósł nad poprzeczką.

W końcówce pierwszej części spotkania, mogło zostać ono rozstrzygnięte. W 34. minucie fatalny błąd popełnił Błażej Augustyn, Colak popędził sam na bramkarza, ale nie trafił do siatki. Potem jeszcze dośrodkowywał Sebastian Mila, a głową strzelał Rafał Janicki, minimalnie niecelnie.

Pierwsza połowa mogła się podobać, ataki Lechii były płynne, składne, szkoda jedynie, że tylko jeden z nich zakończył się celnym strzałem do siatki.
Drugą część spotkania lepiej zaczęli goście, zresztą to oni w tej części gry częściej dochodzili do głosu. W 52 minucie piłka zatrzepotała w bramce Mateusza Bąka po stałym fragmencie gry, ale strzelec, Błażej Augustyn był na ewidentnym spalonym.

Kwadrans później znów po stałym fragmencie gry przed szansą stanął Oleksandr Szeweluchin, ale strzelił obok bramki.

Końcówka należała do gospodarzy, którzy kontrolowali grę. Najlepszą okazję miał w doliczonym czasie gry po wzorowo wyprowadzonej kontrze Maciej Makuszewski. „Maki” stanął oko w oko z bramkarzem, ale nie zdołał umiescić piłki w siatce.

To trzecia kolejna wygrana lechistów, trzecia w tym samym stosunku 1:0. Podopieczni Jerzego Brzęczka są już na szóstym miejscu w tabeli.

Raport meczowy [Lechia-Górnik Zabrze 1:0]

Źródło: Lechia.pl / własne