Lech Poznań pokonał 2-1 (1-0) Lechię Gdańsk w 27. kolejce Ekstraklasy.

Bramki dla gospodarzy strzelili Szymon Pawłowski i Łukasz Teodorczyk, a dla gdańszczan Patryk Tuszyński. "Kolejorz" dzięki dziesiątemu domowemu zwycięstwu w tym sezonie wyprzedził Wisłę Kraków i awansował na pozycję wicelidera. Lechia zajmuje dziewiątą lokatę.

Spotkanie rozpoczęło się od błędu Barry'ego Douglasa, któremu piłkę odebrał Maciej Makuszewski, następnie niewiele myląc się po uderzeniu zza pola karnego. W odpowiedzi Gergő Lovrencsics kopnął lewą nogą obok słupka. W 26. minucie Lech ruszył z szybką kontrą. Szymon Pawłowski płasko zagrał z prawego skrzydła przez całą szerokość pola karnego do Łukasza Teodorczyka, a ten niepilnowany strzelił bez przyjęcia lewą nogą z kilkunastu metrów i piłka przeleciała tuż obok słupka. Futbolówka ominęła bramkę także po płaskim uderzeniu Kaspera Hämäläinena.

W końcu ataki "Kolejorza" przyniosły skutek. Szymon Pawłowski zwiódł Christophera Oualembo oraz Piotra Wiśniewskiego, wbiegł w pole karne i technicznym uderzenie prawą stopą pokonał Mateusza Bąka. Po chwili kolejną okazję zmarnował Teodorczyk. Po podaniu od Karola Linettego poznański napastnik kopnął nad poprzeczką. Bramkarz gości wykazał się w 40. minucie, gdy obronił bardzo mocny strzał Lovrencsicsa z linii szesnastki.

Zobacz raport meczowy [Lech Poznań - Lechia Gdańsk 2:1]

Po zmianie stron znów szczęścia brakło Teodorczykowi, który po zagraniu od Hämäläinena nieznacznie się pomylił z dziesięciu metrów. Najlepszy strzelec lechitów przełamał się w 61. minucie. Po rzucie rożnym w polu karnym główkowali Hämäläinen i Douglas, piłka w końcu trafiła do Teodorczyka, który na raty z bliskiej odległości pokonał Bąka, zdobywając swojego czternastego gola w sezonie. W odpowiedzi zupełnie niepilnowany Zaur Sadajew uderzył z szesnastu metrów wprost w Macieja Gostomskiego.

Obrona gospodarzy zagapiła się również niedługo później, gdy do sytuacji strzeleckiej doszedł Marcin Pietrowski, ale nie potrafił tego wykorzystać. Po drugiej stronie boiska ponownie z dobrej strony pokazał się Pawłowski. Pomocnik Lecha strzelił lewą nogą pod poprzeczkę i Bąk musiał sporo się natrudzić, by odbić piłkę. Gospodarze zagapili się w środku pola w 83. minucie. Sadajew odzyskał futbolówkę, zagrał do Piotra Grzelczaka, a ten po potężnym uderzeniu trafił w słupek. Lechitom niewiele do zdobycia trzeciego gola zabrakło, kiedy Pawłowski płasko zacentrował piłkę do Teodorczyka, a czujnie w bramce spisał się Bąk. W doliczonym czasie gry Grzelczak po błędzie obrony Lecha przejął piłkę na lewym skrzydle i po krótkim sprincie uderzył na bramkę Gostomskiego. Patryk Tuszyński dopadł do sparowanej przez golkipera piłki i strzelił kontaktową bramkę, jednak na wyrównanie zabrakło czasu.

Źródło: 90minut.pl