Od 83. minuty Lechia przegrywała 0:2. Dramat i konsternacja na boisku i na trybunach.

Część widzów zaczęła wychodzić. W 88. minucie nadzieje na choćby remis przywrócił Flavio Paixao, który silnym strzałem pokonał Krzysztofa Pilarza. Doping się wzmógł, gdańszczanie ruszyli do odrabiania strat. Nie schodzili z połowy rywala. Sędzia doliczył trzy minuty, z których ta ostatnia przeniosła się pod pole Lechii. Niedługo później sędzia zagwizdał po raz ostatni.

To miało być święto gdańszczan: kibiców, piłkarzy, patriotów. Było, ale tylko częściowe. Częściowe, bo zawodnicy Lechii nie potrafili wygrać. Nie potrafili nawet zremisować, przez co stracili pozycję lidera.

Spisali się za to fani Lechii, którzy w tegorocznym sezonie do tej pory (przed niedzielnym spotkaniem) byli drugą siłą w Lotto Ekstraklasie. Więcej kibiców na meczach swoich drużyn mieli tylko piłkarze Jagiellonii Białystok.

Kibiców na meczu z Bruk-Bet Termalicą było więcej niż na wcześniejszych spotkaniach tegorocznego sezonu w Gdańsku: z Wisłą Kraków (15 740) i Koroną Kielce (15 386). W niedzielę, 28 sierpnia 2016, było ich dokładnie 17 140 osób!

To w ogóle druga frekwencja w sezonie 2016/17! Więcej widzów było tylko w Warszawie na meczu mistrza Polski z wicemistrzem, czyli Legii z Piastem Gliwice - 18 382.
Kibice Lechii na trybunach rozwiesili wielki transparent, upamiętniający Danutę Siedzikównę „Inkę”, której uroczysty pogrzeb - wraz z Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem” - odbywał się w Gdańsku i zakończył kilka chwil przed rozpoczęciem spotkania z Bruk-Bet Termalicą.

Pod koniec pierwszej połowy fani odpalili race, sędzia w 44. minucie przerwał mecz, czekał aż czerwony dym się przerzedzi. Z trybun w tym czasie roznosił się „Mazurek Dąbrowskiego”. 120 sekund później arbiter nakazał grać piłkarzom dalej i doliczył trzy minuty.

Gdańszczanie przegrywali już wtedy 0:1. W 33. minucie gola dla gości zdobył Vladislavs Gutkovskis, po kiksie Damiana Podleśnego, który z ostrego konta przepuścił piłkę między nogami.
To w ogóle nie był udany dzień 21-letniego bramkarza, który dwukrotnie źle przyjmował piłkę nogą, o mały włos jej nie gubiąc. Straty gola z tych sytuacji nie było, ale kibicom serca do gardła na pewno podeszły.

W 79. minucie Dalibor Pleva huknął zza pola karnego w spojenie słupka z poprzeczką. Żółtą kartkę dostał słaby tego dnia Rafał Wolski. To była zapowiedź dramatu, który ziścił się cztery minuty później, gdy piłkę w siatce umieścił ponownie Gutkovskis. Tym razem zawalił cały blok obronny biało-zielonych, którzy nie potrafili powstrzymać ani Łotysza ani podającego do niego Wojciecha Kędziory.

Teraz w rozgrywkach ekstraklasy dwutygodniowa przerwa przeznaczona dla reprezentacji Polski, która w eliminacjach mistrzostw świata 2018 zagra z Kazachstanem. Następny mecz ligowy Lechię czeka 9 września na wyjeździe z Cracovią. Ciekawe kto stanie w bramce biało-zielonych. Osobiście tęsknię za Mateuszem Bąkiem, któremu takie klopsy, jakie są udziałem Podleśnego czy wcześniej Vanji Milinkovicia-Savicia, się nie przytrafiały.

Lechia Gdańsk - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 1:2 (0:1)
Bramki: F. Paixao (87.) - Gutkovskis (33., 82.)
Żółte kartki: Wolski - Kupczak, Juhar, Pleva
Lechia: Podleśny - Janicki, Maloca, Wawrzyniak - F. Paixao, Kovacević (46. M. Paixao), Chrapek, Krasić, Pawłowski (13. Stolarski 70. Haraslin) - Wolski, Kuświk
Bruk-Bet Termalica: Pilarz - Fryc, Osyra, Putiwcew, Pleva - Stefanik (90. Stano), Babiarz, Kupczak, Jovanović, Juhar (73. Kędziora) - Gutkovskis (87. Smuczyński)

{joomplucat:2198 limit=9|columns=3}

Zobacz całą galerię zdjęć

źródło: własne / gdansk.pl