Piłkarze Lechii pokonali Brøndby 2:1 w pierwszym meczu II rundy eliminacji Ligi Europy. Gole dla biało-zielonych zdobyli Flavio Paixao oraz Patryk Lipski, jednak tych bramek powinno być zdecydowanie więcej, bo sytuacji było mnóstwo.

Gdyby przed meczem ktoś powiedział, że Lechia, schodząc do szatni z prowadzeniem 1:0, będzie mieć poczucie niedosytu, pewnie nikt by nie uwierzył. A jednak. Biało-zieloni kompletnie zdominowali przyjezdnych i po pierwszych bardzo nerwowych pięciu minutach oglądaliśmy rewelacyjne funkcjonujący zespół Piotra Stokowca.

Brøndby było stłamszone, zawodnicy z Danii kompletnie nie wiedzieli co się dzieje. Sęk w tym, że Lechia miała problemy ze skutecznością. Udało się strzelić jednego gola po rzucie karnym (pewny strzał Flavio Paixao), natomiast później mieliśmy jeszcze przynajmniej dwie kapitalne sytuacje, które - szczególnie na tym poziomie - trzeba wykorzystywać. Niestety, ani Flavio, ani przede wszystkim bardzo aktywny Lukas Haraslin, nie zdołali pokonać bramkarza gości. To był świetny okres gry gdańszczan i naprawdę można żałować, że nie udało się w pierwszej połowie ustrzelić drugiego gola.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, trzeba powiedzieć, że Duńczycy mieli w końcówce pierwszej części gry dwie sytuacje, które mogły diametralnie zmienić losy tego dwumeczu. Obie te sytuacje zostały sprezentowane przez Lechię. Najpierw fatalnie zachował się Dusan Kuciak, ale na szczęście jeszcze gorzej zachował się skrzydłowy Brøndby. Chwilę później przed znakomitą szansą stanął Kamil Wilczek, lecz tym razem słowacki bramkarz nie popełnił już błędu i obronił uderzenie naszego rodaka.

Cały mecz toczony był w świetnym tempie, a przerwa nie wybiła Lechii z uderzenia. Zaraz po wznowieniu gry świetną okazję miał Flavio, lecz strzelił obok słupka. Gdańszczanie grali z polotem, z werwą. To był znakomicie funkcjonujący zespół i tak naprawdę każdy z zawodników ubranych w biało-zielone stroje zagrał na bardzo wysokim poziomie. W oczy rzucał się jednak przede wszystkim Karol Fila, który zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w życiu, co udokumentował asystą przy golu Patryka Lipskiego. Była to bramka na 2:1, bo chwilę wcześniej sytuację sam na sam wykorzystał Simon Hedlund.

Z psychologicznego punktu widzenia gol Lipskiego był niezwykle istotny, bo momentalnie Lechia zapomniała o sytuacji z 59. minuty, gdy cieszyli się kibice z Danii. Wróciła Lechia z pierwszej połowy, z wszystkimi zaletami, ale i wadami. Po raz kolejny słabo było ze skutecznością. Jeśli podopieczni Stokowca odpadną (czego oczywiście im nie życzymy), pretensje będą mogli mieć tylko do siebie. Powinni strzelić zdecydowanie więcej bramek niż tylko dwie. W dalszej fazie spotkanie trochę się uspokoiło. Na boisku było więcej niedokładnych podań, pewnie ze względu na zmęczenie, jednak w doliczonym czasie gry w poprzeczkę trafił Artur Sobiech...

Tym niemniej, przed rewanżem to biało-zieloni są w lepszej sytuacji.

Lechia Gdańsk - Brøndby IF 2:1 (1:0)
Bramki:  Flavio Paixao (26. - karny), Lipski (63.) - Hedlund (59.)

Lechia: Kuciak - Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović Ż - Haraslin (79. Peszko), Łukasik, Kubicki, Lipski (83. Makowski Ż), Udovicić - Flavio Paixao (75. Sobiech).

Brøndby: Schwäbe - Mensah (81. Gammelby), Arajuuri, Hermannsson, Jung - Kaiser, Radošević, Christensen - Hedlund, Wilczek, Tibbling (75. Fisker).

źródło: własne