Piłkarze Lechii wymęczyli zwycięstwo w wyjazdowym meczu z Wisłą Płock. Gole strzelali Flavio Paixao, Bartosz Kopacz i Joseph Ceesay w doliczonym czasie gry.

Flavio Paixao po raz kolejny nie zawiódł, gdy przyszło mu wykonać rzut karny. Zmylił bramkarza, uderzył pewnie w przeciwny róg i Lechia wyszła na prowadzenie. Dla Flavio był to 90. gol w polskiej lidze, a 74. dla Lechii. Problem polegał jednak na tym, że biało-zieloni ponownie oddali pole gry przeciwnikowi, głęboko się cofnęli, sami nastawiając się wyłącznie na kontry. W porządku, tuż przed przerwą udało się jedną z nich wyprowadzić, ale Kenny Saief w tylko sobie znany sposób spudłował, mając przed sobą pustą bramkę. Amerykanin wciąż pozostaje bez gola lub choćby asysty w tym sezonie.

Poza tą sytuacją zdecydowanie lepiej prezentowali się zawodnicy z Płocka, ale nie pierwszy raz w tym sezonie szczęście było po stronie Lechii. A to gdańszczan uratowała poprzeczka, a to dobrze dysponowany był Dusan Kuciak.

O emocje zadbał oczywiście siedzący na wozie VAR Daniel Stefański. O ile przy rzucie karnym dla Lechii zachował się dobrze, bo podpowiedział sędziemu głównemu, że Conrado był faulowany przez Jakuba Rzeźniczaka, o tyle później mieliśmy po prostu skandaliczną decyzję o przyznaniu "jedenastki" Wiśle. Kristers Tobers nie zrobił absolutnie nic, zawodnik gospodarzy się położył i to wystarczyło, by rozbrzmiał gwizdek. Nie było choćby sygnału z VAR, że należy sprawdzić całą sytuację. Koniec końców sprawiedliwości stało się zadość, bo Wisła nie wykorzystała rzutu karnego.

Lechia grała bardzo zachowawczo, sama prowokowała zagrożenie pod własną bramką. Długo udawało się utrzymywać korzystny wynik, ale w 74. minucie linię spalonego złamał Conrado i Wisła doprowadziła do wyrównania. Wydawało się, że gospodarze mają argumenty, by wygrać to spotkanie, ale... biało-zieloni po raz kolejny w tym sezonie skorzystali z jednego z większych atutów, czyli stałego fragmentu gry. Po rzucie rożnym niepilnowany w polu karnym był Bartosz Kopacz i strzałem głową z paru metrów sprawił, że Lechia wróciła na prowadzenie. Z tą różnicą, że tym razem nie oddała już go do końcowego gwizdka, a w doliczonym czasie gry wynik ustalił Joseph Ceesay.

Gdańszczanie nie zachwycili, ale wygrali. I czysto teoretycznie wciąż pozostają w grze o czwarte miejsce w lidze na koniec sezonu.

Wisła Płock - Lechia Gdańsk 1:3 (0:1)
Bramki: Kocyła (74.) - Flavio Paixao (6. - karny), Kopacz (81.), Ceesay (90.)

Wisła: Kamiński - Zbozień, Rzeźniczak, Uryga, Tomasik - Kocyła (82. Pyrdoł), Lagator, Szwoch, Wolski Ż (80. Adamczyk), Angel Garcia Ż (87. Cabrera) - Tuszyński.

Lechia: Kuciak - Kopacz, Maloca, Tobers Ż (46. Fila), Conrado - Saief Ż (67. Ceesay), Biegański (46. Makowski), Kubicki, Gajos, Udovicić (76. Żukowski) - Flavio Paixao.

źródło: własne