Lechia Gdańsk przegrała na wyjeździe z Koroną Kielce 0:1.

W pierwszej połowie gdańszczanie byli lepsi ale nie potrafili tego udokumentować bramką. Zemściło się to w drugiej połowie, kiedy to Korona zdobyła zwycięską bramkę po znakomitym strzale Vlastimira Jovanovicia zza pola karnego.

Mecz odbył się bez udziału kibiców Lechii. Biało – zieloni rozpoczęli w podobnym składzie jak w poprzednim meczu z Wisłą Kraków. Marcina Pietrowskiego zastąpił powracający po zawieszeniu Piotr Wiśniewski, a na bramce od pierwszej minuty zamiast kontuzjowanego Kanieckiego zagrał Mateusz Bąk. Lechia już w drugiej minucie mogła objąć prowadzenie. Po zamieszaniu w polu karnym gospodarzy strzał oddał Sebastian Madera, jednak piłka po rykoszecie wypadła na rzut rożny.

W 13. minucie faulowany pod polem karnym Korony był Patryk Tuszyński. Do rzutu wolnego podszedł Piotr Wiśniewski, który był bardzo blisko bramki trafiając w poprzeczkę. Już minutę później okazję mieli gospodarze, jednak ostatecznie piłka znalazła się w rękach Mateusza Bąka.

W 19. minucie niezłym prostopadłym podaniem do Tuszyńskiego popisał się Deleu, jednak obrońcy powstrzymali dryblującego „Tuszka”.

W 22. minucie blisko bramki byli gospodarze, ale dobry wślizg Sebastiana Madery uratował gdańszczan przed stratą bramki. Chwilę później strzału z dystansu próbował Jacek Kiełb, ale piłka wylądowała daleko obok słupka bramki Mateusza Bąka.

W 27. minucie po rzucie wolnym dla gości fatalny błąd popełnił Zbigniew Małkowski, wypuszczając piłkę z rąk wprost pod nogi zawodników Lechii. Ci jednak nie skorzystali z prezentu, a piłka ostatecznie wylądowała w rękach bramkarza Korony. Gospodarze od razu wyszli z kontratakiem, jednak zakończył się on niecelnym strzałem z dystansu.

Po pół godzinie meczu obraz gry nieco się uspokoił. Dominowały niedokładne zagrania, piłkarze sprawiali wrażenie jakby chcieli już zejść do szatni.

Dopiero w 40. minucie zobaczyliśmy wydarzenie warte odnotowania. Do strzału z dystansu nieźle złożył się niepilnowany Deleu, jednak piłka przeleciała nad bramką Zbigniewa Małkowskiego. Chwilę później w pole karne gospodarzy wpadł Przemysław Frankowski, ale jego strzał został zablokowany przez obrońców przeciwnika.

Na trybunach Kolporter Areny można było usłyszeć gwizdy kibiców sfrustrowanych postawą swoich piłkarzy. Koroniarze grali nieporadnie, a w zapowiadających się na niezłe sytuacjach wycofywali piłkę do zawodników formacji defensywnej. Zdenerwowanie fanów wzbudzał również sędzia, który chwilę przed końcem pierwszej połowy zarządził kontrowersyjny rzut sędziowski dla Lechii pod własnym polem karnym.

Pierwsza część meczu była mało porywająca i stała niskim poziomie. Dominowały nieporadne zagrania piłkarzy obu drużyn, a jako jedyna dobra sytuacja to uderzenie Piotra Wiśniewskiego w poprzeczkę gospodarzy.

{joomplucat:1375 limit=6|columns=3}

Zobacz całą galerię

Po zmianie stron do ataku przeszła Korona, jednak większość ich dośrodkowań kończyła się wybiciem piłki przez obrońców biało – zielonych.

W 48. minucie strzału z dystansu próbował Paweł Sobolewski, jednak piłka wylądowała wysoko ponad bramką Mateusza Bąka. Chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z lewej strony blisko sięgnięcia piłki głową był Leković, ale czujność zachował bramkarz Korony i uprzedził obrońcę Lechii.

W 53. minucie bliscy zdobycia gola byli gospodarze. Po dośrodkowaniu Golańskiego z rzutu wolnego miało miejsce spore zamieszanie w polu karnym Korony. W ostatniej chwili jednak piłkę wybili gdańscy obrońcy. Chwilę później mocnego dośrodkowania z prawej strony próbował Jacek Kiełb, ale i tym razem piłka została wybita przez Sebastiana Maderę.

Gospodarze dopięli swego w 56. minucie. Wtedy to znakomitym uderzeniem zza pola karnego popisał się Vlastimir Jovanović, a bezradny w tej sytuacji był Mateusz Bąk. Piłkarze poszli za ciosem i nie ustawali z atakami. Za każdym razem jednak górą byli obrońcy Lechii.

W 59. minucie biało-zieloni mieli swoją okazję, ale zakończyła się ona niedokładnym przerzutem na lewą stronę. Na boisku pojawił się Zaur Sadajew, który zastąpił Przemysława Frankowskiego. Trener Probierz dał tym samym wyraźny sygnał do ataku. Gra biało-zielonych jednak nadal się nie kleiła.

W 63. minucie analogiczną sytuację do bramkowej miał Vlastimir Jovanović, ale tym razem górą z sytuacji wyszedł bramkarz Lechii, wybijając piłkę na rzut rożny. Chwilę później boisko opuścił Maciej Makuszewski, a jego miejsce zajął Piotr Grzelczak. Skrzydłowy Lechii już dwie minuty po wejściu popisał się niezłym dośrodkowaniem z lewej strony, ale piłka nie dotarła do Sadajewa.

W 69. minucie miało miejsce zamieszanie w polu karnym Korony, ale ostatecznie lechiści nie zdołali oddać strzału i piłka znalazła się w rękach Zbigniewa Małkowskiego. Przez cały mecz ostro grał Sebastian Madera, co wzbudzało niemałą frustrację wśród kibiców Korony. Do końca pozostawało niewiele czasu, a piłkarze Lechii sprawiali wrażenie zrezygnowanych, bez pomysłu na grę.

Kwadrans przed gościem gospodarze mieli szansę na podwyższenie prowadzenia, jednak akcja zakończyła się uderzeniem ponad bramką Mateusza Bąka. Kolejne minuty obfitowały w niedokładne zagrania i nieporadne próby dośrodkowań w wykonaniu obu zespołów.

W 83. minucie bliscy wyrównania byli biało-zieloni, ale ostatecznie Zaura Sadajewa uprzedził wychodzący z bramki Małkowski. Chwilę później napastnik Lechii otrzymał żółtą kartkę za przepychankę ze zdobywcą bramki dla gospodarzy Vlastimirem Jovanoviciem.

Cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry boisko opuścił Nikola Leković, a zastąpił dobrze grający głową Jarosław Bieniuk. W doliczonym czasie dwie znakomite okazje miał Michał Janota, ale oba strzały zakończyły się niepowodzeniem.

Raport meczowy [Korona Kielce – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)]