Biało-zieloni wygrali w PKO Ekstraklasie po raz drugi z rzędu, tym razem ogrywając na wyjeździe Wisłę Kraków 1:0. Kolejnego gola strzelił Flavio Paixao.

Flavio Paixao przeżywa ostatnimi czasy bardzo dobre chwile. Najpierw ustrzelił dublet przeciwko ŁKS-owi, teraz dorzucił kolejne trafienie w Krakowie, wykorzystując zamieszanie w polu karnym Wisły. Oczywiście chwalimy go nie tylko za wykończenie tej sytuacji, ale też za całokształt i pracę, jaką Portugalczyk wykonał na boisku. A było co robić, ponieważ ten mecz nie był dla Lechii spacerkiem.

Lechia przyjechała do Krakowa z bardzo prostym planem. Mimo iż Wisła miała serię ośmiu porażek z rzędu w PKO Ekstraklasie, to biało-zieloni nie rzucili się na swojego rywala, ale cofnęli się na własną połowę i czekali na jakąś okazję. Krakowianie są znani z tego, że w tym sezonie prezentują przeciwnikom okazje strzeleckie i nie inaczej było tym razem. O ile jednak na początku spotkania Lukas Haraslin spudłował, o tyle Flavio kilkanaście minut później już się nie pomylił.

To gospodarze mieli więcej z gry. Wisła atakowała skrzydłami, środkiem. Parę akcji naprawdę mogło się podobać, natomiast zabrakło konkretu. Momentami Lechia zbyt uprzejmie zapraszała Wisłę we własne pole karne. Można było odnieść wrażenie, że fragmentami spotkanie wymykało się ekipie Piotra Stokowca spod kontroli, ale wraz z upływem minut wyglądało to coraz lepiej. Tym niemniej ewidentnie brakowało w Lechii kontuzjowanego Jarosława Kubickiego, który ostatnio był w dobrej formie.

Inna sprawa, że gdańszczanie mieli w tym spotkaniu furę szczęścia. Strzały zawodników Wisły były rozpaczliwie blokowane, a nawet gdy zablokować się nie udało, miejscowi fatalnie pudłowali. Tak naprawdę mógł tu paść każdy wynik, bo oba zespoły (szczególnie w drugiej połowie) stworzyły sobie sporo okazji. Lechia? Groźne stałe fragmenty gry, po których minimalnie niecelnie uderzał Michał Nalepa. Do tego płaski strzał Rafała Wolskiego i przede wszystkim zmarnowana sytuacja sam na sam Haraslina. Wisła? Mnóstwo dośrodkowań, po których było zamieszanie w polu karnym, natomiast środkowi obrońcy Lechii byli nie do przejścia.

Podobać się jednak mógł fakt, że Lechia w drugim kolejnym meczu nie ograniczyła się do bronienia korzystnego wyniku. Nie było obrony Częstochowy, a próby podwyższenia wyniku. Zresztą świadczyły o tym zmiany, ponieważ weszło dwóch napastników. To była piłkarska mądrość, które cechuje klasowe zespoły. Wiadomo, było nerwowo w końcówce, bo Wisła nie miała już nic do stracenia, ale ostatecznie udało się zachować czyste konto.

Wisła Kraków - Lechia Gdańsk 0:1 (0:1)
Bramka: Flavio Paixao (31.)

Wisła: Buchalik - Burliga Ż, Janicki, Klemenz, Sadlok - Błaszczykowski, Pawłowski (76. Buksa), Basha, Drzazga (29. Chuca), Mak (71. Jean Carlos) - Brożek.

Lechia: Alomerović - Fila, Nalepa Ż, Maloca, Makowski - Peszko Ż (77. Arak Ż), Łukasik, Gajos, Wolski (69. Sobiech), Haraslin Ż - Flavio Paixao.

źródło: własne