Biało-zieloni wygrali z ŁKS-em Łódź 3:1, a tym samym przerwali fatalną passę pięciu kolejnych spotkań bez zwycięstwa. Dwa gole strzelił Flavio Paixao, który wyprzedził Miroslava Radovicia i stał się najskuteczniejszym obcokrajowcem w polskiej lidze.

Niezwykłym nosem wykazał się Piotr Stokowiec, który dość nieoczekiwanie posadził na ławce Artura Sobiecha. Dla wielu było to zaskoczeniem, a tymczasem Flavio Paixao okazał się bohaterem meczu. Był niezwykle waleczny, ambitny, a co najważniejsze - skuteczny. Miał dwie sytuacje i obie wykorzystał, stając się najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii naszej ligi.

Druga połowa była znakomita w wykonaniu biało-zielonych, który w sumie strzelili w niej trzy gole, natomiast dwa zostały nieuznane po wideoweryfikacji. Żałować może Flavio (VAR zabrał mu hat tricka - i to dwa razy), żałować może też Jarosław Kubicki, bo jemu odebrana została asysta (miałby trzy). Były piłkarz Zagłębia Lubin zagrał wręcz koncertowo i do bardzo dobrej gry w destrukcji dorzucił coś ekstra w postaci asyst.

Biało-zieloni w końcu się przełamali (czekali na zwycięstwo od 28 września), wreszcie też zagrali ofensywnie, nie uciekali się do obrony korzystnego rezultatu. Złapali rywala za gardło i nie odpuścili. Co prawda wynik końcowy jest skromny jak na to, co się działo, ale aż trzy razy, ale o VAR już pisaliśmy. 

Wiadomo, ŁKS nie jest ligowym potentatem, ale mimo wszystko taki wynik może trochę szokować, biorąca pod uwagę jak to spotkanie się zaczęło. A zaczęło się bardzo źle, bo od strzału życia Jana Sobocińskiego, który efektownym wolejem otworzył wynik spotkania. Lechia była zamroczona, gubiła się w obronie, a ŁKS stwarzał sobie kolejne okazje, jednak nie potrafił ich wykorzystać. Pachniało, wręcz śmierdziało drugim golem dla łodzian, a tymczasem obudzili się podopieczni Piotra Stokowca.

Jako pierwszy sygnał do ataku dał Sławomir Peszko, lecz z dziesięciu metrów huknął wysoko nad poprzeczką. Po chwili były reprezentant Polski zaliczył zaś dość przypadkową asystę (podejrzewamy, że chciał strzelać, wyszło zgranie), a Lukas Haraslin z ostrego kąta doprowadził do wyrównania. Należy przy tym wspomnieć, że ŁKS nie cofnął się po strzelonym golu, ale dalej próbował grać tak samo, co akurat sprzyjało Lechii. Lechii, która poszła za ciosem i pięć minut później była już na prowadzeniu. Flavio Paixao wykorzystał doskonałe zagranie Kubickiego i strzelił swojego 67. gola w polskiej lidze, by po przerwie dorzucić 68. trafienie - również po świetnym podaniu Kubickiego.

W końcówce ŁKS nie miał już za bardzo pomysłu na atakowanie, za to cały czas trwał napór biało-zielonych, jednak kolejne bramki już nie padły. No dobra, padły... ale zostały anulowane.

Czy jest coś, co może martwić? Tak. Ósmą żółtą kartkę (tym razem za protesty) otrzymał Filip Mladenović i nie zagra za tydzień przeciwko Wiśle Kraków.

Lechia Gdańsk - ŁKS Łódź 3:1 (2:1)
Bramki: Haraslin (23.), Flavio Paixao (28., 49.) - Sobociński (9.)

Lechia: Alomerović - Fila (46. Makowski), Nalepa Ż, Maloca, Mladenović Ż - Peszko (90. Arak), Kubicki Ż, Łukasik, Wolski (87. Sobiech), Haraslin - Flavio Paixao.

ŁKS: Malarz - Grzesik, Rozwandowicz (80. Juraszek), Sobociński, Klimczak Ż - Trąbka (65. Pyrdoł), Srnić Ż, Piątek Ż, Guima, Dani Ramirez (68. Bryła) - Pirulo.

źródło: własne